Ciężary pod ostrzałem. Raport McLarena znów wstrząsnął sportem

Ciężary pod ostrzałem. Raport McLarena znów wstrząsnął sportem

Od dawna pojawiały się sygnały, że w ciężarach nie dzieje się dobrze. Dyscyplinę prześladowały dopingowe skandale z gwiazdami w rolach głównych, ale dziennikarze ARD dopiero niedawno zwrócili większą uwagę na specyficzny styl zarządzania Tamasa Ajana – długoletniego prezesa Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF). Przed kilkoma dniami efektami pracy śledczej podzielił się Richard McLaren – ten sam, który odsłonił prawdę o państwowym systemie dopingu w Rosji. Wnioski? Galopująca korupcja może doprowadzić ciężary do zagłady.

Zasługi tego skromnego profesora prawa z Ontario można wyliczać godzinami. W ostatnich latach stał się specjalistą od najgłośniejszych afer i jednym z wiodących konsultantów w kwestiach związanych z etyką w sporcie. Pierwszą głośną sprawą, którą wziął na warsztat, był doping amerykańskich lekkoatletów podczas igrzysk w Sydney. W 2007 roku z jednym z amerykańskich senatorów drążył temat niedozwolonego wspomagania w baseballowej lidze MLB. Potem aktywnie działał między innymi w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie.

Największy rozgłos zapewniła mu jednak Rosja. W lipcu 2016 roku McLaren opublikował 97-stronnicowy raport, który podsumował niecałe dwa miesiące autorskiego dochodzenia. Prawnik dotarł do świadków, przebadał twarde dyski i analizował mikroślady znalezione na dopingowych próbkach. Wnioski były miażdżące – Rosjanie mieli korzystać z makiawelicznej dopingowej siatki, w którą były zaangażowane także władze państwowe.

W czerwcu 2020 roku prawnik znów zaprezentował wyniki swoich prac. W jakimś sensie to powtórka z rozrywki, bo ponownie zajął się tematem opisanym po raz pierwszy w mediach przez dziennikarzy stacji ARD. To w końcu również sprawdzona marka w temacie walki z nieprawidłowościami w sporcie. Materiał reporterów tej stacji w grudniu 2014 roku rozpoczął rozmowę o rosyjskich wałkach, której puentą był pierwszy znany raport Kanadyjczyka. 

Przed kilkoma miesiącami dziennikarze ARD dowodzili, że blisko połowa z 450 medalistów igrzysk i mistrzostw świata przez ponad dekadę właściwie wymykała się dopingowym kontrolom. Kamera nagrała także deklarację medalistki olimpijskiej z Londynu, która przyznawała się do korzystania z nieregulaminowego wsparcia. Poważny cień podejrzeń rzucono również na Węgierską Agencję Antydopingową (HUNADO). Zarzuty docierały na sam szczyt – do rządzącego od ponad dwóch dekad Tamasa Ajana.

Teraz wiadomo już, dlaczego Węgier rządził tak długo. McLaren zdradził, że prezes po prostu płacił za głosy oddawane na niego w wyborach. Działacze mieli otrzymywać od 5 do 30 tysięcy dolarów za odpowiednie wskazanie, a pieniądze wręczał bezpośredni zastępca Ajana. Z obliczeń kanadyjskiego prawnika wynika, że gdyby nie łapówki, to Węgier nie wygrałby wyborów w 2013 i 2017 roku. Autor raportu pisze wprost o “korupcji instytucjonalnej”, na którą godzili się przedstawiciele krajowych federacji.

Znikające miliony

Najciekawsze są w tym wszystkim realia łapówkarskiej kuchni, które udało się odtworzyć śledczym. W 2017 roku w hotelu ustawiały się długie kolejki do pokoju wiceprezydenta IWF, który każdemu po kolei wypłacał gotówkę. Na korytarzach otwarcie o tym spekulowano. Ktoś podsłuchał nawet żale prezydenta federacji z Ugandy, który głośno domagał się pełnej stawki za oddany głos.

Nielegalnie wybrana władza to tylko wierzchołek góry lodowej. Nieusuwalny Ajan wziął na siebie także “kontrolę” finansów IWF, a kreatywna księgowość nie była mu obca. Oprócz tego miał własnoręcznie tuszować informacje o dopingu reprezentantów niektórych państw. Według raportu około 40 przypadków związanych z pozytywnym wynikiem testu zamieciono pod dywan – dziś nie ma po nich żadnych oficjalnych śladów w papierach. 

To niejedyna rzecz, której nie można się doliczyć. Na kontach bankowych organizacji brakuje dziesięciu milionów dolarów. Nie wiadomo, na co zostały wydane te pieniądze ani gdzie dokładnie się znajdują – tego być może nie uda się zweryfikować już nigdy. Raport opisuje jednak przypadki, gdy Ajan bezpośrednio odbierał wpłaty, które miały trafić na konta IWF, ale dziwnym trafem wcale tam nie docierały. Gdzie lądowały? Według śledczych… na prywatnych kontach szefa.

McLaren sporo miejsca poświęca również analizie “kultury strachu”, którą najważniejszy człowiek ciężarów od lat preferował w swojej organizacji: od 1976 roku pełnił rolę sekretarza generalnego, a od 2000 roku był prezesem. – Ajan był autokratycznym przywódcą, który utrzymywał zarząd w niewiedzy na tematy finansowe. Oprócz tego groził represjami wszystkim, którzy mieliby ochotę szczerze opowiedzieć o pracy IWF – tłumaczą teraz śledczy.

Raport obejmuje działania z lat 2009-2019, choć przy okazji wykryto rażące nieprawidłowości sięgające jeszcze lat osiemdziesiątych. Ajan zareagował już w styczniu – po pierwszych doniesieniach dziennikarzy. Najpierw zrezygnował z tytułu honorowego członka Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl). Potem na 3 miesiące usunął się z urzędu, by McLaren mógł rzetelnie zbadać sprawę.

Tymczasową nową szefową została Ursula Papandrea, ale według mediów podejrzany wcale nie wycofał się na dalszy plan i nadal próbował wpływać na działania zarządu. Brał udział w konferencjach i wciąż sprawował bezpośredni nadzór nad sprawami finansowymi, choć nie miał do tego prawa. Z funkcji prezydenta IWF zrezygnował dopiero w kwietniu – po 44 latach spędzonych na szczytach władzy! Zrobił tak zresztą tylko dlatego, by uprzedzić ruch zarządu, który i tak chciał go odwołać.

W imieniu federacji dziękuję Tamasowi Ajanowi za ponad cztery dekady służby w ciężarach. W szczególności za jego dokonania z ostatnich lat, które pomogły sprawić, że program antydopingowy w ciężarach spełnia wytyczne MKOl i WADA. Teraz możemy zacząć podążać nową ścieżką, które doprowadzi nas do wykorzystania pełni potencjału dyscypliny – tak żegnała poprzednika Papandrea.

Wszystko absolutnie na poważnie i bez żadnej szydery. Znamienny wydaje się fakt, że z długiej listy zasług szefa wskazano właśnie walkę z dopingiem. Według McLarena w IWF traktowano to zagadnienie czysto biznesowo, a Ajan był bezpośrednio zaangażowany w tuszowanie licznych dopingowych wpadek reprezentantów Turcji i Azerbejdżanu.

Doping? Panie, daj pan spokój!

Śledczym udało się dotrzeć do usuniętej korespondencji, w której prezydent tego drugiego kraju dziękuje IWF za… opieszałość w walce z dopingiem. List został wysłany w 2016 roku. Nawiązywał do decyzji organizacji, która zawiesiła czołowych Azerów dopiero po prestiżowych zawodach w Baku – tak, jak zabiegali organizatorzy. Możemy się tylko domyślać, że nie wydarzyło się to bez finansowej inspiracji.

McLaren pokazał mechanizm patologicznych działań na przykładzie dopingowego banity. Walentin Hristow urodził się w Bułgarii, ale od 2011 roku reprezentuje Azerbejdżan. Zdobył brąz igrzysk olimpijskich w Londynie, ale po czterech latach stracił go, gdy MKOl ponownie przebadał próbki. Wcześniej zaliczył dwie dopingowe wpadki w 2013 roku, ale… nic się nie działo. Przyłapywano go w kwietniu i czerwcu, ale mimo to wystąpił na mistrzostwach świata w październiku. McLaren sprawdził – władze IWF o wszystkim wiedziały, jednak po prostu przymykały na to oko. Konsekwencje dotknęły zawodnika dopiero w kwietniu 2014 roku. Kilka miesięcy wcześniej zdążył jeszcze wygrać Grand Prix organizowane… tak, w Baku!

To tylko wycinek rzeczywistości, bo przed tymi konkretnymi zawodami aż 18 (!) reprezentantów Azerbejdżanu wpadło na niedozwolonym wspomaganiu. Według najnowszych ustaleń celowo opóźniano wszystkie procedury, by skompromitowani zawodnicy mogli zaprezentować się przed własną publicznością. W latach 2010-12 podobny mechanizm znalazł zastosowanie w podejściu do Turków.

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem by dojść do wniosku, że za takimi procedurami musiały stać duże pieniądze. McLaren ustalił, że między 2009 a 2019 roku prezydent Ajan zebrał w gotówce ponad 3 miliony dolarów dopingowych kar. Zazwyczaj wszystko załatwiał osobiście – tylko w rzadkich przypadkach wysyłał przedstawicieli, którzy działali w jego imieniu. Tyle udało się ustalić, ale wiele tropów czeka na rozwinięcie. Są podejrzenia, że Ajan wypaczył cały proces do tego stopnia, że mógł ostrzegać lubianych przez siebie zawodników i działaczy o zbliżających się kontrolach.

Wszystko wskazuje na to, że problemu nie da się zamieść pod dywan. Odcięcie się od Ajana i wydanie go na pożarcie to za mało. Tak się bowiem składa, że długoletni prezydent federacji był równolegle członkiem honorowym komitetu wykonawczego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) i jednym z założycieli… Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Raport McLarena odsłonił, że prezydent IWF i wpływowy członek MKOl i WADA zatuszował 40 dopingowych przypadków. Po drodze dopuszczał się nieetycznych i bulwersujących praktyk, które koniec końców okradły sportowców z efektów ich pracy. Wszystkie te organizacje muszą się zastanowić nad dalszym sposobem funkcjonowania – wskazywał Travis Tygart, szef Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA).

Na to się jednak nie zanosi. MKOl i WADA w oficjalnych komunikatach kibicują McLarenowi i cierpliwie czekają na dalszy rozwój sytuacji. Największe wyzwania ma przed sobą całe środowisko ciężarowców. Antonio Urso dwa razy przegrywał z Ajanem w skorumpowanych wyborach, ale dziś nie domaga się krwawej rewolucji. – Musimy włączyć do naszej rodziny czystych, mądrych ludzi, którzy pomogą nam zmienić kulturę organizacji – zaapelował.

Na razie karty rozdaje Ursula Papandrea, która nie zaliczała się do frakcji skompromitowanego prezydenta. To działaczka o ciekawej biografii, która w latach dziewięćdziesiątych startowała nawet na mistrzostwach świata w barwach USA. Podczas zawodów poznała Olega – przyszłego męża, a przy okazji czołowego białoruskiego ciężarowca. Dziś są już po rozwodzie. 

W ostatnich latach specjalnością Papandrei stało się przełamywanie barier. W 2014 roku została pierwszą kobietą w historii, która zaczęła trenować męską reprezentację. Cztery lata później jej starania doprowadziły do zainaugurowania żeńskiego programu ciężarów w Iranie, który wcześniej wykluczał starty kobiet. Teraz będzie się musiała jednak zmierzyć z bezprecedensowym wyzwaniem. Musi zreformować organizację, w której karty rozdają działacze, którzy jeszcze do niedawna ustawiali się w kolejkach po odbiór łapówek. Warto pamiętać, że choć nie ma już tego, który płacił, to wciąż są ci, którzy chętnie grali w jego grę.

KACPER BARTOSIAK

Olimpijskie problemy Tokio. Korupcja i „radioaktywne igrzyska”?

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez