Cheptegei bez korony, polska sztafeta mieszana 4×400 m z rekordem Europy!

Cheptegei bez korony, polska sztafeta mieszana 4×400 m z rekordem Europy!

Joshua Cheptegei jest królem biegów długodystansowych rozgrywanych na stadionie. Ale cóż to za król bez olimpijskiego złota? Igrzyska w Tokio miały być potwierdzeniem jego wielkości. Koniec z gadaniem o rekordach bitych w cieplarnianych warunkach. Stajesz na starcie – bez pacemakerów oraz elektronicznych wyznaczników tempa – i udowadniasz, że jesteś najlepszy z najlepszych. I cóż, nie udowodnił. Największa gwiazda biegów długodystansowych kończy swój start tylko ze srebrnym medalem, pokonana przez Selemona Baregę.

Przypomnijmy, że Cheptegei to mistrz świata i najszybszy człowiek w historii biegu na 10 000 metrów. Liczyliśmy na jego pojedynek z Mo Farahem i być może symboliczne przekazanie pałeczki, jednak brytyjska legenda biegów nawet nie dostała się do Tokio. Co nie znaczy, że Ugandyjczyk nie miał żadnej konkurencji. Przeciwnie – było wielu chętnych do objęcia olimpijskiej schedy po Farahu. Na linii startu stanęli silni Etiopczycy, z Selemonem Baregą na czele. Była obecna grupa z Kenii, której przewodził Rhonex Kipruto. Nie można było też wykluczyć scenariusza, w którym – choć Ugandyjczycy z pewnością będą ze sobą współpracować – pod koniec rozegra się bratobójczy pojedynek, z którego zwycięsko wyjdzie Jacob Kiplimo. W końcu to lider światowych list z tego sezonu. Dlaczego miałby odpuszczać zwycięstwo sławniejszemu rodakowi?

Bieg miał spokojne tempo, co nie mogło dziwić – finały imprez medalowych to nie miejsca na bicie rekordów. Tu każdy z zawodników chce pobiec spokojnie, nie tracąc sił potrzebnych na finisz. Powiedzieliśmy, że na igrzyskach nie ma zająca. Cóż, oficjalnie tak, ale za takiego chciał posłużyć Stephen Kissa. Trzeci z reprezentantów Ugandy od startu mocno ruszył do przodu, chcąc niejako podyktować tempo biegu. Rzecz w tym, że nikt nie był specjalnie zainteresowany, aby go gonić. Wszyscy patrzyli na to, co w takiej sytuacji robią Cheptgei i Kiplimo. A że ci spokojnie biegli na końcu stawki, to reszta wyciągnęła prosty wniosek – o nie, spryciarze z Ugandy, nie damy złapać się na ten tani blef. Bo to po prostu był trik, który miał zmęczyć rywali – Kissa zszedł w połowie trasy.

W tym czasie sytuacja w grupie nieco się przetasowała. Cheptegei, który do tej pory biegł na końcu stawki, przesunął się na czołowe lokaty, ale nie chciał dyktować tempa. To brzemię wreszcie wziął na siebie Rhonex Kipruto. Jednak przy tej stawce i dość spokojnym tempie taka taktyka nie mogła przynieść spodziewanych efektów. Za to pod koniec biegu do głosu doszła koalicja etiopska, która taktycznie rozegrała ten bieg znacznie lepiej. Na pierwszych dwóch-trzech tysiącach metrów wprawdzie to Kissa chciał dyktować tempo, ale tak naprawdę robił to drugi Selemon Barega. W środkowej fazie Etiopczycy dali się nieco wyszumieć Cheptegeiowi, lecz pod koniec ruszyli do przodu całą trójką, spośród której najmocniejszy był wspomniany już Barega. Pozostali w biegu Ugandyjczycy starali się go dogonić – widać było, że Cheptegei zachował sporo sił – ale nie dali rady. Tym samym niespodzianka stała się faktem – wielki faworyt został pokonany i musi zadowolić się drugim miejscem. Trzeci był jego rodak, Jacob Kiplimo.

Bez Justyny i na rekord

Chociaż bieg na 10 000 metrów mężczyzn był jedyną konkurencją medalową, to my emocjonowaliśmy się również startem polskiej sztafety mieszanej 4 x 400 metrów. To nowa konkurencja biegowa, która w Tokio ma swój olimpijski debiut. Nie wystąpiliśmy w najmocniejszym składzie – zabrakło Justyny Święty-Ersetic, która narzekała na drobny uraz i postanowiła odpuścić występ. Nie dziwimy się – dla Justyny ważniejszy jest występ indywidualny, oraz występ w sztafecie kobiet, wraz z resztą Aniołków Matusińskiego.

To co, bez liderki nie mamy szans? Wręcz przeciwnie. Nasza sztafeta w składzie Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Kajetan Duszyński pobiegła w czasie 3:10.44 i pobiła rekord Europy! Finał odbędzie się jutro i co tu dużo kryć – mamy w nim duże szanse na medal. Zwłaszcza, że Justyna ma wrócić do składu.

Na koniec komedia, jaka zdarzyła się w pierwszym półfinale sztafet mieszanych 4 x 400 metrów. A jej głównymi bohaterami byli… faworyci do złota, Amerykanie. Start biegu, w sztafecie USA zaczyna Elija Godwin. Biegnie nieźle, USA jest na jednej z czołowych pozycji – zero zaskoczenia. Ale zaskoczony musiał być sam Elija, kiedy w szeregu zawodników przygotowanych do przejęcia pałeczki od swoich partnerów nie zobaczył swojej koleżanki z drużyny – Lynny Irby. Ta stała… kilkanaście metrów dalej. Nie wiemy co myślała sobie Amerykanka. Że będzie sprytniejsza, zacznie później i zachowa więcej sił na finisz? W każdym razie, kiedy kolega przekazywał jej pałeczkę, ta przekroczyła strefę zmian i w efekcie Amerykanie – choć ukończyli sztafetę jako pierwsi – zostali zdyskwalifikowani. To pierwszy dzień lekkoatletycznych zmagań, a mamy już kandydata do najgłupszej dyskwalifikacji na igrzyskach.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez