Było dobrze, może być lepiej. Za nami Memoriał Kusocińskiego

Było dobrze, może być lepiej. Za nami Memoriał Kusocińskiego

W 1954 roku, czternaście lat po śmierci Janusza Kusocińskiego, zainaugurowano memoriał poświęcony jego osobie. Dziś odbył się po raz 65. w historii. Jak zwykle na starcie stanęła czołówka naszych lekkoatletów. Adam Kszczot, Ewa Swoboda, Piotr Lisek, Paweł Fajdek, Wojciech Nowicki i, wracająca do występów w kraju, Anita Włodarczyk. Obsada, dla której warto było poświęcić kilka godzin. Wyniki to potwierdziły. 

Najpierw jednak rzecz o frekwencji. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie zebrało się dziś 14 125 osób. I wiemy, w telewizji wyglądało to wszystko kiepsko. Problem w tym, że kamery skierowane były tak, że nie widzieliśmy tych najbardziej zapełnionych miejsc. Inna sprawa, że w zeszłym roku ludzi było więcej, ale da się to usprawiedliwić – niedługo przed startem imprezy spadł deszcz, który zresztą utrudniał nieco zadanie niektórym z lekkoatletów.

Weźmy choćby młociarki, którym trochę czasu zajęło przystosowanie się do warunków. Koło do rzutu było, oczywiście, przykryte na czas deszczu, ale nieco wody i tak się tam przedostało. W tych warunkach Anita Włodarczyk nie zdołała przekroczyć granicy 76 metrów, a taki wynik sobie założyła. Ostatecznie zajęła drugie miejsce, ale – jak mówiła – to i tak dobry wynik.

– Wolno się rozkręcałam, szkoda jednego rzutu, który poleciał w siatkę. Były jednak dwa wyniki po 75 metrów, więc nie jest źle. Gdyby mi ktoś powiedział, że po październikowym zabiegu wrócę na rzutnię już w maju, to bym nie uwierzyła. A swój pierwszy start miałam właśnie w tym miesiącu, rzuciłam w Chinach 73 metry. Nie denerwuje się, jestem doświadczoną zawodniczką, nie odczuwam presji. Ten młot dobrze lata na treningach, potrzebuję startów. Mam nadzieję, że forma przyjdzie na mistrzostwa świata.

Po ciąży i narodzinach dziecka do rywalizacji wróciła Kamila Lićwinko. Nie przeskoczyła 191 centymetrów, a ze swojego startu była niezadowolona. To nie dziwi, bo Kamila wysoko stawia sobie poprzeczkę, chce wyskakać minimum na mistrzostwa świata i pojechać do Kataru. To minimum osiągnęła dziś Ewa Swoboda, która po średnim starcie w Bydgoszczy, dziś wygrała swój bieg i pobiegła z czasem 11,18 s. Poprawiła się przede wszystkim jej reakcja startowa, a sama Ewa mówiła, że nie spodziewała się takiego czasu. Teraz liczy na to, że uda jej się wybiegać życiówkę, bo brakuje niewiele.

Najlepszy czas w karierze wykręciła za to Karolina Kołeczek, która pobiegła na 100 metrów przez płotki w czasie 12,75 s. To najlepszy czas, jaki wykręciła którakolwiek polska płotkarka od 16 lat. Przy okazji w CV zapisała sobie punkt „zwycięstwo nad mistrzynią olimpijską”, bo obok niej biegła – najlepsza w Rio – Brianna McNeal. I przybiegła za plecami Karoliny, jak zresztą wszystkie inne płotkarki. Dodajmy jeszcze, że wynik Kołeczek to szósty najlepszy czas w historii naszej lekkiej atletyki.

Inne wyniki? O tyczce fenomenalnie skakał Sam Kendricks, który pokonał Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego. Damian Czykier nie powtórzył wyczynu koleżanki po fachu i na 110 metrów przez płotki dobiegł trzeci, ale z niezłym czasem – 13,49 s. Na sto metrów zdecydowanie najlepszy był Michael Rodgers, a na osiem razy dłuższym dystansie Adam Kszczot dobiegł drugi i przyznał potem, że chciał „zbyt łatwo wygrać ten bieg”. Tę samą lokatę zajęli Karol Zalewski i Justyna Święty-Ersetić, oboje na dystansie 400 metrów. Warto jednak zwrócić uwagę na czas Polki – 50,85 s to naprawdę przyzwoity rezultat.

Na koniec zostawiliśmy sobie nasze fantastyczne duety – kulomiotów i młociarzy. Choć wśród tych pierwszych obserwowaliśmy dziś głównie tego pierwszego. Michał Haratyk zaliczył wszystkie pchnięcia, a najgorsze z nich wyniosło 21 metrów i 33 centymetry. W najlepszym wspiął się na szczyty europejskich list. Wynik 21,98 m jest o… centymetr lepszy od pchnięcia Konrada Bukowieckiego z mityngu Diamentowej Ligi w Rzymie. Konrad pchał dziś o 40 cm bliżej i zajął czwarte miejsce. Wygrał, czego można się było spodziewać, Tom Walsh. Jego wynik dla Polaków jest na razie nieosiągalny i wynosił 22,18 m. Więcej od rekordu Polski, a jak na Walsha to i tak nie za dużo.

Za to wśród młociarzy Polacy nie mają konkurencji. Na liście najlepszych wyników z tego roku ich rzuty zajmują wszystkie czołowe miejsca. Ostatnio Wojciech Nowicki wkradł się na pierwsze miejsce, dziś tę pozycję odzyskał Paweł Fajdek, który rzucił świetnie – 80,87 m i wygrał cały konkurs. Drugi był, oczywiście, Nowicki, ale – co zabrzmi dziwnie w tych okolicznościach – jemu kolejne próby dziś średnio wychodziły. Choć to pokazuje tylko skalę jego możliwości. Bo co będzie, gdy w końcu jakaś wyjdzie mu idealnie – boimy się nawet pomyśleć.

Jeśli mielibyśmy podsumować całość tych wyników najkrócej, jak tylko się da, napisalibyśmy: było dobrze. Ale może być jeszcze lepiej. A nawet więcej: wiemy, że będzie.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez