Briana Williams – wschodząca gwiazda sprintu z problemami

Briana Williams – wschodząca gwiazda sprintu z problemami

Nie jest jeszcze pełnoletnia, a już udało jej się złamać granicę jedenastu sekund w biegu na sto metrów. Część kibiców i ekspertów widzi w niej nawet kandydatkę do pobicia długoletniego rekordu Florence Griffith-Joyner, jednak nad Brianą Williams zawisły ostatnio ciemne chmury. Szykująca się do występu w pierwszych w karierze mistrzostwach świata 17-letnia sprinterka z Jamajki została złapana na stosowaniu niedozwolonego środka i musiała walczyć o dobre imię. Choć dopuszczono ją do startu podczas mistrzostw świata w Katarze, to… sama z niego zrezygnowała.

Do incydentu o dopingowym podłożu doszło w czerwcu, podczas lekkoatletycznych mistrzostw Jamajki. W organizmie zawodniczki wykryto hydrochlorotiazyd (HCTZ) – znajdujący się na zakazanej liście diuretyk. Podczas najważniejszych krajowych zawodów roku w gronie seniorów nastolatka wywalczyła trzecie miejsce, które zapewniło jej przepustkę na rozpoczynające się pod koniec września mistrzostwa świata. Osiągnięty w tym sezonie czas 10.94 daje Williams szóste miejsce na światowych listach. Zapewnia jej także miejsce w historii – żadna niepełnoletnia sprinterka nie pokonała tego dystansu szybciej. O nastolatce po raz pierwszy zrobiło się głośno w 2018 roku. Kilka dni przed szesnastymi urodzinami pokonała setkę w czasie 11.13, bijąc rekord w tej kategorii wiekowej, który od lat wciąż dzierży skompromitowana Marion Jones.

– Zatkało mnie!

– komentował wówczas w mediach społecznościowych Ato Boldon. Słynny przed laty sprinter i czterokrotny medalista olimpijski na co dzień jest trenerem Briany, a wcześniej z sukcesami prowadził swoją rodaczkę z Trynidadu i Tobago – Khalifę St. Fort. Doniesień o dopingu podopiecznej nie skomentował, ale sam wpadł kiedyś na stosowaniu efedryny, za co jednak uniknął dyskwalifikacji.

„Poważnego” dopingu nikt mu nigdy nie udowodnił, ale warto dodać, że przez większość kariery prowadził go John Smith – szkoleniowiec, któremu zarzucano nielegalne wspomaganie Maurice’a Greene’a. W 2008 roku opinią publiczną wstrząsnął list, który miał napisać sam Ato Boldon. „Mój własny trener podaje doping moim konkurentom, a przede mną uśmiecha się i mówi, że my jesteśmy czyści, a oni nie” – komentował anonimowy autor listu, w którym rozpoznano właśnie sprintera z Trynidadu i Tobago.

W późniejszych latach jeden z najbardziej utytułowanych sprinterów ostatnich dekad stał się orędownikiem zalegalizowania niektórych “lżejszych” substancji. Co dokładnie miał na myśli? Głównie stymulanty i suplementy, bo według jego wiedzy i tak miały one być dostępne na porządku dziennym. W jego opinii największym problemem w środowisku jest wyścig zbrojeń i ogólna atmosfera podejrzeń. Zawodnicy po prostu nie wierzą w czystość swoich rywali, więc na własną rękę szukają czegoś, co da im choćby minimalną przewagę.

– Wiedzą, że prędzej zostaną złapani jeśli robią coś poważnego – sterydy, hormony lub doping krwi. Zamiast tego sięgają po coś mniej efektywnego – jak na przykład po stymulanty, które też są zakazane. Mają świadomość, że ich rywale też coś robią, więc kiedy przychodzi ktoś z substancją, która jest prawie legalna, to nie mają oporów, by po nią sięgnąć – argumentował dość nieporadnie Boldon.

Adwokat z doświadczeniem

Jego nastoletnia podopieczna tłumaczyła się w starym stylu – jej zdaniem zakazana substancja miała się znajdować w leku na przeziębienie, o czym miała jednak nie wiedzieć. Wiadomo, że próbka A i B potwierdziły obecność zakazanej substancji. Według Williams i jej adwokata hydrochlorotiazyd nie został jednak wyszczególniony na ulotce w składzie stosowanego lekarstwa, co może mieć kluczowe znaczenie dla interpretacji całej sprawy.

Dlaczego środek w ogóle trafił na zakazaną listę Światowej Agencji Antydopingowej (WADA)? Jest substancją moczopędną i może maskować sięganie po inne zabronione środki. Sytuacja nie jest jednak czarno-biała, bo według jamajskich mediów zawodniczka wysłała przyjmowany lek do analizy w niezależnym laboratorium w Michigan, które potwierdziło obecność HCTZ. Obecność, która w świetle danych zamieszczonych na ulotce nie powinna mieć miejsca.

– Nasze stanowisko jest takie, że w tych okolicznościach pani Williams nie ponosi żadnej winy za zaistniałą sytuację. W związku z tym żadne sankcje przeciwko niej nie powinny znaleźć zastosowania. O to będziemy walczyć, ale nie będzie to łatwa batalia. Zamierzamy jednak wykazać, że w świetle tego wszystkiego, co wiemy, zawodniczka po prostu nie mogła zrobić więcej – tłumaczył broniący Williams adwokat Emir Crowne.

Zanieczyszczony lek to w lekkoatletyce nie pierwszyzna. Podobną przygodę o potencjalnie dopingowym podłożu przeżyła w 2013 roku Veronica Campbell-Brown – inna znakomita sprinterka z Jamajki. W jej organizmie również wykryto hydrochlorotiazyd, a krajowa federacja (JAAA) pierwotnie zawiesiła zawodniczkę, która wskutek tej decyzji nie mogła bronić tytułu na mistrzostwach świata.

Po wnikliwej analizie zamiast dyskwalifikacji była “tylko” oficjalna reprymenda. Wtedy jednak do sprawy włączyło się Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), które nie dało wiary tłumaczeniom Campbell-Brown. Ostateczną decyzję musiał podjąć Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS), który uznał wersję przedstawioną przez reprezentantkę Jamajki za wiarygodną. Na jej korzyść świadczył przede wszystkim szereg błędów proceduralnych po stronie badających, które nigdy nie powinny mieć miejsca.

Niektóre były wręcz amatorskie. Pobrana próbka nie została odpowiednio zabezpieczona, a w dodatku przez pewien okres w ogóle nie przebywała pod nadzorem kompetentnych osób. Wykluczono, by mogło dojść do celowej manipulacji, ale jako najbardziej prawdopodobne wskazano “środowiskowe zanieczyszczenie”. Według przesłuchiwanego eksperta Campbell-Brown mogła wejść w kontakt z substancją nieświadomie – na przykład podczas mycia rąk. Próbka została do tego stopnia źle zabezpieczona, że uznano taki scenariusz za zupełnie realny.

Sportowcy też bywają winni

W przypadku starszej rodaczki zdecydował więc zbieg wyjątkowo szczęśliwych okoliczności. Praktyka orzecznictwa przy wykryciu u lekkoatletów zakazanych diuretyków jest jednak ostrzejsza, o czym przekonał się niedawno inny lekkoatleta z Jamajki. W 2013 roku na stosowaniu tej samej substancji przyłapano Travesa Smikle’a – rekordzistę kraju w rzucie dyskiem. Bronił go wówczas zresztą ten sam adwokat, który dziś reprezentuje Brianę Williams.

– Jestem zszokowany. Dyskobol nie odnosi przecież żadnej sportowej korzyści ze stosowania tego środka – przekonywał. Może i tak, jednak stosowanie diuretyków najczęściej ma miejsce wtedy, gdy próbuje się maskować sięganie po inne zakazane substancje, więc trudno przejść nad tą argumentacją do porządku dziennego.

Mimo wszytko prawnik działając w obronie swojego klienta dostarczył Trybunałowi Arbitrażowemu ds. Sportu liczącą aż 924 strony wnikliwą analizę, która nie zostawiała suchej nitki na działaniach testerów. Okazało się, że w przypadku Smikle’a również doszło do proceduralnych zaniedbań, ale nie były one aż tak rażące jak u Campbell-Brown. Ostatecznie mimo licznych okoliczności, które można było uznać za łagodzące, zawodnika ukarano dwuletnią dyskwalifikacją.

W przypadku Williams procedowano w przyspieszonym trybie. Krajowa federacja do samego końca wierzyła w pozytywne rozstrzygnięcie i zgłosiła udział zawodniczki w mistrzostwach świata w Katarze. Okolicznością łagodzącą było nie tylko zanieczyszczenie leku, ale także to, że zawodniczka wciąż jest niepełnoletnia i nie startowała jeszcze na międzynarodowych imprezach w gronie seniorek. Sprawa wyjaśniła się przed Niezależnym Antydopingowym Panelem Dyscyplinarnym (IADP) na kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem najważniejszej lekkoatletycznej imprezy roku. Trzyosobowa komisja przyjęła argumenty biegaczki, nie dopatrując się w całym zamieszaniu jej winy.

– IADP uznaje, że zawodniczka nie była winna przewinienia ani zaniedbania. Rzeczone tabletki otrzymała od swojego opiekuna bez jakiejkolwiek intencji oszukania lub uzyskania niedozwolonej przewagi – argumentowano. Skończyło się „tylko” na naganie i zaleceniu, by nastolatka wzięła udział w edukacyjnym programie o walce z dopingiem. Choć Williams dostała zielone światło i mogła walczyć w Katarze przynajmniej o finał setki pań, zdecydowała się zrezygnować z udziału w imprezie ze względu na zbyt krótki okres aklimatyzacji. Na miejscu przebywała już cała reprezentacja, w tym przygotowująca się w innym składzie sztafeta.

– Jestem bardzo wdzięczna wszystkim, którzy do końca mnie wspierali i we mnie wierzyli. To było naprawdę bardzo emocjonujące lato. Do zobaczenia w 2020 roku – napisała nastolatka w mediach społecznościowych. Do Kataru ostatecznie i tak zawitała, jednak tym razem tylko w roli kibicki.

 

 

KACPER BARTOSIAK

 

 

Fot. Newspix.pl

 


Aktualności

Kalendarz imprez