Co dalej z Areną Pruszków? Na obiekcie znów pojawił się komornik…

Co dalej z Areną Pruszków? Na obiekcie znów pojawił się komornik…

Źle się dzieje w państwie duńskim. Bardzo źle, i to od bardzo dawna. To hamletowskie stwierdzenie brzmi w kontekście tej historii jak największy banał. Dziś znów doszło do kuriozum w postaci przejęcia komorniczego w Arenie Pruszków. Na oczach młodych zawodników, którzy rozgrzewali się przed zawodami.

O tym, że wydolność finansowa Polskiego Związku Kolarskiego w zasadzie nie istnieje, mówi się od dawna. Po raz kolejny w Pruszkowie pojawił się komornik, który zajął aparaturę startową i pomiarową. Akurat na torze trwają mistrzostwa Polski w konkurencjach nieolimpijskich. Cała akcja odbyła się na oczach zawodników i ekip klubowych, wśród których nie brakowało reprezentantów Polski. Ostatnią rzeczą, jaką powinni się przejmować przed Tokio, powinny być długi kolarskiej centrali i brak warunków do treningu i startów…

Paranoję pogłębia osobliwa polityka władz związku, który zachowuje się na zasadzie, że a nuż się rozejdzie po kościach, że może Mostostal zapomni. Chowa głowę w piasek, nie odzywa się. Skoro ja nie widzę, to mnie też nie widzą. Syndrom strusia. Fakt, obecny zarząd ma wiele problemów, które odziedziczył w spadku po poprzednich władzach. Te zaś z niewytłumaczalnych względów nie składały sprawozdań finansowych. Ministerstwo Sportu wstrzymało finansowanie. Kasy świecą pustkami, a nawet jeśli nie świecą (co prawda nie kasa, a kasetka, do której dziś próbował dobrać się komornik, ale zaginął klucz, więc ją rozwiercano), to wymyślany jest taki obieg pieniądza, by nie przechodził przez związkowe konta. Co chwila na stołku zasiada nowy prezes, w ciągu ostatnich czterech lat było ich bodaj czterech. Pytanie, czy ten miłościwie dziś panujący będzie miał na czym teraz zasiadać, bo podobno komornik „zaaresztował” meble z jego gabinetu. Zabrano dziś opieczętowane dotąd aparatury startowe, całą elektronikę. To wszystko na oczach zawodników, którzy swoją drogą niejedno pewnie i tak już widzieli.

Pruszkowski welodrom jest obiektem wspaniałym. Zachwyca architekturą. Wielkie wrażenie robi sam owal wykonany z sosny syberyjskiej. Wchodząc na niego mimowolnie każdy wyda z siebie okrzyk zachwytu, albo przynajmniej przysiądzie z wrażenia. Oczywiście kapie woda z dachu, kiedy leje deszcz i trzeba ją łapać do wiader. Oczywiście sosnowa konstrukcja się zużywa i nie zawsze da się w odpowiedni sposób załatać dziury. Jednak tor działa i możemy z ogromną nadzieją patrzeć na przyszłość polskiego kolarstwa, bo zawodnicy stają na wysokości zadania praktycznie w każdej odmianie cyklizmu i to nie tylko torowego. Praktycznie z każdej imprezy międzynarodowej Polacy przywożą medale. Podczas zakończonych właśnie mistrzostw Europy juniorów i orlików we włoskiej Fiorenzuoli nasi kolarze siedemnaście razy stawali na podium, również na najwyższym jego stopniu.

Skąd dług Polskiego Związku Kolarskiego?

Sprawa sięga wieloletniego prezesa PZKol Wojciecha Walkiewicza. To za jego rządów powstał tor, a to uruchomiło lawinę, która tratuje kolejne zarządy i podcina gałęzie, na których siedzą zawodnicy. Budowa ruszyła w okresie 2002/2003 a sfinansowana została z budżetu państwa i wszystko byłoby OK, gdyby nie „prace dodatkowe”, za które już związek nie zapłacił, czego konsekwencją jest obecne bagno. Nie raz już słyszałem, że „Walkiewicz postawił sobie pomnik” w postaci toru. Skąd my to znamy? Zastaw się a postaw się. Jakie to polskie…

W podcaście „Pod Nominał Cast” Piotra Klina i Pawła Kazanowskiego wypowiedział się reprezentujący Mostostal Puławy mecenas Jarosław Makarewicz: – Dług sięga roku 2008, a w zasadzie momentu kiedy tor był budowany – tłumaczy zawiłości nagromadzenia tak potwornych zaległości wobec wykonawcy robót. A dochodzą one obecnie blisko jedenastu milionów złotych!

Wykonawcą tej budowy był Mostostal Puławy i z powierzonego zadania, czyli budowy toru, wywiązał się w całości. Istotne jest to, jaki był sposób finansowania budowy. W 96 procentach tor sfinansowano z dotacji ówczesnego ministerstwa sportu. Kiedy obiekt był w całości zbudowany, w 2007 roku zmieniły się przepisy dotyczące BHP i przeciwpożarowe. Aby mógł spełniać wymogi do organizacji imprez sportowych i masowych, oraz wymogi UCI, zlecono Mostostalowi Puławy wykonanie robót dodatkowych i Mostostal się z tego wywiązał w stu procentach. Prace te zostały odebrane i za nie Mostostal wystawił Polskiemu Związkowi Kolarskiemu fakturę, bo inwestorem tutaj był Polski Związek Kolarski, ale finansowane to było ze środków publicznych. Wtedy jednak się okazało, że ministerstwo odmówiło zapłaty tej faktury. Rozpoczęły się więc próby dochodzenia tej należności, a mówimy o kwocie niespełna 5,3 miliona złotych – tłumaczy mecenas Makarewicz.

Dokładnie mówimy o kwocie 5 274 000 złotych. Początkowo jeszcze próbowano się jakoś porozumieć, lecz próby te zakończyły się w sądzie przechodząc przez wszystkie instancje. – W konsekwencji wydany w lutym 2017 roku nakaz zapłaty stał się prawomocny i na tej podstawie Mostostal próbuje odzyskać pieniądze, które są zasądzone prawomocnym wyrokiem sądu. Podkreślam, nie są to wyimaginowane kary umowne nie wiadomo skąd pochodzące, tylko jest to należność za wykonane prace powiększona o odsetki – wyjaśnił przedstawiciel Mostostalu. Budowa obiektu, wykończenie go, choćby położenie parkietu, który jest na śródtorzu – to zostało zapłacone. Ostatnia wspomniana faktura dotyczy robót dodatkowych, które były konieczne po to by w 2009 roku na tym torze można było rozegrać mistrzostwa świata juniorów.

Przed mistrzostwami świata “Pruszków 2019” został złożony do komornika wniosek o wszczęcie egzekucji z nieruchomości, czyli z działek na których stoi budynek i z samego budynku, a także egzekucji ruchomości, które znajdują się w tym obiekcie. Właściwie wszystkie rzeczy znajdujące się w tym budynku zostały przez komornika zajęte. Możemy być jednak spokojni. We wtorek na Arenie Pruszków rozpoczynają się mistrzostwa Polski elity i one dojdą do skutku. Podobnie jak mistrzostwa Polski mastersów i Grand Prix Polski. Kolarze to pasjonaci zaprawieni w działalności partyzanckiej. Poradzą sobie. Tym bardziej że sam prezes Krzysztof Golwiej składa konkretne deklaracje w specjalnym komunikacie:

Szanowni Państwo,

Pruszków, dnia 16.10.2020 r

Komunikat Prezesa Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego

w nawiązaniu do informacji o podjętych dziś czynnościach egzekucyjnych oświadczam, że wierzyciel przejął w posiadanie ruchomości stanowiące własność Polskiego Związku Kolarskiego, w tym urządzenia do pomiaru czasu oraz meble.

Niemniej podkreślam, że żadne zawody sportowe (zaplanowane w najbliższym czasie) z tego powodu nie są zagrożone i odbędą się w wyznaczonych wcześniej terminach, w tym Mistrzostwa Polski Krajowego Zrzeszenia LZS, Orlen Mistrzostwa Polski Elity w kolarstwie torowym Mistrzostwa Polski Młodzieżowców w konkurencjach nieolimpijskich, Orlen Mistrzostwa Polski Masters – konkurencje torowe, a także Orlen Grand Prix Polski.

Łączę wyrazy szacunku
PREZES
Polskiego Związku Kolarskiego
Krzysztof Golwiej

W koło Macieju i ciuciubabka w jednym

W moim przekonaniu postępowanie komornicze mogłoby się już kończyć. Jednak PZKol wykorzystuje furtkę w postaci pewnej instytucji w procedurze cywilnej, jaką jest skarga na czynności komornicze, i faktycznie są one przez PZKol podważane. Po czym komornik je oddala, a czas leci, kolejne terminy się sypią – opowiada mecenas Markiewicz. Dodajmy, że dziennie naliczanych jest prawie tysiąc złotych odsetek! Pytanie, czy przeciąganie sprawy w nieskończoność nie należałoby potraktować jako działanie na szkodę związku… Przecież same odsetki od momentu uprawomocnienia wyroku urosły do kwoty zbliżającej się krok po kroku do kolejnego miliona złotych. Sytuacja jest beznadziejna, bo pieniędzy formalnie nie ma. A z próżnego przecież nawet Salomon nie naleje.

Ostatnie pieniądze od PZKol Mostostal otrzymał ponoć na początku 2018 roku, tak twierdzi pośrednik wierzyciela. Wszelkie środki egzekucji okazują się jak dotąd nieskuteczne. Obiekt jest wynajmowany (chociażby uczelnia wyższa), odbywają się tam różne imprezy, korzystają z niego różne osoby, a nagle się okazuje, że Polski Związek Kolarski nie ma pieniędzy, mimo że choćby sprzedaje licencje zawodnicze. To zmusiło komornika do wszczęcia działań o bardziej dotkliwym wymiarze, czyli odebranie ruchomości, które zostały już uprzednio zajęte. W ubiegłym roku również tak się działo tuż przed Grand Prix Polski i mistrzostwami Polski o tej porze roku. Trudno się łudzić, że termin akcji komornika został wybrany przez przypadek. – O ile w ubiegłym roku prezes Mostostalu był na tyle wyrozumiały, że pozwolił aby się te imprezy odbyły i zostawił ten sprzęt na czas mistrzostw, chodzi tu o maszyny sportowe i pomiar czasu. Przez ostatni rok nic kompletnie się nie wydarzyło. Nie spłynęła na konta wierzyciela ani jedna złotówka. Dłużnik w żaden sposób nie kontaktuje się z wierzycielem i to jest dla mnie zaskakujące, bo na dziś mamy prawie jedenaście milionów długu – precyzuje prawnik.

Fot. Dariusz Urbanowicz

Formalnie wydawać się wszystko w porządku. Powołana została bowiem spółka, która zawiaduje Areną Pruszków. Jednak Jarosław Makarewicz dostrzega w tym procederze również łamanie prawa i tłumaczy przepisy. – Jeżeli komornik dokonuje zajęcia nieruchomości lub ruchomości, wówczas tylko i wyłącznie dłużnik bądź rodzina dłużnika, może korzystać w normalnym zakresie, byleby nie powodowało to utraty wartości. Tu oczywiście chodzi o instytucję, więc o żadnej rodzinie mowy być nie może. Co istotne, dłużnik nie może rozporządzać obiektem, powierzać innym osobom do używania. Oddanie do używania toru kolarskiego przez  Polski Związek Kolarski Arenie Pruszków w mojej ocenie jest generalnie rzecz biorąc przestępstwem. Komornik składał zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie, ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie. Ja tego komentował nie będę. Jednak z punktu widzenia prawa, takie działanie jest nielegalne.

Stan rzeczy

Sytuacja jest beznadziejna. Trudno się spodziewać, by ktoś jeszcze dobrze życzył związkowi. Przez jakiś czas kręcił się wokół dobrodziej polskiego kolarstwa Dariusz Miłek – właściciel CCC, ale jak wiadomo kryzys wywołany pandemią wymusił na nim ograniczenie nakładów na sponsoring tego sportu, z końcem sezonu wycofuje się choćby z zawodowej drużyny. Tak pisała w 2010 roku Rzeczpospolita: „Jedyny zgłoszony kandydat na prezesa Dariusz Miłek (były kolarz, a obecnie prezes firmy NG2 i jeden z najbogatszych Polaków), traktowany przez środowisko kolarskie jako mąż opatrznościowy, na początku obrad ogłosił, że rezygnuje z kandydowania. (…) – Nie mogę być prezesem związku, ponieważ nie zostały uzgodnione do końca wszystkie szczegóły ugody. Głównie dotyczy to firmy Mostostal i – jak się ostatnio okazuje – BGŻ, sponsora związku. Kilka dni temu przedstawicielka banku oznajmiła mi telefonicznie, że według niej BGŻ jest rozliczony z PZKol i więcej żadnych pieniędzy nie będzie płacić. Chodzi o kwotę 660 tysięcy. Zasiadam w 18 spółkach i radach nadzorczych, zarządzam spółkami, których kapitalizacja wynosi ponad 4 mld zł. Nie mogę sobie pozwolić na wahnięcie notowań, ryzykować, że ktoś napisze, iż coś „nakręciłem” w PZKol. Mogę i będę pomagał związkowi jako sponsor i na swoich warunkach, ale nie będą pił piwa, którego ktoś tu nawarzył. – mówił 42-letni biznesmen z Polkowic”. To było dekadę temu.

Tor kolarski w Pruszkowie został wyceniony na 86 milionów złotych. Mostostal dąży do tego, aby nieruchomość zlicytować. Sprzedaż w takiej sytuacji odbywa się to poprzez licytację komorniczą. Cena wywoławcza wynosi 75% wartości ceny oszacowania (64,5 mln). Jeśli pierwsza licytacja nie doprowadzi do sprzedaży, komornik ogłasza drugą licytację. Cena wywoławcza wynosi wtedy 2/3 wartości (56,8 mln). Paradoks polega na tym, że nawet jeśli nieruchomość uda si sprzedać, pieniądze trafią na konto PZKol. Wtedy związek zostanie zwindykowany i po potrąceniu kwoty zadłużenia, różnica pozostaje do dyspozycji kolarskiej centrali. Pytanie jednak kto w dzisiejszej rzeczywistości zdecyduje się na tak poważną inwestycję. Sytuacja ekonomiczna na świecie wydaje się być krytyczna. Koronawirus uderza w wiele podmiotów, o których można myśleć w kontekście wykupu Areny Pruszków. Nawet szczodre dotąd dla kolarstwa CCC nie kryje kłopotów finansowych związanych z tąpnięciem na rynkach. Od lat w polskie kolarstwo inwestuje PKN ORLEN, ale czy wyjdzie poza wsparcie zawodników i organizatorów wyścigów kolarskich? Nie brakuje głosów, że to Centralny Ośrodek Sportu powinien przejąć zarząd nad torem, a PZKol zostałby sam sobie do walki z zadłużeniem.

Jakakolwiek pomoc finansowa udzielona związkowi wydaje się zupełnie nie wychowawcza. Dawanie głodnemu ryby zamiast wędki niczego go nie uczy, a trudno się oprzeć wrażeniu, że związek niejedną już wędkę sprzeniewierzył.

Tekst i zdjęcia
DARIUSZ URBANOWICZ


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Krzysiek
Krzysiek
6 dni temu

“Paradoks polega na tym, że nawet jeśli nieruchomość uda si sprzedać, pieniądze trafią na konto PZKol. Wtedy związek zostanie zwindykowany i po potrąceniu kwoty zadłużenia, różnica pozostaje do dyspozycji kolarskiej centrali.”

I to jest cała tajemnica – 40-55 mln pln gratis do dysponowania. Ile pensji prezesa z tego będzie 🙂 a że związek będzie musiał płacić za wynajem i w długim okresie straci – to problem przyszłości – a nie dziś.

Aktualności

Kalendarz imprez