Boks zostanie na igrzyskach, ale AIBA już nikogo nie wykiwa

Boks zostanie na igrzyskach, ale AIBA już nikogo nie wykiwa

Nie będzie zapowiadanej rewolucji w programie igrzysk. Boks – jedna z najstarszych dyscyplin olimpijskich – pozostanie częścią najważniejszej sportowej imprezy czterolecia, ale będzie funkcjonował na nowych zasadach. O zmianach, które mają uzdrowić oblicze samego sportu, zdecydował po wielomiesięcznych naradach Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl).

Dotąd za olimpijskie oblicze szermierki na pięści odpowiadało Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu (AIBA). Organizacja zrzeszała ponad 200 krajowych federacji boksu amatorskiego, a jej historia rozpoczęła się w 1946 roku. Turniej olimpijski był tylko fragmentem działalności, która obejmowała także mistrzostwa świata juniorów, kadetów oraz kobiet. Ciekawą inicjatywą były też organizowane przez ten podmiot rozgrywki World Series of Boxing (WSB), które w zamyśle miały stanowić pomost między boksem olimpijskim a zawodowym. Dzięki nim świat zobaczył w akcji między innymi Ołeksandra Usyka – jedną z największych gwiazd współczesnego pięściarstwa.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że do tej pory nie było poważnego boksu amatorskiego bez AIBA, ale to się zmieni. Dyscyplina w programie olimpijskim znajduje się nieprzerwanie od 1904 roku. Po drodze zmieniało się w niej dużo – między innymi w zakresie punktowania samych pojedynków oraz tego, co do ringu mogli wnosić sami zawodnicy. Pewne było tylko to, że na każdych igrzyskach pojawiały się różnego rodzaju pięściarskie objawienia. Muhammad Ali, George Foreman, Oscar de la Hoya, Anthony Joshua – to tylko kilka postaci, dla których olimpijskie złoto było punktem wyjścia do wielkiej kariery również w gronie zawodowców.

Co cztery lata rodziły się nie tylko gwiazdy, ale też poważne kontrowersje. Olimpijski boks był powszechnie uznawany za mało przejrzysty, a wielu pięściarzy czuło się pokrzywdzonych zwłaszcza decyzjami sędziów. Riddick Bowe do dziś nie potrafi się pogodzić z tym, że jego walkę o złoty medal w Seulu w 1988 roku przedwcześnie przerwał arbiter. Olimpijskiej krzywdy doznał także genialny Roy Jones junior, którego okradziono ze złota. Z kolei wspomniany wcześniej Joshua według krytyków to właśnie życzliwemu podejściu sędziów zawdzięcza złoto, bo walki z Erislandym Savonem i Roberto Cammarelle na innym ringu niż ten w Londynie spokojnie mógł przegrać.

Do niedawna te wszystkie kwestie pozostawały niemal wyłącznie teoretycznymi rozważaniami, których podejmowali się głównie pasjonaci. W marcu 2019 roku nowe światło na sędziowskie kontrowersje rzuciły jednak ustalenia “Le Monde”. Według dziennikarzy gazety, Karim Bouzidi– były dyrektor wykonawczy AIBA – podczas turnieju olimpijskiego w Rio de Janeiro wydał arbitrom specyficzne zalecenia. Sprowadzały się one do tego, że przy wyrównanych walkach werdykty miały iść na korzyść Francuzów i Uzbeków.

Dowodem w sprawie mają być liczne maile, ale sporo do myślenia daje już sam rzut oka na tabelę medalową. Uzbecy zajęli w niej pierwsze miejsce z siedmioma medalami, z kolei rodacy Bouzidiego wywalczyli aż sześć – w tym kilka w naprawdę kontrowersyjnych okolicznościach. Tony Yoka w najcięższej kategorii sięgnął po złoto, ale w półfinale zdaniem wielu obserwatorów wcale nie zasłużył na zwycięstwo z Filipem Hrgoviciem.

Zawsze graliśmy zgodnie z zasadami. Przed igrzyskami organizowaliśmy zawody we Francji, by świat mógł lepiej poznać naszych pięściarzy. Jeśli walka była wyrównana, to rozpoznawalność zawodnika mogła działać na jego korzyść. W Rio bardziej pomogła nam nasza reputacja związana z wynikami poprzednich dużych turniejów

– tłumaczył dość mętnie skonfrontowany z tymi zarzutami Kevin Rabaud, były trener francuskiej kadry.

Prezydent przestępcą?

Sędziowskie kontrowersje to w boksie nic nowego, jednak w ostatnich latach wokół AIBA pojawił się również cień podejrzeń zupełnie innego rodzaju. Raporty dostarczane przez organizację zaniepokoiły Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Wątpliwości budził zwłaszcza sposób wyboru prezydenta oraz stan finansów. W 2018 roku nowym sternikiem organizacji został pochodzący z Uzbekistanu Gafur Rachimow, nad którym ciążą bardzo poważne zarzuty.

Nigdy nie byłem związany z organizacjami przestępczymi. To fałszywe oskarżenia, które zostały sfabrykowane przez poprzedni reżim w mojej ojczyźnie

– odpowiadał 67-latek. MKOl próbował naciskać na członków AIBA, ale prośby i groźby ze strony komisji ds. etyki nie przyniosły efektu. W listopadzie 2018 roku Rachimow dostał 86 ze 134 głosów, zdecydowanie wygrywając wybory na prezydenta. Wtedy też przedstawiciele MKOl ogłosili, że poważnie zastanawiają się nad wykreśleniem boksu z olimpijskiego programu, a potem szybko przeszli od słów do czynów.

O niejasnej sytuacji Uzbeka zawiadomił Departament Skarbu USA. Działacz miał być powiązany ze zorganizowanymi grupami przestępczymi i został nawet określony jako “jeden z wiodących przestępców w swoim kraju”. Na początku brał udział “tylko” w zyskach ze sprzedaży kradzionych samochodów i w praniu brudnych pieniędzy. Potem jednak miał się wyspecjalizować w handlu na szeroką skalę… heroiną. Pojedyncza czarna owca? Raczej można powiedzieć, że AIBA trafiła z deszczu pod rynnę. Wu Ching-kuo – poprzednik Uzbeka na tym stanowisku – odszedł w atmosferze skandalu, oskarżony o udział w grubych finansowych przekrętach.

Rachimow w końcu ugiął się pod presją i podał się do dymisji, ale sprawy zaszły już za daleko. Gdzieś po drodze wyszło na jaw, że AIBA funkcjonuje właściwie na kredyt, a długi tej organizacji zdążyły przekroczyć 17 milionów dolarów. W marcu gotowość wyrównania rachunków zgłosił Umar Kremlew – członek komitetu wykonawczego AIBA i jednocześnie człowiek, który rządzi rosyjskim boksem.

Ten nieszablonowy pomysł o dziwno nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem. W tym całym zamieszaniu pojawiło się jednak dość oczywiste pytanie: jeśli boks ma pozostać w programie igrzysk, to kto w ewentualnym nowym rozdaniu mógłby wziąć na siebie organizację turnieju? Nieoczekiwanie w maju 2019 roku kandydaturę zgłosiła organizacja, która zajmuje się boksem, ale… zawodowym. World Boxing Association (WBA) to najdłużej funkcjonująca federacja, która powstała w 1962 roku. Dziś jest jednym z czterech podmiotów (obok WBC, IBF i WBO), które mają największy wpływ na zmagania zawodowców, ale ma też swoje za uszami.

To właśnie szefowie organizacji WBA dopuszczają równoległe funkcjonowanie w jednej kategorii wagowej trzech równorzędnych mistrzów świata. Troska o “dobro dyscypliny” wydaje się więc PR-owym działaniem pod publiczkę, które po prostu nie mogło się udać. Federacja opublikowała jednak płomienny manifest o wspólnej odnowie boksu, pod którym podpisał się sam Władimir Kliczko – pięściarz, który zdobywał olimpijskie złoto i był długoletnim mistrzem świata w gronie zawodowców.

Więcej kobiet, mniej mężczyzn

Dziś wiemy jednak, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski ma nieco inną wizję olimpijskiego turnieju w Tokio. Przed kilkoma dniami członkowie komitetu jednogłośnie pozbawili AIBA prawa do zorganizowania najważniejszej amatorskiej imprezy czterolecia. Decyzja jest ostateczna i bezprecedensowa – w długiej historii ruchu olimpijskiego żadnej innej organizacji nie dotknęły tego typu konsekwencje.

Wyniki dochodzenia zarządzonego przez MKOl pokazały, że zawodnicy szczególnie obawiają się poziomu sędziowania na igrzyskach. To właśnie ten aspekt był najdosadniej krytykowany przez pytanych o wrażenia na temat pracy AIBA uczestników olimpijskich zmagań w 2008, 2012 i 2016 roku.

Organizacja w obliczu zagrożenia próbuje reagować, ale jej działania przypominają ostatnie podrygi pozbawionego głowy koguta. Na zwołanym w trybie nagłym posiedzeniu podjęto decyzję o powołaniu trzech komisji, które wyjaśnią wewnętrzne sprawy AIBA. Nikt nie będzie już jednak z zapartym tchem czekał na wyniki tych prac. Poza tym gra toczy się już nie o Tokio, ale o to, co będzie na kolejnych igrzyskach.

Na ten moment wszystko wskazuje na to, że najbliższy olimpijski turniej będzie nadzorować specjalna komisja powołana przez MKOl. Jej szefem został Morinari Watanabe – prezydent… Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej. W składzie znajdą się także między innymi Marius Vizer (prezes Międzynarodowej Federacji Judo) oraz członkowie komitetu wykonawczego: Willi Kaltschmitt Lujan, William Blick i Aya Mahmoud Medany. Żadna z tych osób nie miała nic wspólnego z boksem. Brak znajomości realiów dyscypliny ma wyrównać funkcjonujący w ramach tego organu zespół bokserskich ekspertów. Na razie nie wiadomo, kto wejdzie w jego skład, ale pewne jest jedno: nie będzie to nikt związany do tej pory z AIBA.

Plany co do samych rozgrywek zostały już jednak wyraźnie rozrysowane. Turniej olimpijski w Tokio zostanie przeprowadzony w ośmiu kategoriach wśród mężczyzn i pięciu wśród kobiet. W porównaniu z zawodami w Rio zlikwidowano dwie męskie kategorie kosztem dwóch żeńskich. Łączna liczba zawodniczek wzrośnie z 36 do 100. Olimpijską przepustkę będzie można zdobyć w trakcie czterech regionalnych turniejów kwalifikacyjnych – odpowiednio dla zawodników z Europy, Afryki, Azji i Oceanii oraz obu Ameryk. Tuż przed igrzyskami zostanie zorganizowany także turniej ostatniej szansy.

Wciąż nie wiadomo, czy w 2020 roku zobaczymy w ringu zawodowców. W Rio w sumie pojawiło się trzech takich pięściarzy, jednak ostateczną decyzję o umożliwieniu im występu AIBA podjęła bardzo późno. Nie zmieni się za to format – pięściarze będą rywalizować już bez ochraniaczy na głowę na dystansie trzech rund, które będą punktowane w ten sam sposób co zmagania zawodowców.


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez