Chmara: Spodziewałbym się przełożenia igrzysk olimpijskich

Chmara: Spodziewałbym się przełożenia igrzysk olimpijskich

Sebastian Chmara, były wieloboista – mistrz świata i Europy w siedmioboju, dziś m.in. wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i organizator mityngu Orlen Cup w Łodzi, w rozmowie z Weszło FM opowiedział o tym, co aktualnie dzieje się w świecie sportu. Porozmawialiśmy z nim o opcjonalnym przełożeniu igrzysk czy sposobach przygotowań naszych lekkoatletów w sytuacji, gdy cały kraj jest tak naprawdę zamknięty. Poruszony został też wątek koronawirusa, w przypadku którego – jak mówi – “czekamy, żeby dowiedzieć się, czy któryś z naszych zawodników jest zarażony”. 

MARCIN RYSZKA: Panie Sebastianie, świat sportu został sparaliżowany. Dziś przyszła wiadomość, że mistrzostwa Europy w piłce nożnej przesunięto na przyszły rok. To tylko pokazuje siłę tego wirusa, z którym mierzy się teraz cały świat. Ma pan w głowie takie wyobrażenie, że igrzyska w Tokio mogą zostać przesunięte lub wręcz odwołane?

SEBASTIAN CHMARA: Czy mam taki obraz… Mam i myślę, że nie tylko ja. Pewnie większość ludzi polskiego sportu i większość sportowców ma w głowie taki obraz. Czekamy też na to, co powie przewodniczący MKOl. Lada chwila podana ma zostać informacja o obecnej sytuacji [MKOl wystosował dziś oświadczenie, w którym zapewnił, że organizacja igrzysk w pierwotnym terminie na ten moment jest niezagrożona – przyp. red.]. Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się od osób, które organizują igrzyska wewnątrz samej Japonii, że powinni sobie z tym poradzić. Niemniej jednak obserwując dynamikę i to wszystko, co dzieje się w Europie, odnoszę wrażenie, że nie będzie to łatwe. Termin igrzysk to właściwie środek lata. Teoretycznie to sporo czasu, ale biorąc pod uwagę sposób rozwoju wirusa i to, ile czasu potrzeba by zastopować jego rozwój – co pokazały Chiny – mam wrażenie, że pewnie trzeba będzie podjąć decyzję o przesunięciu igrzysk. Dziś pojawia się już zbyt wiele komplikacji i wiele elementów, które destabilizują same kwalifikacje do igrzysk, a co dopiero organizację imprezy. Spodziewałbym się przełożenia i taki wariant oczywiście dopuszczam.

Żyjemy w takim państwie w jakim żyjemy i warunki klimatyczne mamy jakie mamy. Na ile ta sytuacja odbija się na przygotowaniach lekkoatletów? Większość z nich pewnie powinna być teraz w cieplejszych krajach?

Mamy potężny paraliż. Część zawodników utknęła na zgrupowaniu w Turcji. Udało nam się za to ściągnąć część naszych reprezentantów, która trenowała w Portugalii. Właściwie z lotniska cofnęliśmy grupę miotaczy, która miała jechać do RPA. Zawodnicy, którzy zostali na miejscu, bo ich cofnęliśmy, są teraz w Polsce i mają kłopot. Zamknięte są wszystkie Centralne Ośrodki Sportu. Samorządy pozamykały swoje obiekty sportowe, zatem do treningów pozostał las, teren. Właściwie cofnięcie się do starych metod szkolenia. I to jeszcze wszystko indywidualnie, samodzielnie, nie można trenować w grupach. Nie wiadomo, kto był narażony i kto może być nosicielem.

Najbliższe tygodnie to pokażą, bo izolacja, którą rząd wprowadził – myślę, że całkiem słusznie – w krótkim czasie powie, która z osób jest zarażona. Po kilku dniach pojawiają się objawy choroby, więc w ciągu tych 4-5 dni będziemy mieć wiedzę o tym, jak wygląda sytuacja w całym polskim sporcie i który z zawodników ewentualnie jest nosicielem, bądź się zaraził. Wierzę, że wszystko dobrze się skończy. Zwłaszcza, że to młodzi, sprawni i odporni ludzie. Ale jest ciężko. Obserwuję zmagania osób, które mam pod ręką, w samej Bydgoszczy.

Cały ten trening jest tak naprawdę zastępczy.

Tak jest. I to jest spory problem. Bo lekkoatletyka to przede wszystkim konkurencje techniczne. Trzeba zwyczajnie tę technikę szlifować. Jeżeli mamy ograniczenia w postaci dostępu do obiektów, siłą rzeczy ten trening będzie mocno zmieniony i dojście do najlepszej dyspozycji się skomplikuje.

Wiemy, jak mocną stroną naszego sportu jest lekkoatletyka. To dyscyplina, która w ostatnich latach przynosi nam wiele radości. Wszyscy, myśląc o medalach w Tokio, wysuwaliśmy naprzód właśnie lekkoatletów. Zastanawiam się, czy w ogóle jest możliwy scenariusz, w którym, gdyby było wiadomo, że igrzyska odbędą się w tym roku, po przebadaniu zawodników, byłaby szansa zgrupować ich choćby w którymś z Centralnych Ośrodków Sportu?

Myślę, że za chwilę będziemy musieli próbować szukać rozwiązań. Dwa tygodnie to jednak taki okres, gdzie, stosując zastępczy trening, nic złego w przygotowaniach nie powinno się wydarzyć. Jednak jeśli to potrwa dłużej, to może być słabo. Jakieś rozwiązania trzeba znaleźć. Dziś mamy zamknięte COS-y. Oczywiście, czysto teoretycznie istnieje możliwość, że otworzylibyśmy taki jeden tylko dla zawodników sprawdzonych, gdzie obsługiwałby tych zawodników personel również sprawdzony i sprawdzeni byliby też szkoleniowcy. Z pewnością można do czegoś takiego doprowadzić. Takie ośrodki trzeba by szczelnie zamknąć, zakazać zawodnikom wychodzenia i prowadzić cały proces treningowy. Pewnie za moment będą o tym rozmowy, Ministerstwo Sportu też zapewne będzie się nad tym zastanawiało. Czekamy, co przyniosą najbliższe tygodnie. Jak wspomniałem wcześniej, po tej naszej krótkiej separacji, one na pewno pokażą, ile mamy osób zarażonych. Jaka to skala i jakie jest ryzyko przenoszenia wirusa. Ale to, o czym pan wspomniał, na pewno jest możliwe i, o ile igrzyska nie zostaną przesunięte, może się okazać konieczne.

Pan jako wieloboista ma doświadczenie w niemal każdej dyscyplinie lekkoatletycznej. Rozmawiamy o tym, że zawodnicy szukają tego treningu zastępczego, ale – jak już pan powiedział – są konkurencje, w których o taki trudno, choćby skok o tyczce. W nim nie można mieć zbyt długiego rozbratu z treningiem specjalistycznym, prawda?

Jest teraz taki czas, gdy można przez chwilę skorzystać z tego treningu zastępczego. To jest jakiś tam trening ogólny, budujący czy skocznościowo-wydolnościowy. Natomiast, jak wspomniałem wcześniej, to nie może trwać zbyt długo. Przede wszystkim dlatego, że konkurencje techniczne to po prostu technika. Liczba oddanych rzutów, liczba skoków – to konieczne elementy w treningu. Jeżeli tego elementu nie będziemy w stanie zawodnikom zagwarantować, trudno oczekiwać potem stabilnej, równej i wysokiej formy. Nasi młociarze w tygodniu oddają kilkaset rzutów. To są treningi objętościowe, które mają dać podbudowę pod przyszłe starty.

Warto wspomnieć o tym, że odwołano już dwa pierwsze terminy mityngów Diamentowej Ligi, a na początku maja odwołane zostaną pewnie kolejne zawody. My, jako Polski Związek Lekkiej Atletyki, rozważamy teraz organizację Memoriału Janusza Kusocińskiego. Bo prócz treningów trzeba też gdzieś startować.

Trzeba też robić minima.

Tak. Start to też najlepszy trening, weryfikacja tego, co zostało wykonane na treningach. Oczywiście, istnieje możliwość organizacji takich imprez bez publiczności, wyłącznie dla telewizji, by w ten sposób kibice mogli tę imprezę oglądać, a zawodnicy mogli startować. Takie warianty również rozważamy, możliwe, że w pierwszej części sezonu będziemy w tym kierunku podążali. Żeby zorganizować taką imprezę i zastosować się do wytycznych, które musimy spełniać, bo inaczej będziemy mieli spory kłopot. Pewnie dużo mądrzejsi będziemy za 2-3 tygodnie i wtedy będzie można podjąć jakieś decyzje.

Proszę powiedzieć, jak wygląda sytuacja zawodników – ilu z nich znajduje się jeszcze poza granicami i ilu nie udało się ściągnąć do Polski? Bo tak naprawdę nawet, jeśli teraz znajdą się z powrotem w kraju, będą musieli przejść tę dwutygodniową kwarantannę.

To prawda. Mamy poza granicami dość sporą grupę w Turcji, przynajmniej jak na ten czas. Póki co myślę, że pozostaną tam na miejscu, dopóki będzie możliwość treningu. Mieliśmy też inne grupy, o których wspominałem, i tam te możliwości ograniczono. Stąd ci zawodnicy musieli do kraju wracać. Jeśli chodzi o tę dwutygodniową kwarantannę, to jest to dla zawodników okres niesamowicie trudny. Przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu nie dosyć, że ma ujemny wpływ na formę, to też nieruszanie się niemal w ogóle wpływa w dość istotny sposób na organizm. Pewnie jeśli tylko będzie można, mówię tu o grupie w Turcji…

A kto w tej Turcji się znajduje?

Między innymi oszczepnicy, choćby Marcin Krukowski. To zawodnicy tacy, którzy, jeżeli będzie można kontynuować tam szkolenie, zostaną w tym miejscu. Potem będziemy dalej rozważali, jak to szkolenie ma wyglądać. Dziś wiemy, że w Polsce nie ma w ogóle możliwości. Pozamykane są i COS-y, i obiekty, gdzie zawodnicy trenują stacjonarnie, czyli na przykład hale.

Jak podchodzą do tego nasi sportowcy? Wkrada się jakaś niepewność? Bo bywa czasem tak, że czegoś w treningu może zabraknąć, nie da się z siebie wszystkiego, gdy ma się świadomość, że to wszystko może się w najbliższej przyszłości jeszcze bardziej skomplikować.

Oczywiście, jest coś takiego, że każdy ma przed sobą ten cel, którym są igrzyska czy chociażby tegoroczne mistrzostwa Europy. Ten cel jest istotny. Zawodnicy się na pewno niepokoją i martwią o to, że może być coś nie tak ze względu na destabilizację przygotowań. Równocześnie jednak, tak myślę, zdają sobie coraz lepiej sprawę z tego, czym jest to zagrożenie, ten wirus i jakiego spustoszenia może dokonać. W pewnym momencie na plan dalszy schodzą te elementy, z którymi mają dziś do czynienia – czyli choćby ta zmiana treningu. Jestem przekonany, że jeżeli to potrwa więcej niż dwa tygodnie, to ten niepokój gdzieś zniknie. Oni pełną parą, ze zdwojoną siłą i lepszą koncentracją, podejdą do tych przygotowań.

Najgorsza jest niepewność, w której się teraz znajdujemy. Bo tak naprawdę nikt z nas nie wie, ile może to potrwać; czy i kiedy zorganizowane będą igrzyska; nie wiemy też, jaką decyzję podejmie Europejska Federacja Lekkiej Atletyki, jeżeli chodzi o organizację mistrzostw Europy. Przypomnę, że mają się odbyć w tym roku w Paryżu, a tam jest sporo zachorowań. Nie wiemy, jak to wszystko będzie się rozprzestrzeniało.

Myślę, że najgorsza w życiu jest niepewność, gdy stoimy przed czymś, a nie znamy rozwiązań. Kiedy to wszystko się wyjaśni, gdy te zachorowania będą wzrastały – bo pewnie będą, zresztą w miarę stabilnie – i odzyskamy kontrolę, jak zrobiły to Chiny, wtedy pewnie będzie spokojniej i każdy z nas odetchnie. Będziemy wiedzieli, jaki jest plan, jakie priorytety i do jakich imprez się szykujemy. A wtedy zapewne wszystko powoli wróci do normy.

Będziemy monitorować tę całą sytuację, trzymamy kciuki, żeby ją opanowano. Pamiętamy, że zdrowie jest najważniejsze. Bo sport z kolei jest najważniejszą z tych wszystkich mniej ważnych rzeczy, prawda?

Na pewno dziś jest to element nieistotny, gdy chodzi o to wszystko, co nas spotkało. Oczywiście, sport jest niesamowicie ważny, żyjemy nim, każdy z nas się wychował będąc cały czas albo wewnątrz tej sportowej machiny, albo przy niej. Dziś jednak należy jasno podkreślić, że cała ludzkość stanęła przed sporym zagrożeniem. Potrzeba dużo determinacji, wytrwałości i dyscypliny, żeby z tym wszystkim wygrać.

A czy gdzieś w tym świecie lekkiej atletyki pojawiły się problemy z koronawirusem?

Nic mi o tym nie wiadomo. Śledzę cały czas doniesienia, widzę zarażonych sportowców. Pojawiają się na tapecie osoby, które są nosicielami, również wielkie nazwiska. Natomiast jeśli chodzi o lekkoatletów, na dziś nie posiadamy takiej informacji. Zdaje się, że póki co ta zaraza ich omija.

ROZMAWIAŁ
MARCIN RYSZKA 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez