Buty, które zaczynają uwierać. Postęp czy oszustwo?

Buty, które zaczynają uwierać. Postęp czy oszustwo?

W 2019 roku świat żył biegami Eliuda Kipchoge i Brigid Kosgei. Oboje przechodzili do historii w butach Nike Vaporfly, które od dawna budzą kontrowersje w środowisku biegaczy. Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (World Athletics, dawniej IAAF) na początku tylko przyglądało się sprawie jednak pod koniec stycznia 2020 roku postanowiło wprowadzić pewne obostrzenia, które mogą zmienić kształt rywalizacji – zarówno na bieżni, jak i poza nią.

Te buty sprawiają, że nie tylko wybitni biegacze osiągają historyczne wyniki. Nawet ci przeciętni śrubują rekordy życiowe do nieosiągalnych wcześniej poziomów. Producent przekonuje, że naprawdę każdy jest w stanie poprawić swój wynik aż o 4% i tym razem nie jest to tylko zabieg PR-owy. Łatwo policzyć, że w kontekście maratonu do urwania jest aż kilka minut, które często oddziela biegaczy wybitnych od tych zaledwie solidnych.

Po wielu miesiącach ożywionych dyskusji sprawa w końcu trafiła przed oblicze Athletics Integrity Unit (AIU), specjalnej komórki powołanej przez World Athletics do przestrzegania standardów etycznych w lekkoatletyce. Sporo wskazuje jednak na to, że wcześniej zdążyła wymknąć się spod kontroli. W modelu Vaporfly kluczowa okazała się płytka z włókna węglowego, którą umieszczono w podeszwie. Dzięki temu but zachowuje się jak sprężyna, co nie jest do końca uczciwe.

– Takie buty oddają dużo więcej energii niż typowe obuwie do biegania. Efekty widać po wynikach. Zawodnicy poprawiają rezultaty w sposób znaczący i to może sugerować, że coś tu jest nie tak. Z drugiej jednak strony mamy przykłady z wielu dyscyplin, które pokazują, że postęp technologiczny po prostu przekłada się na poprawę wyników i nikt z tym nie walczy. Przykładów nie trzeba szukać daleko – triathloniści mówią żartem, że każdy tysiąc złotych wydany na sprzęt przekłada się na minutę zyskaną na dystansie – tłumaczy dyrektor Maratonu Warszawskiego Marek Tronina.

Diabeł tkwi w szczegółach.

– Buty Nike Vaporfly mogą zapewniać większą przewagę niż dotąd myśleliśmy

– przekonywali w grudniu 2019 roku dziennikarze “The New York Times”, którzy poddali obuwie starannym i wielowątkowym testom. Kevin Quealy i Josh Katz z pomocą popularnej biegowej aplikacji sprawdzili, że poszczególne modele butów amerykańskiego producenta rzeczywiście dają od 2-3% do 4-5% lepsze wyniki niż buty innych firm.

Nie znaleźliśmy idealnej metody badawczej, ale na podstawie naszych analiz widzimy wyraźnie, że w biegach, w których korzysta się z Nike Vaporfly i Nike Next%, ewidentnie dzieje się coś, co nie ma miejsca w sytuacjach, gdy w grę wchodzą inne rodzaje obuwia – przekonują autorzy. Najbardziej jaskrawym potwierdzeniem tej tezy jest chyba rekord świata Brigid Kosgei. W październiku 2019 roku w Chicago dotarła do mety z czasem 2:14:04. To wynik lepszy o ponad minutę od długoletniego rekordu Pauli Radcliffe (2:15:25).

„Nieuczciwa przewaga”, czyli co?

Najciekawsze jest to, że dotychczasowe przepisy już na pierwszy rzut oka wydają się mocno niedoprecyzowane i niedostosowane do dzisiejszych czasów. Kwestie technologiczne nie zostały w nich nawet zasygnalizowane. Zamiast tego pojawia się bardzo ogólne odwołanie do etyki. – Obuwie nie może zapewniać nieuczciwej przewagi i musi być dostępne w takim samym stopniu dla wszystkich – to właściwie tyle w temacie. O ile dostępność jest bardzo łatwa do zweryfikowania, tak dużo trudniej wskazać czym w istocie miałaby być “nieuczciwa przewaga”.

– W latach siedemdziesiątych jeden z tyczkarzy sam zaprojektował sobie buty, które miały sprężyny w środku. Sprawa była prosta – to był mechanizm, który zdecydowanie dawał nieuczciwą przewagę. Teraz sytuacja nie jest tak jednoznaczna. Wkładki i płytki znajdujące się w podeszwie muszą być jednolite, jest też kwestia grubości podeszwy… A skoro biegacz dociska tę podeszwę z określoną siłą i otrzymuje zwrot energii, który nie przekracza 100% siły, z którą naciska, to czemu to jest niesprawiedliwe? – zastanawia się Marek Tronina.

W sporcie staramy się porównywać wyniki osiągane przez różnych zawodników w odmiennych warunkach, ale to zadanie z góry skazane na niepowodzenie. Sprzęt właściwie wszędzie odgrywa ważną rolę. Trzeba też wziąć pod uwagę, że każdy zawodnik pokonuje inną drogę i nie wszyscy mają dostęp do najnowszych osiągnięć nauki. Czy to uczciwe? Pewnie też można to nazwać nieuczciwą przewagą, ale tak po prostu jest. Dlatego mimo wszystko jestem ostrożny w ocenie tego typu spraw. Te buty nie są totalnie niedostępne dla ludzi, a zawodowcy dostają obuwie jako część sponsoringu – dodaje dyrektor Maratonu Warszawskiego.

W biegach cały czas trwa wyścig zbrojeń. Gdy model Vaporfly w końcu stał się dostępny dla wszystkich zainteresowanych, w laboratoriach pracowano już nad jeszcze bardziej zaawansowanym projektem. Zobaczyliśmy go w pełnej krasie podczas historycznego biegu Eliuda Kipchoge, który w październiku 2019 roku złamał barierę dwóch godzin w maratonie. Można się kłócić, czy więcej w tej próbie było sportu czy reklamy, ale w oficjalnych tabelach tego rezultatu nie znajdziemy. Nie to było celem Kenijczyka i stojących za nim firm. Chodziło o pokonanie kolejnej granicy, która jeszcze kilka lat temu wydawała się kompletnie abstrakcyjna.

Biegacz miał wtedy na nogach model Nike Alpha Fly, który miał jeszcze grubszą podeszwę i aż trzy płytki węglowe. Już na pierwszy rzut oka nie wyglądał na typowy but do biegania – bardziej przypominał coś na kształt jego futurystycznej wariacji. To właśnie po tym biegowym happeningu w środowisku nasiliły się głosy wzywające do poważniejszego zajęcia się tematem. W mediach społecznościowych szerokim echem odbił się zwłaszcza wpis Ryana Halla – rekordzisty USA w półmaratonie.

Gdy firma wkłada do podeszwy wiele płyt z włókna węglowego z poduszką między płytami, to nie jest to już but. To sprężyna, która zapewnia wyraźną przewagę mechaniczną na biegaczami, którzy tego sprzętu nie mają. (…) Jestem za technologią, która pozwoli nam biegać szybciej. Nie sądzę jednak, że sportowcy powinni przegrywać zawody tylko dlatego, że ich buty nie mają sprężynowego mechanizmu. (…) Inne dyscypliny – kolarstwo, triathlon i golf – potrafiły wytyczyć granice w zakresie rozwoju sprzętu. To samo musi w końcu zrobić lekkoatletyka – komentował biegacz.

Zbrodnia bez kary?

Presja w środowisku rosła, jednak długo oczekiwane postanowienie World Athletics przyjęto z mieszanymi uczuciami. Najważniejsze punkty? Podeszwa w dopuszczonym do użytku obuwiu nie może być grubsza niż 40 milimetrów. Od 30 kwietnia 2020 roku podczas najważniejszych zawodów można biegać tylko w butach, które są dostępne w powszechnej sprzedaży. Okazało się, że badania ekspertów potwierdziły wnioski dziennikarzy “The New York Times”: rzeczywiście widać zależność między poprawą wyników a korzystaniem z obuwia nowej generacji.

Sytuacja przypomina trochę walkę z dopingiem. Ci, którzy szukają niesportowych rozwiązań w kwestiach związanych ze wspomaganiem farmakologicznym, zawsze będą o krok do przodu w stosunku do tych, którzy ich próbują złapać. Firmy, które szukają możliwości wspierania sportowców, też zawsze będą szukały rozwiązań, które sprawią, że rywalizacja wejdzie na jeszcze wyższy poziom. Dzięki temu będą mogły też na tym zarobić, więc mechanizm jest dość oczywisty. W jakimś sensie to trochę walka z wiatrakami. Nie podejmę się jednak oceny decyzji władz lekkoatletycznych z racjonalnego punktu widzenia, bo wszystko jest tu kwestią interpretacji. Jedne buty Nike’a nie podlegają ograniczeniom, inne już tak… To mimo wszystko kontrowersyjna decyzja, która opiera się na subiektywnej ocenie, a nie naukowym dowodzie – ocenia Marek Tronina.

Pewne podstawy do optymizmu widzi jednak szef organizacji World Athletics. W krótkim komentarzu Sebastian Coe przyznał, że teraz sportowcy i producenci mają jasny obraz sytuacji w kontekście igrzysk w Tokio. – Chciałbym jednak zastrzec, że jeśli pojawią się nowe dowody wskazujące na konieczność zaostrzenia przepisów, zrobimy wszystko, by chronić nasz sport – dodał najważniejszy człowiek w świecie lekkoatletyki.

Na tym postanowieniu się jednak nie skończy. World Athletics ogłasza również powołanie specjalnej grupy, która będzie monitorować technologiczny progres w zakresie obuwia. Oprócz tego organizacja jest otwarta na dialog z wszystkimi zainteresowanymi tematem, także z producentami sprzętu sportowego. Na ciekawy aspekt całej sprawy, który wybrzmiewa gdzieś w tle najnowszych regulacji, zwrócił uwagę Marcin Nagórek z portalu Magazyn Bieganie:

Nie jest jednak jasne, czy nielegalne buty nie zostaną wprowadzone do powszechnej sprzedaży. Jeśli tak, okaże się, że amatorzy mogą startować w znacznie lepszym sprzęcie niż wyczynowcy, a sędziowie na zawodach ulicznych będą musieli sprawdzać, kto w czym biegał. I kto jest zawodowcem, a kto amatorem, czyli kogo wyniki należy unieważnić – zauważa autor najstarszego biegowego bloga w Polsce.

Patrząc na całe zjawisko szerzej nie sposób nie dostrzec jeszcze jednego aspektu. Otóż najwięcej na całym tym zamieszaniu i tak zyskuje firma Nike. Teoretycznie będzie musiała dostosować się do nowych reguł gry, jednak w praktyce jest na to od dawna gotowa. Przede wszystkim niejako w pakiecie dostaje możliwość darmowej reklamy, która niesie się po całym świecie. Obrazki cieszącego się Kipchoge z kosmicznymi butami zna chyba każdy entuzjasta sportu. Teraz w równie prosty sposób ugruntowuje się pogląd, że bieganie w sprzęcie określonego producenta jest najprostszą drogą do poprawy wyników. Nowe przepisy raczej nie zmienią tego, że w technologicznym wyścigu zbrojeń to koncern Nike będzie w dalszym ciągu rozdawał karty.

 

KACPER BARTOSIAK

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez