Brąz Marcina Dzieńskiego, rekord Polski i świata – ruszyły ME we wspinaczce

Brąz Marcina Dzieńskiego, rekord Polski i świata – ruszyły ME we wspinaczce

Marcin Dzieński został medalistą mistrzostw Europy we wspinaczce sportowej w konkurencji na czas. Najlepsza z Polek, Aleksandra Kałucka, czwarta, choć w jej przypadku apetyty mieliśmy na znacznie więcej. Do ugrania jest jeszcze jedna przepustka do Tokio. To nie koniec emocji w Moskwie.

Przed nami jeszcze tydzień zmagań w stolicy Rosji, ale to dzisiejsza inaugurująca czempionat czasówka dawała największe nadzieje na sukcesy Polaków. Do Rosji pojechała reprezentacja licząca sześcioro zawodników – pięć pań (Aleksandra Mirosław, Anna Brożek, Patrycja Chudziak oraz Aleksandra i Natalia Kałuckie) i rodzynek Marcin Dzieński. To właśnie on obronił nasz honor, bo zdobył brązowy medal, biegając dziś naprawdę szybko i efektownie. Trzykrotnie poprawiał rekord kraju (w małym finale uzyskał 5.59 s.), a w półfinale przegrał zaledwie o dwie tysięczne! Niewyobrażalnie mało, ale ten sport tak ma. Możesz być szalenie mocnym, a przegrasz przez falstart albo najmniejszy błąd techniczny: delikatny uślizg nogi, niepewny chwyt palcami, czy utratę rytmu.

Z jednej strony pech, z drugiej zaś potwierdzenie naprawdę solidnej formy mistrza świata z 2016 roku, który w ubiegłym sezonie nie mógł się w ogóle odnaleźć i startował znacznie poniżej oczekiwań oraz własnych możliwości. Mistrzem Europy został z kolei Ukrainiec Daniło Bołdyrjew, który w 2014 roku był złotym medalistą mistrzostw świata i dwukrotnie bił już w swym życiu rekord świata.

Łukasz Nazdraczew/Red Bull Content Pool

Wielkie nadzieje wiązaliśmy ze startem polskich zawodniczek. W TOP16 znalazły się wszystkie z nich. To od tej fazy zaczynają się bezwzględne puchary. Dlaczego bezwzględne? Bo jest tylko jeden bieg i nie ma możliwości rewanżu, naprawy błędu. W 1/8 finału trafiły na siebie dwie faworytki – Aleksandra Mirosław to dwukrotna mistrzyni świata, broniąca w Moskwie tytułu wywalczonego przed rokiem w Edynburgu. Anna Brożek z kolei to wicemistrzyni świata sprzed dwóch lat (w pamiętnym finale przegrała wtedy ze startującą jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Rudzińska, Olą Mirosław). Dziś również górą była ta bardziej utytułowana. W ćwierćfinale dostała jednak zadanie z gatunku tych najtrudniejszych.

Trafiła bowiem na Julię Kaplinę, Rosjankę, która w eliminacjach ustanowiła rekord świata. Kibice w Polsce mogą ją kojarzyć z Igrzysk Sportów Nieolimpijskich (World Games Wrocław 2017), podczas których wygrała właśnie wspinaczkę na czas. Rosjanka w 2017 roku trzykrotnie poprawiała rekordy świata, ale w ubiegłym roku szybsza okazała się Indonezyjka Aries Susanti Rahaya (6.99). W połowie drogi Mirosław odpadła od ściany z wielkim krzykiem, po chwili zalała się łzami, interweniowała obsługa medyczna. Trudno było nawet w powtórkach dojrzeć co się stało. Prawdopodobnie chodzi o naderwanie ścięgna/troczka w palcu. Na dokładną diagnozę musimy jednak poczekać. W każdym razie z obrony tytułu nici. Na pocieszenie pozostaje fakt, że Aleksandra Mirosław ma w kieszeni paszport olimpijski i choć odpadnięcie w takim stylu to na pewno dramat, to jednak perspektywa pewnego startu w Tokio może uspokoić.

Następnego dnia Ola tak oto opisała sytuację i swoje emocje: Wczorajszy wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej, ale wszyscy wiemy jak było… na początku usłyszałam trzask, potem pojawił się ból, a na końcu myśl, że to może być coś poważnego… Po wszystkim musiałam podjąć decyzje, chyba jedna z trudniejszych jak do tej pory, że rezygnuje ze startu w pozostałych konkurencjach, co oznacza dla mnie koniec mistrzostw. Teraz jedyne czego potrzebuje to spokoju, aby moc poukładać sobie to wszystko w głowie i odnaleźć się w mojej nowej codzienności oraz zająć się leczeniem. Przede mną trudne dni, pewnie nawet tygodnie, staram się jednak myśleć pozytywnie, tym bardziej, że dopiero po powrocie do kraju tak naprawdę dowiem się jak poważny jest uraz. Dziękuje Wam za wsparcie płynące z każdej strony, z taka armia u boku zdecydowanie łatwiej będzie przez to przyjść. Nie martwcie się, jeszcze wrócę. Obiecuję.

Aleksandra Rudzińska

Na placu boju pozostały jeszcze Patrycja Chudziak oraz bliźniaczki Kałuckie. Obronną ręką przez ćwierćfinały przeszła tylko Aleksandra Kałucka, która miała apetyt by poprawić swój wynik sprzed roku z Edynburga. Była tam wówczas czwarta. Dziś doszła do półfinału. Stawką była przepustka do finału, w którym walczyłaby bezpośrednio o złoto. A jednak coś się stało, że się posypało… Ostatni strzał, wyskok, wytrenowany przecież wyrzut ciała z ostatniego chwytu do przycisku zamykającego czas, a Ola się myli. Dosłownie o centymetr chybia, nie trafia w klawisz przez co pewne srebro, a być może też mistrzostwo Europy i Mazurek Dąbrowskiego wysłuchany na najwyższym stopniu podium prysły jak bańka mydlana.

Mały finał i walka z Kapliną wymagały pozbierania rozchybotanych emocji. Udało się na tyle, że przez większość dystansu wyścig był wyrównany, w końcówce jednak plan znów się nieco posypał i skończyło się na czwartym miejscu. Jej siostra Natalia zajęła piątą pozycję. Co ważne to wysokie miejsca w rywalizacji o miejsce w łącznej klasyfikacji czasówki, prowadzenia i boulderingu. Czołowa dwudziestka dostąpi bowiem prawa startu w kwalifikacjach do sobotniej kombinacji olimpijskiej. Jest więc jeszcze jedna szansa na dostanie się na igrzyska…

W najbliższych dniach odbędą się pozostałe dwie ze wspomnianych konkurencji. Na niedzielę zaplanowano kwalifikacje boulderingu. To również bardzo efektowna, acz zupełnie inna odmiana wspinaczki sportowej. Zawodnicy rozwiązują problemy wspinaczkowe na niskiej ścianie. Do wykonania mają dosłownie kilka, ale skrajnie trudnych ruchów. To zupełnie inna specyfika wysiłku i techniki niż w speedzie. Speed jest tak naprawdę najmniej „wspinaczkowy” w tym sporcie.

Poniedziałkowe finały boulderingu poprzedzą wtorkowe eliminacje prowadzenia. To wspinanie z liną, z asekuracją. W uproszczeniu „im wyżej tym lepiej”. Zarówno w boulderingu i prowadzeniu nie mamy szans na medale, oczywiście z całym szacunkiem dla reprezentantów Polski. Jednak ich specjalizacja jest bardzo wąska i mimo że rywalizacja w kombinacji olimpijskiej wymusza konieczność trenowania również wspinania z liną i baldów, wciąż mogą w nich mieć spore zaległości. Istnieje jednak jedno “ale”, otwierające pewną szansę. Z racji pandemii bowiem ten czempionat jest nieco… kadłubkowy. Brakuje wielu czołowych wspinaczy z krajów alpejskich i Skandynawii, którzy zdobyli kwalifikację podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata w Hachioji albo zawodów Tuluzie.

Patrząc choćby na wyniki czasówek, można odnieść wrażenie, że to mistrzostwa ZSRR (podium kobiet zajęły Rosjanki, w ćwierćfinale mężczyzn pięciu Rosjan). W TOP16 faktycznie znaleźli się zawodnicy, którzy bieganie po ścianie na czas nieco koślawią, za to stanowią czołówkę np. w boulderingu. Być może sytuacja w kolejnych dniach się odwróci i właśnie czasowcy powalczą o coś więcej? Nic pewnego, ale od wprowadzenia kombinacji siłą rzeczy fachowcy od wyścigów wspinaczkowych muszą dodatkowo szkolić się i trenować pod pozostałe konkurencje. Nadarza się okazja na konfrontację z czołówką europejską i choć ta czołówka jest mocno okulawiona, postawa reprezentantów Polski na pewno da pewien obraz stanu przygotowań pod kątem kombinacji.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Kin Marcin/Red Bull Content Pool, Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez