Ciężary w trybie online. Pandemia matką wynalazków?

Ciężary w trybie online. Pandemia matką wynalazków?

Koronawirus COVID-19 zmienił oblicze sportu – co do tego zgadzamy się raczej wszyscy. Rozgrywki w pustych arenach – czasami z podkładanym dźwiękiem z trybun – przeżywa się po prostu inaczej. W tej “nowej normalności” niektóre dyscypliny próbują stworzyć się na nowo. Efekty bywają zaskakujące i mogą pomóc wytyczyć nowe ścieżki rozwoju nawet wtedy, gdy sytuacja w taki czy inny sposób w końcu zacznie wracać do normy.

Nie trzeba było żadnej pandemii, by nad podnoszeniem ciężarów zawisły czarne chmury. Wystarczyło posłuchać relacji osób, które dostały w kość od Tamasa Ajana – długoletniego przewodniczącego Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF). Lista przewinień wykazanych w raporcie Richarda McLarena jest długa i miażdżąca. Najpoważniejszy zarzut dotyczy “korupcji instytucjonalnej”, na którą mieli godzić się wysoko postawieni działacze.

Sędziwy sternik działał jednak jak wytrawny szuler – w białych rękawiczkach. Nie dał się bezpośrednio przyłapać na żadnym ciężkim przestępstwie, ale śledczy nie mają wątpliwości, że za kulisami od dekad prowadził brudną grę. W 2017 roku miał się posunąć nawet do płacenia za głosy w wyborach. Nie bawił się przy tym w żadne wysublimowane metody nowej generacji – gotówkę wypłacał w hotelu jeden z jego najbliższych współpracowników.

Ajan ma zresztą więcej problemów. Po alarmujących doniesieniach pojawiły się liczne kontrole i nagle okazało się, że na kontach organizacji nie można się doliczyć znaczących kwot. Wszystkie tropy prowadzą… na prywatne konto Węgra. Kolejną kontrowersyjną kwestią są także sprawy dopingowe. Z ostatnich doniesień wynika, że w środowisku prowadzono specyficzny rodzaj walki. Taki, w którym na życzenie niektórych zgodnie współpracujących działaczy kary można było znacząco opóźnić, umożliwiając tym samym start dopingowiczów w różnych kluczowych zawodach.

Ta ostatnia wypłata…

Od tamtych informacji minęło wiele miesięcy. Co wydarzyło się w międzyczasie? Otóż 81-letni Ajan w połowie kwietnia ustąpił ze stanowiska, ale zajął z góry upatrzone pozycje. Wciąż aktywnie angażował się w działania organizacji, a niektóre z jego ostatnich ruchów budzą poważne kontrowersje i wkrótce mogą doczekać się ciągu dalszego na sali sądowej. Według dziennikarzy ARD już po ogłoszeniu rezygnacji Węgier… wypłacił z konta IWF jeszcze ponad 430 tysięcy dolarów!

Dlaczego akurat ta kwota? Jak się okazuje to równowartość rocznych zarobków Ajana – tych oficjalnych. Istnieje więc uzasadnione podejrzenie, że przedsiębiorczy działacz na koniec przygody z ciężarami postanowił sam się docenić i wypłacił sobie godną odprawę, choć nie miał już do tego uprawnień. Ludzki pan – mógł w sumie pobrać większą sumę, bo brakujące kwoty na kontach IWF liczy się już w milionach dolarów.

Żarty żartami, ale problem wizerunkowy jest poważny. Podejrzenia o doping były, są i będą – taka jest już chyba natura tej dyscypliny. By nawiązać z tym walkę, potrzeba jednak rzeczywistych chęci, a do tego twardego kręgosłupa moralnego i przejrzystości. Nowe standardy usiłuje wprowadzić Ursula Papandrea – tymczasowa szefowa. Niedawno powołano do życia nową komisję zawodniczą – na jej czele stanęła Brytyjka Sarah Davies.

Chcemy zaproponować rozmowę o tym, co można zmienić w zakresie walki z dopingiem. Ten temat powraca za każdym razem, gdy w ogóle mówi się o podnoszeniu ciężarów. Członkowie naszej komisji muszą dawać przykład, a współcześni zawodnicy i zawodniczki powinni czuć, że mogą zwrócić się do nas z każdym problemem – stwierdziła szósta zawodniczka mistrzostw świata w 2017 roku.

W stronę internetu

Czas pokaże, czy ten ruch to PR-owa zagrywka pod publiczkę, czy szczera chęć otwarcia się na nowe środowiska. W teorii to chyba krok w dobrym kierunku, bo do tej pory głos środowiska zawodniczego bywał lekceważony. – Komisja zawodnicza będzie ważnym puzzlem w układance, który pomoże odbudować IWF. To ważne, bo patrzymy na pewne sprawy zupełnie inaczej niż działacze – wtórował Juergen Spiess.

Olimpijska przyszłość podnoszenia ciężarów w dalszym ciągu stoi jednak pod znakiem zapytania. Palących problemów nie ubywa, a kilka kolejnych dołożyła pandemia koronawirusa. Pod koniec sierpnia odwołano zaplanowane na listopad młodzieżowe mistrzostwa świata w Peru. Właściwie to może nie tyle “odwołano”, co kompletnie zmieniono ich formułę. Zawody odbędą się… w trybie online.

Nie traktujemy tej decyzji w kategoriach porażki. Wręcz przeciwnie – to dla nas znakomita okazja, by ustanowić pewien precedens i dać młodszym sportowcom nadzieję. Jestem przekonany, że dzięki tej formule będzie mogli tchnąć w naszą dyscyplinę nowe życie – przekonywał Renzo Manyari, jeden z szefów komitetu organizacyjnego imprezy.

Nie będzie to bynajmniej skok na głęboką wodę. Mechanizm po raz pierwszy został przetestowany już w lipcu. Rozmowy i rozważania trwały od wielu miesięcy – całe środowisko pod przewodnictwem nowej kadry kierowniczej zdawało sobie sprawę z rangi wyzwania. – Nigdy nie było pytania, czy damy to zrobić. Bardziej chodziło o to, w jaki sposób chcemy to przeprowadzić – tłumaczył jeden z członków komitetu organizacyjnego.

Jak więc wygląda podnoszenie ciężarów w wersji online? Zawodnicy i zawodniczki dźwigają przed internetowymi kamerkami. Warunek jest prosty – muszą być podpięci do niezawodnej sieci. Największą ciekawostką wydaje się jednak to, że nie ma absolutnie żadnej metody weryfikacji, czy deklarowany ciężar faktycznie odpowiada temu, z czym mierzy się zawodnik.

W środowisku o skłonnościach do nadużyć pojawiła się zatem nowa, kusząca droga na skróty. Mimo to działacze są spokojni o czystość sumień. Każdy startujący ma wykonywać swoje próby w obecności trenera. I to właśnie obecność szkoleniowca ma dawać gwarancję, że nie dojdzie do żadnych nadużyć. Niepokojących sygnałów na razie nie stwierdzono…

Amerykański sprawdzian

Wyniki uzyskane w tej formie nie liczą się zresztą do światowych tabel. Jeśli ktoś jakimś cudem pobije rekord świata, to zostanie mu tylko satysfakcja. Nie to jest jednak najważniejsze. – Zawody w formie online mają przede wszystkim zmotywować sportowców na całym świecie do jeszcze bardziej wytężonych treningów w tych niezwykle trudnych realiach – tłumaczy Ursula Papandrea, następczyni kontrowersyjnego Ajana.

Okazja do poważniejszego przetestowania nowego systemu pojawi się już w najbliższy weekend. 17 września rozpoczną się zawody American Open Series 3. Na starcie pojawi się ponad 330 uczestników stacjonujących na co dzień w Stanach Zjednoczonych. Najmłodszy ze zgłoszonych ma 12 lat, najstarszy… 67. – To może być największa impreza zorganizowana w tej formule bez podziału na dyscypliny – przekonuje Phil Andrews z komitetu organizacyjnego, ale chyba nikt nie powiedział mu o e-sporcie…

Przy takiej liczbie zawodników i zawodniczek nie będzie łatwo. Rywalizacja będzie toczyć się dwutorowo i została rozłożona na dwa dni. Aby przystąpić do walki, uczestnicy muszą spełnić szereg wymagań sprzętowych. Ciekawa będzie zwłaszcza kwestia wagi – każdy stanie na własnej, a organizatorzy dopuszczają pół kilograma tolerancji w obie strony.

Jak jednak sprawdzić, czy waga jest odpowiednio skalibrowana i nie dochodzi do oszustw? Spokojna głowa – przed częścią główną ceremonii każdy będzie musiał postawić na niej dwa 25-kilogramowe obciążniki, które potem będzie dźwigał. Jeśli urządzenie pokaże wynik w przedziale 49,5 – 50,5 kg, to będzie spełniać kryteria IWF. W teorii ten system można oszukać, ale trzeba by się mocno napracować.

Udoskonalić niedoskonałe

Dźwiganie z domu jest jednak wykluczone – “stanowisko pracy” trzeba zorganizować w najbliższej siłowni z atestem IWF. W każdym takim obiekcie może się znajdować jednocześnie tylko dwójka startujących. Uczestnicy będą korzystali z konferencji na Zoomie – organizatorzy odradzają śledzenie transmisji na oficjalnej stronie, bo ze względu na kilkusekundowe opóźnienie istnieje ryzyko… przegapienia własnej próby. Trenerzy powinni również nagrywać niezależnie nagrywać każde podejście. To może okazać się kluczowe w przypadku zerwania sygnału lub kłopotów z łączem.

Za prawo do uczestnictwa w imprezie trzeba jednak zapłacić. W kategorii open i masters cena to 75 dolarów, w młodzieżowych – 50. Nagrody zostaną wysłane pocztą w październiku. Wiele rzeczy zostanie sprawdzonych dopiero w praniu, jednak wszyscy podkreślają, że takiego bodźca potrzebowało całe środowisko. Zawodnicy i zawodniczki są w końcu zmęczeni – ile można trenować bez większego celu na horyzoncie? Lepiej sprawdzić się w eksperymentalnej formule niż w żadnej.

Jest jednak pewien problem, którego nie da się zamieść pod dywan. Doping wraca jak bumerang, a działacze rozkładają ręce. W sumie niewiele mogą zrobić, bo w wielu przypadkach wysłanie testerów jest niemożliwe ze względu na zamknięte granice. Jeśli ktoś chce koksować, to czysto teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by robił to bez konsekwencji. Najbliższe zawody w USA będą jednak wyjątkowe i pod tym względem – grupa testerów odwiedzi losowo wybrane grono uczestników.

Dopiero wyniki tych badań pomogą w odpowiedzi na pytanie, jak środowisko ciężarowców znosi trudny czas pandemii. Mimo wielu znaków zapytania działacze nie kryją optymizmu i wiążą spore nadzieje z nową formułą. – Potrafię sobie wyobrazić, że po usunięciu z drogi wszystkich przeszkód będziemy w stanie organizować zawody online gdy wszystko wróci do normy nawet na poziomie olimpijskich kwalifikacji – przewiduje Phil Andrews, jeden z organizatorów American Open Series 3.

Śladem wioseł

Może się więc okazać, że ciężary za sprawą pandemii przejdą niezłą rewolucję i na dobre przeniosą się do świata wirtualnego. Wcześniej – oczywiście z innych względów i w nieco innej formie – podobną drogę pokonało wioślarstwo. Ze względu na warunki klimatyczne w niektórych częściach świata nie można go przecież uprawiać przez cały rok. Ta potrzeba w końcu doprowadziła do powstania ergometru Concept II Indoor Rower, który opracowali w 1981 roku Dick i Peter Dreissigackerowie – byli wioślarze.

Mechanizm stworzony przez nich w największym stopniu odpowiada wioślarskiemu treningowi na wodzie. Dziś tego typu urządzenia można spotkać na siłowniach pod każdą szerokością geograficzną. Są wyposażone w komputery, które rejestrują szereg parametrów dotyczących wioślarskiego ruchu. To z kolei pozwala na bezpośrednie porównywanie wyników i różne formy rywalizacji. Mimo wielu podobieństw nowa odmiana stała się znana jako odrębny byt – wioślarstwo halowe.

Pomysł szybko przyjął się także w Polsce. Już w 1992 roku przeprowadzono pierwsze mistrzostwa kraju, które dziś są znane jako “Ergowiosła” i cieszą się coraz większą popularnością. – Nigdy nie byłem jakimś wybitnym specjalistą od ergometrów i traktowałem je z obowiązku – znacznie lepiej czułem się już na wodzie. Jednak wciąż to stały element przygotowań do sezonu – budowania wydolności i siły. Mieliśmy powiedzenie: ergometr prawdę ci powieopisywał nam niedawno Adam Korol, jeden ze słynnych “Dominatorów”.

Niektórzy zawodnicy specjalizują się w tej formie startów, inni za nią nie przepadają. Wszyscy mają ją jednak wpisaną w kalendarz przygotowań do każdego sezonu. Wioślarstwo halowe dla wielu było także idealnym sposobem na podtrzymanie formy w czasie pandemii. W normalnych okolicznościach zawodnicy mierzą się w tej odmianie w bezpośrednim towarzystwie, ale bez większych problemów mogą też rywalizować w formie online.

Na ergometrach walczy się już podczas mistrzostw świata i Europy. W 2017 roku dyscyplina – na życzenie głosujących internautów – została nawet włączona do programu World Games. Rywalizowano na dwóch dystansach w czterech kategoriach, a chętnych nie brakowało. I to chyba najlepiej pokazuje, że coś, co rodzi się często z potrzeby chwili, może po pewnym czasie dołączyć do sportowej rodziny już na własnych warunkach.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez