Bolesne sąsiedztwo. Czy Korea Południowa zazdrości Japonii igrzysk?

Bolesne sąsiedztwo. Czy Korea Południowa zazdrości Japonii igrzysk?

W 2002 roku cały piłkarski świat doceniał pracowitość i oddanie organizatorów mistrzostw świata. Impreza po raz pierwszy w historii odbyła się w Azji i nieoczekiwanie połączyła na moment Koreę Południową oraz Japonię ponad historycznymi podziałami. Wszystko wyglądało pięknie tylko na zdjęciach i filmach, bo w zaciszu gabinetów cały czas czuło się napięcie. Dziś między innymi za sprawą igrzysk olimpijskich Tokio 2020 konflikt polityczny osiąga kolejny wymiar i zdecydowanie nie można go już lekceważyć.

Mało kto już to pewnie pamięta, ale wspólna kandydatura gospodarzy mundialu w 2002 roku została w dużym stopniu wymuszona przez okoliczności. Najpierw chrapkę na zorganizowanie imprezy w pojedynkę mieli sami Japończycy, potem na ich ruch zareagowała od zawsze dumna i ambitna Korea. Trzecim liczącym się graczem był Meksyk, ale pokusa bezprecedensowego zorganizowania turnieju w Azji ostatecznie okazała się zbyt silna.

Bardzo długo nie wszystko było w tej sprawie oczywiste, a o kwestii organizacji turnieju zdecydowała seria zakulisowych gierek na szczytach władzy w świecie futbolu. W połowie lat dziewięćdziesiątych ówczesny prezydent FIFA – sędziwy Joao Havelange – od samego początku właściwie bezkrytycznie wspierał kandydaturę Japonii. Na to w życiu nie mógł zgodzić się rządzący w UEFA jego coraz groźniejszy przeciwnik – Lennart Johansson. W kontrze zaczął więc forować kandydaturę Korei Południowej, której przedstawiciele okazali się o wiele sprytniejsi w rozgrywaniu politycznej partyjki.

Przełomem miała się stać wizyta delegatów technicznych FIFA w obu krajach w październiku 1995 roku. Na kilka miesięcy przed ostateczną decyzją konkluzja była zdumiewająca – obie kandydatury wydawały się pod wieloma względami praktycznie nie do rozróżnienia. Infrastruktura stała na kosmicznym poziomie, a  kulturowe niuanse między państwami dla przeciętnych ludzi z Zachodu niczym właściwie się nie różnią. To wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl o wspólnym zorganizowaniu imprezy przez dwa kraje, którym nie zawsze było po drodze – coś takiego nie miało wcześniej nigdy miejsca w długiej historii mundiali.

Delegaci nie zasugerowali od razu wspólnej kandydatury, ale powiedzieli, że oba kraje są w stanie indywidualnie udźwignąć ciężar tej imprezy i po prostu nie są w stanie wybrać jednego faworyta z tej dwójki – tłumaczył Alan Rothenberg, członek komitetu organizacyjnego mistrzostw świata 2002. W meandrach korytarzy w siedzibie FIFA lepiej odnajdywali się jednak Koreańczycy, którzy w tamtym momencie przy wsparciu frakcji Johanssona zdołali już umieścić swojego człowieka w komitecie wykonawczym.

Wojnę podjazdową zakończyła jednak Azjatycka Konfederacja Piłkarska (AFC), która szybko zrozumiała, że jeśli obaj liderzy regionu nie dojdą do porozumienia, to w obecnej sytuacji politycznej żaden kraj nie dostanie organizacji tak dużej imprezy w pojedynkę. Na końcu zrozumieli to sami zainteresowani.

Rozważymy wspólne organizowanie imprezy tylko jeśli takie będzie życzenie FIFA

– odpowiedzieli na samym końcu bez większego entuzjazmu Japończycy zanim wreszcie zdecydowali się schować dumę do kieszeni w imię większego dobra.

Co było dalej, pamiętają wszyscy. Mundial 2002 zapisał się w historii głównie ze względu na sędziowskie skandale, które dziwnym trafem najczęściej sprzyjały Koreańczykom. Między innymi z tego powodu to oni wyszli lepiej na wspólnej organizacji turnieju, który udało im się zakończyć dopiero w półfinale. Z finałem mistrzostw skończyła się jednak chwilowa gra do jednej bramki. Oba państwa bowiem wróciły do prowadzonej od dekad (z przerwami) zimnej wojny.

Igrzyska kontra „wojna handlowa”?

W teorii powinno im być jednak po drodze. Japonia i Korea Południowa to jedne z nielicznych w Azji autentycznie liberalnych państw, które w dodatku cały czas muszą kontrolować ruchy nieprzewidywalnego Kim Jong-una z Północy. W ostatnich miesiącach na linii Tokio – Seul cały czas pojawiają się jednak kolejne napięcia, a igrzyska są zaledwie następnym punktem zapalnym na długiej liście spornych zagadnień, z których jeden punkt dotyczy… reparacji wojennych.

Pierwszy poważny zwrot akcji przyszedł w listopadzie 2018 roku, kiedy to koreański sąd najwyższy uznał, że japońskie firmy powinny wypłacić Koreańczykom dodatkowe odszkodowania za zmuszanie ich do pracy w fabrykach i kopalniach podczas II wojny światowej. Japończycy protestowali, bo ich zdaniem sprawę roszczeń zamyka traktat z 1965 roku, który w zamyśle miał wszystko wyprostować. Zapłacili wówczas – pod różnymi postaciami – w sumie ponad 500 milionów dolarów, wydatnie pomagając w postawieniu na nogi koreańskiej gospodarki.

W obliczu informacji o rozgrzebywaniu dawnych spraw, po kilku miesiącach z Tokio przyszły wieści o swoistym rewanżu – premier Shinzo Abe ograniczył część eksportowanych do Korei towarów. Oficjalnie zdecydowały “względy bezpieczeństwa”, nieoficjalnie – miała to być odpowiedź na wcześniejsze żądania. Cały świat coraz głośniej mówi o nowym wymiarze “wojny handlowej”, która może zdominować życie w regionie w najbliższych latach.

Wspólna historia obu państw jest długa i skomplikowana, ale część Koreańczyków wciąż nie wybaczyła na przykład aneksji kraju dokonanej przez Japonię w 1910 roku. Wybór między zbrojną walką z najeźdźcą a kolaboracją najczęściej sprowadzał się właśnie do tej drugiej opcji. To między innymi źródło nieporozumień związanych z interpretacją traktatu z 1965 roku. Umowę od strony koreańskiej podpisał wówczas Park Chung-hee – generał, który władzę w kraju przejął za sprawą zamachu stanu i postrzegano go jako człowieka, któremu na sercu bardziej leżało dobro ówczesnego wroga.

Sprawy żyją w przestrzeni publicznej własnym życiem, a do długiej listy palących problemów w ostatnich miesiącach doszły także igrzyska olimpijskie. Koreańczycy od dawna przestrzegają, że organizowanie jakichkolwiek zawodów w dotkniętej w 2011 roku katastrofą ekologiczną Fukushimie to fatalny pomysł. Kilka tygodni temu Koreański Komitet Olimpijski skierował do organizatorów igrzysk oficjalny protest – Seul obawia się, że istnieje możliwość dostarczenia olimpijczykom produktów spożywczych pochodzących ze skażonej prefektury, które mogą być szkodliwe dla zdrowia.

Co z tą flagą?

Na tym jednak nie koniec. Japończycy planują “uwolnić” ponad milion ton skażonej w 2011 roku wody do Oceanu Spokojnego. Sprawie już przypatruje się Greenpeace i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Jednak jeszcze bardziej niż kwestie ekologiczne Koreańczyków dotknęło to, że ich rywale z regionu nie chcą wycofać się z używania kontrowersyjnej flagi “Wschodzącego Słońca”, która w Korei Południowej mimo upływu lat wciąż budzi jak najgorsze emocje.

Flaga przedstawia czerwone słońce z szesnastoma czerwonymi promieniami na białym tle i kojarzy się w Seulu z bolesnymi czasami świetności japońskiej armii. – Flaga przeciwstawia się pokojowemu duchowi igrzysk olimpijskich, ponieważ jest symbolem imperialistycznej przeszłości Japonii. Przypomina wszystkim krajom azjatyckim o historycznych ranach zadanych przez Japonię – tłumaczyli przedstawiciele koreańskiego ministerstwa sportu.

Na początku XX wieku Japończycy kolonizowali Półwysep Koreański właśnie korzystając z tego symbolu i nie były to działania pokojowe. Tysiące mieszkańców zginęło, a duża część musiała potem pracować w roli niewolników. W samym tylko 1919 roku zamieszki życiem przypłaciło blisko osiem tysięcy miejscowych, a ponad 40 tysięcy osób zostało aresztowanych. Kolejnym bolesnym problemem jest także brutalny sposób traktowania Koreanek przez japońskich żołnierzy podczas II wojny światowej.

Teraz ta sama flaga, która w Korei Południowej kojarzy się z latami bólu i cierpienia, może powiewać w wiosce olimpijskiej i być wnoszona na stadiony. Co ciekawe, ten sam przedmiot na liście zakazanych symboli umieściła wcześniej po licznych skargach miedzy innymi FIFA. Koreańczycy zamierzają w tej sprawie interweniować nawet w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim (MKOl), ale na razie nie doczekali się pozytywnej reakcji. W długiej historii słodko-gorzkich relacji na linii Seul – Tokio budzących kontrowersje kwestii jest ostatnio coraz więcej, co z pewnością nie wróży dobrze przed igrzyskami olimpijskimi, które mają przecież być czasem wolnym od konfliktów i wojen – także tych handlowych…

 

KACPER BARTOSIAK


Aktualności

Kalendarz imprez