Buty siedmiomilowe

Buty siedmiomilowe

Całkiem już bliska perspektywa letnich igrzysk olimpijskich bis w Tokio sprawia, że się wzmaga sportowy wyścig zbrojeń. Przez dziesiątki lat za kulisami wielkiego sportu najwięcej dyskutowało się na temat sztucznego dopingowania ludzkiego organizmu, co miało być kluczem do sukcesu. I rzeczywiście był to klucz, czego najlepszym świadectwem pozostaje tabela medalowa igrzysk 1976 w Montrealu, w której reprezentanci malutkiego państwa, nazywającego się Niemiecka Republika Demokratyczna, zajęli drugie miejsce za ZSRR, a przed triumfującym zwykle supermocarstwem – Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. Enerdowcy doprowadzili doping farmakologiczny do perfekcji, stawiając w dodatku głównie na sport żeński. A dlaczego? A dlatego, że bez żenady wykorzystywali wyniki eksperymentów medycznych na kobietach, przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec.

Potem wiele innych krajów próbowało pójść tym samym tropem tworzenia Frankensteinów stadionu. Sowiecką tradycję dopingową utrzymywała do niedawna Rosja, będąca pogrobowcem  komunistycznego imperium, co sprawiło, że kraj ten stał się wyrzutkiem światowego sportu. Pod wieloma względami niedozwolonym dopingiem zbrukali się również Amerykanie, których najświeższą wpadką okazał się Nike Oregon Project, czyli próbka dźwignięcia biegów średnich i długich metodą dopingu niesłychanie wysublimowanego. Główny reżyser przedsięwzięcia, pochodzący z Kuby trener Alberto Salazar został właśnie na cztery lata zdyskwalifikowany. I można powiedzieć, że po odkrytej na początku XXI wieku dopingowej aferze BALCO i po bezczelnym wejściu kolarza-koksiarza Lance’a Armstronga – Amerykanie muszą znowu przeżywać gorycz upokorzenia, chociaż do stopnia kompromitacji Rosjan im daleko.

A po Rosjanach kolejną skompromitowaną nacją na niwie dopingowej okazują się dziś Kenijczycy. Od 2004 roku ponad 140 następców legendarnego biegacza-pioniera Kipchoge Keino zostało przyłapanych na stosowaniu zakazanych środków. Tym większym paradoksem jest sensacyjne osiągnięcie dobrze znanego reprezentanta Kenii Eliuda Kipchoge, który będąc już oficjalnym rekordzistą  świata w maratonie z czasem 2:01.39, potrafił w warunkach „laboratoryjnych” przełamać w tej konkurencji barierę dwóch godzin. W rozegranym na wyjątkowo łatwej, płaskiej trasie Maratonie Wiedeńskim Eliud uzyskał 1:59.40, korzystając z kilkudziesięciu wchodzących i schodzących po drodze pacemakerów. Ten wyczyn porównano nawet z lądowaniem amerykańskich kosmonautów na Księżycu, ale wielu fachowców zwraca uwagę, że wspomagania organizacyjnego i technologicznego było w tym wypadku stanowczo za dużo. Nie tylko dlatego, że zawodnik nie musiał podbiegać do bufetów w celu pobrania czegoś do jedzenia lub picia, tylko podawano mu to z asekurującego, wyposażonego w monitor roweru. Za bodaj najważniejszy element, który przesądził o przełamaniu bariery dwóch godzin, uważa się otóż najnowszy model pantofli Nike Vaporfly. Właśnie te „buty siedmiomilowe” zakładali wszyscy ostatni rekordziści świata w maratonie kobiet i mężczyzn oraz w półmaratonach każdej z tych płci i w nich właśnie pobiegł Eliud Kipchoge, a także jego rodaczka Brigid Kosgei, która dzień po jego wiedeńskim szaleństwie zdobyła się w Chicago bodaj na jeszcze większe, odbierając Brytyjce Pauli Radcliffe oficjalny rekord świata w maratonie kobiet wynikiem 2:14:04. Kenijka pobiegła o 81 sekund szybciej niż Brytyjka w 2003 roku (2:15:25). 

Od kiedy Nike wprowadziła w 2017 model Vaporfly (mający zresztą różne, mniej lub bardziej doskonałe odmiany), wyniki w maratonie i półmaratonie zaczęto seryjnie poprawiać. Niektórzy uważają, że konstrukcja podeszwy, w której pomiędzy płytkami z włókna węglowego znajduje się bańka powietrzna – to po prostu rodzaj trampoliny, znacznie zwiększającej efektywność kroku biegacza lub biegaczki. W tych właśnie pantoflach Eliud Kipchoge uzyskał 2:00:25 w roku 2017 na torze wyścigów samochodowych w Monza w swojej pierwszej próbie „laboratoryjnego” łamania dwóch godzin. Co ciekawe jednak, w przeliczeniu punktowym rekord Brigid Kosgei ma większą wartość niż wiedeńskie osiągnięcie Eliuda, ponieważ odpowiada męskiemu wynikowi 1:58:57. 

Trwa dyskusja nad tym, czy należy akceptować wyniki uzyskiwane w butach „trampolinowych”, co staje się nowym problemem dla IAAF, która przecież już w 1957 roku nie uznała rekordu świata reprezentanta ZSRR Jurija Stiepanowa – 2,16 m w skoku wzwyż. Stiepanow miał na nodze odbijającej but ze specjalnie skonstruowaną, grubą na blisko 5 cm podeszwą. I można się było tylko dziwić, że rok wcześniej na igrzyskach olimpijskich w Melbourne pozwolono Grekowi Georgiosowi Roubanisowi, jako jedynemu w konkursie, używać tyczki fibreglassowej, z której pomocą wywalczył brązowy medal. A przecież rekordy świata ustanawiane na fibreglassie zaczęto zatwierdzać dopiero od 1961 roku… Wcześniej królowały tyczki metalowe i drewniane, a najdłużej utrzymywał się sprzęt bambusowy. 

W obliczu igrzysk olimpijskich w Tokio 2020 nie kwestia sprzętu będzie wszakże najważniejsza dla maratończyków, tylko temperatury. Jak wiadomo, z uwagi na straszliwe upały, jakie mają panować w czasie rozgrywania tej imprezy, maraton ma być przeniesiony w nieco dogodniejsze warunki – do Sapporo. 

 

MACIEJ PETRUCZENKO

 

Czy Tokio będzie gotowe na igrzyska w upale?

 


Aktualności

Kalendarz imprez