Przez chwilę był złoty, ale skończył ze srebrem. Lewandowski wicemistrzem Europy

Przez chwilę był złoty, ale skończył ze srebrem. Lewandowski wicemistrzem Europy

Marcin Lewandowski zdążył już nawet pogratulować Jakobowi Ingebrigtsenowi. Podkreślić, że gonił go, ale nie udało mu się wygrać. Chwilę później okazało się jednak, że został nie wicemistrzem, a halowym mistrzem Europy. Wszystko przez dyskwalifikację Norwega, który w początkowej fazie rywalizacji wyszedł poza tor. No ale właśnie – radość potrwała krótko.

Wydawało się, że do zmiany decyzji nie dojdzie, ale jednak, po odwołaniu reprezentacji Norwegii – złoty medal został u ich reprezentanta. Albo inaczej – został mu odebrany, a potem znowu przyznany. Zamieszaniu nie było końca, ale finalnie – polski biegacz mógł cieszyć się ze srebrnego krążka halowych mistrzostw Europy w Toruniu.

Przed zawodami sytuacja była jasna – faworytem do złota jest Jakob Ingebrigtsen, a srebra – właśnie Polak. Wskazywały na to wyniki z tego roku, wskazywała forma czy nawet ostatni sezon. Spore ambicje mieli co prawda Hiszpanie czy Brytyjczycy, ale generalnie – oczekiwaliśmy, że wszystko rozstrzygnie się miedzy tą dwójką.

I nasze oczekiwania się potwierdziły. Norweg szybko wyszedł na czoło, a po chwili za jego plecami znalazł się Lewandowski. Tak to wyglądało na początku biegu i tak zostało do końca. Choć trzeba przyznać, że Jesus Gomez trzymał się dzielnie. Jako jedyny ze stawki był w stanie wytrzymać tempo dwójki faworytów. Kiedy przyszło jednak co do czego i Ingebrigtsen na ostatnich pięciuset metrach wyraźnie przyspieszył, stało się jasne, że dogonić może go tylko polski lekkoatleta (niestety wyłącznie Marcin, nie Michał Rozmys, który zakończył wyścig na piątym miejscu).

Generalnie 20-letni Norweg wcale specjalnie nie odskoczył Polakowi. Musiał do samego końca zachowywać koncentrację. Ale jednak tę niewielką przewagę utrzymał. I mógł cieszyć się ze zwycięstwa (3:37.56, Polak – 3:38.06). Następnie przyszła pora na honorowe rundki wokół hali, podczas których założył oczywiście na siebie norweską flagę. Tymczasem Lewandowski został złapany na rozmowę dla TVP Sport.

– Dla mnie im wolniej, tym lepiej. Jestem w końcu byłym ośmiusetmetrowcem. Jakob o tym wie, dlatego przyspieszył sporo przed metą. Drugiego miejsca nie oddałem, jednak chciałem wygrać złoto. To się nie udało. Zbliżałem się do niego na ostatnich metrach, trochę zabrakło. To jednak jest gość, który prawie zrobił rekord świata w tym roku. Przegrać z nim to żaden wstyd – mówił Polak.

I wiecie, wszystko było jasne. Mieliśmy drugie srebro, bo wcześniej wicemistrzem Europy został Michał Haratyk. Ale nagle jak królik z kapelusza wyskoczyła informacja o dyskwalifikacji Norwega. I co zrobić? Cieszyć się czy nie? Na pewno mały uśmiech na naszej twarzy się pojawił, choć raczej nikt nie miał wątpliwości – Jakob Ingebrigtsen był tego wieczoru najlepszy. Podkreślił to choćby Przemysław Babiarz, który komentował zawody na antenie TVP Sport.

I cóż – koniec końców Norweg faktycznie sięgnął po złoto. Bo Norwegowie się skutecznie odwołali. A że decyzja została ogłoszona już po północy, kiedy równie dobrze Lewandowski mógł drzemać z myślą, że obronił tytuł, to inna sprawa.

Srebro to jednak wciąż sukces. Choć – z jego perspektywy – niewielki. Bo, jak wielokrotnie w ostatnich dniach podkreślał, imprezą docelową są igrzyska olimpijskie. I zawody w Toruniu, choć też ważne, stanowią wyłącznie przystanek. Nie znaczyło to jednak, że start na nich sobie odpuści –  i faktycznie tego nie zrobił.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Derby Stara Łubianka
Derby Stara Łubianka
1 miesiąc temu

Wg mnie takie dyskwalifikacje krzywdzą zwycięzcę. Tak samo bylo w Glasgow gdzie za najmniejsze przekroczenie toru zabrali złoto Hiszpanowi na 400 metrow.

Aktualności

Kalendarz imprez