Canelo w żłoby dano… “Wolny strzelec” wstrząśnie boksem?

Canelo w żłoby dano… “Wolny strzelec” wstrząśnie boksem?

Ta wiadomość uderzyła jak grom z jasnego nieba i długo wydawała się pozbawiona większego sensu. Przed kilkoma dniami Eddy Reynoso – trener Saula “Canelo” Alvareza (53-1-2, 36 KO) – potwierdził jednak, że jego zawodnik uwolnił się zarówno od kontraktu promotorskiego z grupą Golden Boy Promotions, jak i od umowy wiążącej go z platformą streamingową DAZN. Ten nieoczekiwany zwrot akcji może trwale zmienić bokserski krajobraz.

To miał być “największy kontrakt w historii sportu”. Rzeczywiście – chyba nic tak mocno nie potwierdzało ambicji platformy DAZN, jak podpisanie kontraktu na wyłączność z największą bokserską gwiazdą Pay-Per-View w epoce po Floydzie Mayweatherze (50-0, 27 KO). Canelo oddał ten status za grube miliony. A dokładnie za 365 milionów, które miał otrzymać za 11 walk stoczonych dla “sportowego Netfliksa”.

Z nową platformą dogadał się również oddzielną umową jego promotor – Oscar de la Hoya. Sielanka nie trwała jednak długo. Szybko pojawił się problem, którego zapisy kontraktowe do końca nie precyzowały. Szefowie DAZN chcieli oglądać meksykańskiego pięściarza w wielkich walkach, ale on sam niekoniecznie chciał się mierzyć tylko z rywalami z najwyższej półki. Każde negocjacje przypominały przeciąganie liny i ciągnęły się długimi tygodniami.

Canelo zaczął w grudniu 2018 roku od starcia z przeciętnym Rockym Fieldingiem (27-1), którego z łatwością znokautował już w trzeciej rundzie. Tym pojedynkiem testował grunt w kategorii superśredniej (limit – 168 funtów, 76,2 kg). Można było przymknąć oko na ten wybór – w końcu wracał do ringu w ekspresowym tempie po wyniszczającej wojnie w rewanżu z Giennadijem Gołowkinem (38-0-1), którą wygrał niejednogłośną decyzją sędziów.

Po kilku miesiącach reprezentant Meksyku wrócił do wagi średniej (limit – 160 funtów, 72,6 kg). Wszyscy liczyli na domknięcie trylogii z “GGG”, który w międzyczasie również związał się z projektem DAZN. Obserwatorzy nie mieli wątpliwości – srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Atenach po prostu “ściga” Alvareza i zrobi wszystko, by spróbować dopaść go w ringu po raz kolejny. Sternicy platformy mogli zacierać ręce, bo zaangażowali w projekt śmietankę kategorii średniej.

Co jest wyzwaniem?

W maju 2019 roku Canelo patrzył jednak w inną stronę. Ostatecznie zmierzył się z Danielem Jacobsem (35-2) – posiadaczem mistrzowskiego tytułu federacji IBF. Nikt nie miał z tym zestawieniem większego problemu – w końcu była to walka jednego mistrza z drugim. Sam pojedynek też nie rozczarował. Amerykanin naprawdę wysoko zawiesił poprzeczkę, ostatecznie przegrywając minimalnie na punkty.

Potem pojawiły się jednak kolejne zgrzyty. Alvarez przyzwyczaił cały świat, że walczy w maju i wrześniu, a daty jego występów pokrywają się z meksykańskimi świętami. W 2019 roku drugą z tych okazji musiał jednak odpuścić. Szefowie DAZN marzyli, że domknie wtedy trylogię z Gołowkinem. Nikt nigdy nie powiedział tego głośno ani w żaden sposób tego nie zapisał, ale wszyscy wiedzieli, że taki pojedynek jest częścią większego planu.

Była w tym logika sportowa i biznesowa. Pierwsze dwie walki Canelo z GGG sprzedały każdorazowo ponad milion pakietów w systemie Pay-Per-View w stacji HBO, która z końcem 2018 roku wycofała się z boksu. Platforma DAZN działa na innych zasadach, ale to właśnie takie wydarzenia miały powiększać bazę subskrybentów, którzy co miesiąc płacą za dostęp do usługi.

Czas mijał, a więcej działo się za kulisami niż w ringu. Alvarez z różnych względów nie chciał walczyć z Gołowkinem. Dlaczego? Uważa, że już rozstrzygnął tę rywalizację, a do tego ze względów ambicjonalnych nie chce pozwolić na to, by nielubiany przez niego Kazach zaksięgował kolejną ogromną wypłatę. Zamiast niego jesienią 2019 roku na ofiarę upatrzył sobie Siergieja Kowaliowa (34-3-1) – schodzącego powoli ze sceny mistrza kategorii półciężkiej (limit – 175 funtów, 79,4 kg).

36-letni “Krusher” nie przypominał już dawnego niszczyciela, ale ten zamach i tak mógł imponować rozmachem. W końcu Canelo po pierwszy tytuł sięgnął w kategorii junior średniej – prawie 10 kilogramów niżej! Sam Kowaliow w poprzednim występie odprawił przed czasem groźnego Anthony’ego Yarde’a (18-0). Po zaledwie kilku tygodniach niemal z marszu wziął walkę z Meksykaninem, bo takiej wypłaty nie gwarantuje w boksie żaden rywal.

Na konto Rosjanina wpłynęło około 10 milionów dolarów – zdecydowanie najwięcej w karierze. Sama walka miała wyrównany przebieg aż do jedenastej rundy. Do tego momentu jeden z sędziów punktował remis, a dwóch wskazywało minimalnie na Canelo. Kilka minut przed końcem walki Alvarez złapał zmęczonego rywala serią ciosów, nokautując go ostatecznie uderzeniem z prawej ręki.

Pandemia początkiem końca

Triumf w wadze półciężkiej sprawił, że przed gwiazdą światowego boksu otworzyły się kolejne drzwi. Przez moment posiadał tytuły w trzech kategoriach wagowych i nikt nie był pewny, w którym kierunku będzie chciał poprowadzić karierę. W 2020 roku bokserski krajobraz nieodwracalnie zmieniła pandemia koronawirusa COVID-19, która sprawiła, że na linii Canelo – DAZN – Golden Boy zaczęło naprawdę wrzeć.

Boks po kilku miesiącach przerwy zaczął wracać w reżimie sanitarnym. Pięściarze przed walkami przez kilkanaście dni przebywali w odciętych od świata “bańkach”, a ich walki toczyły się bez udziału publiczności. I co oczywiste – za dużo mniejsze niż kilka miesięcy wcześniej pieniądze. I tu dochodzimy do sedna – Canelo nic sobie nie robił z tego, że zmieniły się warunki. Domagał się realizacji tego, co zapisano w kontrakcie, który czegoś takiego jak „pandemia” po prostu nie przewidywał.

Z prawnego punktu widzenia Alvarez miał pewnie rację – w końcu umowa to umowa. Problem w tym, że platforma DAZN w nowym klimacie nie była w stanie wywiązać się z obiecanych warunków. Sam brak kibiców na sportowych arenach to poważny problem – największe walki Canelo z samego tylko tytułu sprzedanych biletów przynosiły nawet ponad 20 milionów dolarów zysku. Kolejna sprawa to brak sportu na żywo przez długie miesiące, który skutecznie osłabił bazę subskrybentów platformy.

Bij się… z promotorem

Pięściarz był nawet skłonny pójść na pewne ustępstwa, ale szybko pojawił się kolejny problem. Władze DAZN zaproponowały podział rywali na kategorię “premium” i “zwykłą”. Walki z przeciwnikami z tej pierwszej grupy miały być lepiej płatne, ale kryteria doboru zawodników do tego grona budziły powszechną konsternację. Otóż za rywali “premium” uznano fighterów walczących na co dzień w UFC – Jorge Masvidala i Chabiba Nurmagomiedowa.

Taki sam status zyskał zresztą w tych rozważaniach… Oscar de la Hoya. Tak – DAZN nie miał absolutnie żadnego problemu z walką pięściarza ze swoim promotorem, który pozostaje nieaktywny od ponad dziesięciu lat! Najciekawsze pojedynki stricte bokserskie wpadły jednak do kategorii “zwykłej”. Nawet potencjalnie hitowe starcia z innymi mistrzami świata, takimi jak Billy Joe Saunders (29-0, 14 KO) i Callum Smith (27-0, 19 KO).

Różnice w tych stanowiskach na dłuższą metę były po prostu nie do pogodzenia. Wszyscy byli niezadowoleni, a pięściarz straszył pozwem. Sprawa do sądu trafiła, ale konflikt udało się rozstrzygnąć. Nie znamy szczegółów, ale znamy efekty – Canelo jest dziś wolnym strzelcem, który uwolnił się od kontraktu z długoletnim promotorem i platformą streamingową, która miała na wyłączność pokazywać jego walki.

“Jako menedżer i trener Saula Alvareza chcę powiadomić, że od 6 listopada jest on wolnym agentem. Jesteśmy gotowi, by wspólnie kontynuować jego bokserską karierę. Cały czas ciężko pracowaliśmy w siłowni i na sali treningowej, by mój zawodnik był gotowy na walkę jeszcze w tym roku. I będzie! Datę i miejsce walki, a także nazwisko rywala, ujawnimy niedługo. Wrócimy mocniejsi niż kiedykolwiek wcześniej by pokazać, że meksykański boks jest najlepszy na świecie” – poinformował w lakonicznym komunikacie Eddy Reynoso.

Grupa Golden Boy potwierdziła rozstanie z największą gwiazdą, ale wciąż będzie ściśle współpracować z platformą DAZN. Odejście największej gwiazdy to cios, ale też szansa dla gwiazd młodego pokolenia – z Ryanem Garcią (20-0, 17 KO) na czele. Niewykluczone zresztą, że Canelo… jeszcze w tym roku będzie główną atrakcją gali pokazywanej przez DAZN! Opcji jest zresztą więcej.

1) ZARÓB Z HEARNEM (“EARN WITH HEARN”)

Możliwy rywal: Callum Smith (27-0, 19 KO)

W dalszej kolejności: Billy Joe Saunders (29-0, 14 KO), Giennadij Gołowkin (40-1-1, 35 KO)

Partner TV: DAZN

Dlaczego to ma sens:

Eddie Hearn ma w swojej stajni dwóch mistrzów świata kategorii superśredniej. Alvarez w tym limicie zaliczył tylko jedną walkę (co ciekawe – z innym pięściarzem prowadzonym przez Hearna!). Podbicie tej wagi wygląda na intrygujący cel sportowy i może przynieść duże pieniądze. Korzystne dla wszystkich może być także nowe otwarcie w relacjach z DAZN. Platforma już w grudniu planuje wejście do blisko 200 państw – głównie z bokserską ofertą.

Łatwo sobie wyobrazić, że walka Canelo z brytyjskim mistrzem mogłaby zapewnić naprawdę udany start projektu na Wyspach Brytyjskich. Na ten moment grudniowa walka z Callumem Smithem (27-0, 19 KO) wydaje się najbardziej realna. Według ESPN do pojedynku może dojść na stadionie Dallas Cowboys z częściowym udziałem widowni. W stawce mogą znaleźć się dwa tytuły mistrzowskie – należący do Brytyjczyka pas federacji WBA oraz wakujące trofeum organizacji WBC.

Alvarez nie musi wiązać się z Hearnem na stałe – może potem czekać na kolejne propozycje. Wielka walka na Wyspach z Billym Joe Saundersem (29-0, 14 KO) to również gwarancja ogromnych pieniędzy, a tle jest jeszcze… Giennadij Gołowkin! Kazach nie jest wprawdzie częścią projektu Matchroom, ale w przeszłości współpracował z Hearnem przy różnych okazjach. Jedno jest pewne – w kontekście dopełnienia trylogii czas pracuje na korzyść 30-letniego Canelo, a nie starszego o 8 lat „GGG”.

2) DOŁĄCZ DO DRUŻYNY HAYMONA

Możliwy rywal: Caleb Plant (20-0, 12 KO)

W dalszej kolejności: Jermall Charlo (31-0, 22 KO), David Benavidez (23-0, 20 KO)

Partner TV: Showtime/Fox

Dlaczego to ma sens:

Al Haymon to w bokserskim środowisku postać właściwie mityczna. Ten “cichy człowiek cienia” unika rozgłosu – do tego stopnia, że nie ma go na żadnych zdjęciach z ostatnich kilku lat. Niektórzy pół żartem, pół serio powątpiewają, czy dalej żyje. Wszyscy raczej wiedzą, że pociąga za sznurki i nie ustaje w próbach tworzenia pięściarskiego imperium pod banderą Premier Boxing Champions.

To właśnie Haymon może sprawić, że Canelo błyskawicznie odzyska tytuł największej gwiazdy pokazywanej w systemie Pay-Per-View. Ma dla niego ciekawe wyzwania właściwie w każdej kategorii wagowej. W średniej na szansę czeka Jermall Charlo (31-0, 22 KO), który niedawno zadebiutował na Pay-Per-View i posiada mistrzowski pas federacji WBC.

W wadze superśredniej jest Caleb Plant (20-0, 12 KO) – mistrz świata organizacji IBF. Z kolei gdzieś między limitem kategorii superśredniej i półciężkiej wyzwaniem może okazać się David Benavidez (23-0, 20 KO) – niepokonany zawodnik o ekscytującym stylu i meksykańskich korzeniach. Według relacji mediów walka z Plantem była brana pod uwagę, ale grudniowy kalendarz PBC nie udźwignie kolejnego wydarzenia pokazywanego na Pay-Per-View. Możliwe, że temat wróci na początku 2021 roku, ale Alvarez chce stoczyć walkę jeszcze w grudniu.

3) NIKT CI TYLE NIE DA, ILE BOB OBIECA

Możliwy rywal: Ryota Murata (16-2, 13 KO)

W dalszej kolejności: Artur Beterbijew (15-0, 15 KO)

Partner TV: ESPN

Dlaczego to ma sens:

Bob Arum to żywa legenda. 88-letni promotor przed laty najlepiej podsumował swój fach, kiedy to dzień po dniu mówił kompletnie sprzeczne rzeczy. Dlaczego? – Wczoraj kłamałem, ale dzisiaj mówię prawdę! – tłumaczył z błyskiem w oku. Szef firmy Top Rank wciąż jest w grze. To właśnie on jako pierwszy w USA dostosował się do pandemicznych realiów, tworząc w Las Vegas odciętą od świata bokserską “bańkę”.

Współpraca z Arumem zapewniłaby Canelo dostęp do ESPN – powszechnie dostępnej stacji, która trafia do dziesiątków milionów Amerykanów. Na początku Meksykanin mógłby się zmierzyć z Ryotą Muratą (16-2, 13 KO) – posiadaczem drugorzędnego tytułu federacji WBA w kategorii średniej. Nie o pas tu jednak chodzi, a o rynek. Zorganizowanie wielkiej walki Muraty w jego ojczystej Japonii to prosty przepis na skok na kasę przy stosunkowo niewielkim ryzyku.

Ryota jest tam gwiazdą. Jego droga na szczyt rozpoczęła się w 2012 roku od złota igrzysk w Londynie w kategorii średniej. Miał tam trochę szczęścia – półfinałową i finałową walkę wygrywał zaledwie jednym punktem. Ostatecznie zdobył olimpijskie złoto, zostając setnym Japończykiem, któremu udała się ta sztuka i pierwszym złotym medalistą w boksie pochodzącym z tego kraju od 1964 roku! Nigdy wcześniej żaden reprezentant tego kraju nie stanął na podium w innej kategorii niż kogucia lub musza…

W dalszej kolejności może czekać na Alvareza chyba największe sportowe wyzwanie – przynajmniej z tych dostępnych na ten moment. Artur Beterbijew (15-0, 15 KO) posiada dwa tytuły mistrzowskie w kategorii półciężkiej i idealny bilans. Ma również na koncie amatorskie sukcesy – w 2009 roku zdobył złoto mistrzostw świata. Na igrzyskach miał jednak pecha – dwukrotnie odpadał w ćwierćfinale. W sumie na ringach olimpijskich zebrał jednak kapitalny bilans 295-5, a do tego potrafił powalić na deski samego Ołeksandra Usyka.

Na zawodowstwie Beterbijew radzi sobie równie dobrze. Walka z nim to wyzwanie sportowe godne wielkiego mistrza, jednak sporo wskazuje na to, że Canelo swoją przyszłość widzi w którejś z niższych kategorii. Szkoda, bo najtrudniejszym przeciwnikiem Rosjanina może być czas. Ma już 35 lat i chyba doskonale wie, co kilka la temu czuł Giennadij Gołowkin. Na jego oznaki starzenia się czekali wszyscy młodsi rywale – z Saulem Alvarezem na czele…

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Fenix
Fenix
4 dni temu

“(…)Tym pojedynkiem testował grunt w kategorii superśredniej (limit – 168 funtów, 72,6 kg). (…)
Po kilku miesiącach reprezentant Meksyku wrócił do wagi średniej (limit – 160 funtów, 72,6 kg).(…)”

Hmm ???

Aktualności

Kalendarz imprez