Bez udziału kibiców, czy bez igrzysk? Olimpijczycy komentują

Bez udziału kibiców, czy bez igrzysk? Olimpijczycy komentują

Koronawirus stopniowo przykrywa cały świat sportu i niewykluczone, że już wkrótce dopadnie też igrzyska olimpijskie. Wciąż tli się jednak światełko nadziei, bo wystartują one dopiero w drugiej połowie lipca. Jest więc czas, aby sytuacja została opanowana. Być może tylko w takim stopniu, że największe święto sportu zostanie rozegrane bez udziału kibiców to ten optymistyczny scenariusz. Gorszy zakłada, że nie odbędzie się wcale. Jak do epidemii podchodzą sportowcy, których czteroletnie przygotowania mogą ostatecznie spalić na panewce? Rozmawiamy z Sofią Ennaoui, Aleksandrem Śliwką, Mateuszem Rudykiem, Alicją Tchórz, Tomaszem Bartnikiem i trenerem Zbigniewem Nęckiem.

Zamknięte szkoły, uniwersytety, wszystkie ośrodki kultury… polskie władze wprowadzają kolejne środki ostrożności w walce z koronawirusem. Rozwój wydarzeń jest tak piekielnie szybki, że naprawdę trudno przewidzieć, co przyniesie ze sobą jutro. Problem, który jeszcze niedawno paraliżował Chiny oraz kraje z nimi sąsiadujące, przelewa się obecnie po całej Europie. O zagrożeniu odwołaniem igrzysk już pisaliśmy: zarówno wtedy, kiedy nie wydawało się jeszcze tak poważne, jak i kiedy to nabiera coraz to bardziej ponurych kolorów.

Prawdopodobnie jako pierwszej pośród reprezentantów polskiego sportu, koronawirus pokrzyżował plany Li Qian. Tenisistka stołowa na początku lutego miała przylecieć do Polski z Chin, aby kontynuować przygotowania do igrzysk, na które razem z Natalią Partyką i Natalią Bajor zdołała już wywalczyła kwalifikację. Jej bilet w ostatniej chwili został jednak anulowany. – Najważniejsze w tej chwili jest to, że jest zdrowa i jej rodzina jest zdrowa. Codziennie z nią rozmawiam i monitoruję sytuację – mówi nam trener reprezentacji Polski, Zbigniew Nęcek.

Słychać głosy, że Chiny powoli opanowują sytuację z epidemią. Paradoksalnie, zawodniczka bezpieczniejsza jest obecnie właśnie w Kraju Środka: – Europa jest teraz w gorszej sytuacji, niż Chiny. Przynajmniej z tych informacji, z którymi ja miałem do czynienia, epidemia wygasa i jest bardziej pod kontrolą. W Europie natomiast pod kontrolą nie jest, dlatego nie ma potrzeby ryzykować jej przylotu. Przede wszystkim, Li Qian od miesiąca jest w treningu, to bardzo istotne, bo nie ma tak długiej przerwy. 

Szkoleniowiec kadry podkreśla też, że jego zespół stoi w o tyle dobrej sytuacji, że kwalifikację olimpijską już ma – to szczęście i wartość, o których nie mogą mówić wszyscy. – Myślę, że trzeba wrócić do stycznia i zorientować się, że mamy wielki kapitał w postaci kwalifikacji olimpijskiej. Już wiemy, że niektóre sprawy, które były zaplanowane w kadrze kobiet, nie będą możliwe do zrealizowania. Przykładowo – drużynowe mistrzostwa świata w Korei, które miały odbyć się w marcu, zostały przesunięte na czerwiec. Pytania co będzie dalej, w mojej mentalności, nie za bardzo mają sens. Najważniejsze jest podtrzymać dyspozycję sportową – w postaci przygotowania fizycznego oraz technicznego i obserwować kolejne wydarzenia.

Co natomiast ze sportowcami, którzy wciąż nie są pewni swojego występu na igrzyskach? W właśnie takiej sytuacji znajduje się większość polskich pływaków. Jako jedyna przepustkę do Tokio zagwarantowaną ma tylko Katarzyna Wasick. Niektórzy, jak Paweł Juraszek, swoich szans chcieli szukać chociażby podczas marcowego Grand Prix Polski w Warszawie, ale impreza została odwołana. Kolejna na horyzoncie? Kwietniowe otwarte mistrzostwa Szwecji, w które celuje Alicja Tchórz. Zawody w teorii mają dojść do skutku, ale być może to tylko kwestia czasu a również zostaną wycofane. – Aktualnie jesteśmy na obozie kadry na Teneryfie. I zostaliśmy ostrzeżeni, że raczej nie powinniśmy opuszczać hotelu, jeśli nie ma takiej potrzeby. Czyli chodzić tylko na obiekty sportowe i wracać do pokoi. Na Teneryfie są na całe szczęście tylko dwa, albo trzy przypadki zachorowania i to od osób, które przyjechały z zewnątrz – mówi polska pływaczka, dla której mogą to być trzecie igrzyska w karierze.

Czy da się żyć normalnie?

– Z natury jestem panikarzem, więc zmieniłem troszkę nawyki. Chodzi o najprostsze rzeczy: mycie rąk po powrocie do domu, albo wejściu do pomieszczenia gdzie przebywała duża grupa ludzi oraz niedotykanie twarzy. Staram się to robić, czy też dowiadywać się, co można robić więcej – komentuje reprezentant Polski w siatkówce Aleksander Śliwka. Co innego zauważa mistrz świata w strzelectwie Tomasz Bartnik: – Dotykanie twarzy jest odruchem praktycznie bezwarunkowym, więc ciężko się przy tym pilnować. Mój styl życia za bardzo się nie zmienił, bo ręce zawsze myłem często, a wielu kontaktów ludźmi i tak nie mam, bo cały czas siedzę na treningach i zgrupowaniach. Kwestia jest taka, że nasze przygotowania się bardzo skomplikowały. Chociażby w kwietniu mieliśmy mieć test przedolimpijski w Tokio, ale został odwołany.

Polski strzelec wyborowy kwestię kwalifikacji do igrzysk ma już za sobą. Wywalczył ją wraz ze zdobyciem tytułu mistrza świata w 2018 roku. Całkiem niedawno za to bilety olimpijskie trafiły w ręce polskich kolarzy torowych. Sprinter Mateusz Rudyk podkreśla, że epidemia koronawirusa dotkliwie zakłóciła ich plany na najbliższe miesiące: – Staram się funkcjonować tak jak wcześniej, ale biorę pod uwagę środki ostrożności, jak mycie dłoni oraz nie trzymanie ich blisko twarzy. Trzeba o to wszystko dbać, nie ma co się narażać. Problem jest też taki, że przygotowania do igrzysk zostały zachwiane: ciężko nam wylecieć poza granice kraju na zgrupowanie, tylko musimy być w Polsce – zauważa zawodnik Grupy Sportowej ORLEN.

Z trzytygodniowego zgrupowania w RPA wróciła za to niedawno Sofia Ennaoui. W Afryce epidemia koronawirusa – przynajmniej na razie – nie zbiera większych żniw, a w kraju, w którym znajdowała się polska lekkoatletka, przypadki zarażenia można liczyć na palcach jednej ręki. – To co się dzieje na świecie, nie było tam odczuwalne, więc nieco nas to ominęło. Teraz będę przebywała miesiąc w Polsce i potem mamy plan znowu wrócić na cztery tygodnie do RPA. Z trenerem spokojnie do tego podchodzimy. Czekamy na informacje, czy igrzyska się odbędą. Tu dochodzi kwestia tego, jak przygotowywać formę na ten sezon, w jakie imprezy w ogóle możemy celować?

Wicemistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów podkreśla, że stara się normalnie funkcjonować: – Higienia nie jest inna niż wcześniej, bo u mnie i tak było z nią wszystko okej. Trzeba ją utrzymywać zawsze, niezależnie od tego, czy jest wirus, czy go nie ma. Mam taką radę dla ludzi: nie dajmy się naprawdę zwariować. O spokój apeluje również Zbigniew Nęcek: – Nie jest to pierwsza epidemia w historii ludzkości, ani ostatnia i trzeba ją po prostu mądrze przetrwać. Oczywiście, że uwzględniamy te sugestie, bo taka jest w tej chwili sytuacja. Unikamy zbiorowisk, rozmów z osobami, których nie znamy. Nawet wprowadzono zasadę – nie witamy się przez uścisk dłoni. To wszystko wynika z logiki i tego, że musimy minimalizować zagrożenia. Tyle możemy zrobić, ale nie można w tym wszystkim oszaleć.

Istnieje jednak też ciemna strona medalu: – Jedne osoby mają więcej szczęścia, drugie mniej – higiena osobista nie uratuje kogoś, kto jest w jednym środku transportu z osobą zakażoną – dodaje Nęcek.

Czy sport bez kibiców, to wciąż sport?

Gdybym jako sportowiec miał wybierać, wolałbym wystartować na igrzyskach, niż je odwoływać, bo to są cztery lata przygotowań. Tak naprawdę byłyby to cztery lata, które poszły na zmarnowanie – stwierdza Tomasz Bartnik.

Czym jest sport, bez dopingu fanów? Od tego się wszystko zaczyna. Marzenia w głowach dzieciaków dotyczą strzelania goli, zdobywania punktów, biegania najszybciej, skakania najwyżej… a potem tysięcy gardeł skandujących ich imię. Możesz ukroić sobie kawałek tortu, ale nie smakuje tak samo, kiedy nie ma z kim go podzielić.

To jednak zło, które może okazać się konieczne. Odwołanie igrzysk olimpijskich to najczarniejszy scenariusz. W świecie, w którym zawieszane są wszystkie rozgrywki sportowe we Włoszech, hiszpańska La Liga, albo sezon NBA, nie da się go jednak wykluczyć. Powoli zaczyna do nas docierać: najważniejsze, żeby święto sportu po prostu doszło do skutku. Nawet jeśli będzie oznaczać to zastosowanie największych środków ostrożności. – W tej sytuacji, kiedy mówimy o bezpieczeństwie… jeśli igrzyska miałyby odbyć się bez kibiców, to jest to przykre i smutne, ale może niezbędne. W przypadku sportowców myślę, że zostaną podjęte takie rozwiązania, że na samej wiosce olimpijskiej, zagrożenie będzie w pewnym stopniu minimalne – dodaje Bartnik.

Grę bez akompaniamentu kibiców trudno wyobrazić sobie Aleksandrowi Śliwce: – Trenuje się i marzy o tym, żeby występować przy pełnych halach i czuć te wsparcie z boku. O to chodzi w sporcie, to jest nieodłączna część rywalizacji. Wiemy jednak też, że fani będą mogli oglądać nasze mecze w telewizji i internecie. Dopóki epidemia nie zostanie opanowana, takie rozwiązanie może być konieczne.

Nie ma wątpliwości: biało-czerwoni odczują wsparcie w każdym miejscu na Ziemi. To, że olimpijczycy będą w pewnym stopniu odcięci od reszty kraju, nie oznacza przecież, że kibice o nich zapomną. Być może wręcz przeciwnie – w obliczu wyjątkowych okoliczności, zainteresowanie oraz doping będą większe, niż kiedykolwiek. Z tym że, fakt faktem, osobom, które planowały wybrać się do Tokio, pozostanie obserwowanie wydarzeń przed ekranami komputerów i telewizorów. – Ludzie, którzy oglądają lekkoatletykę i inne sporty, będą wtedy znajdować się w Polsce i wciąż niezmiernie trzymać za nas kciuki. Na pewno odczujemy to wsparcie, a na stadionie będziemy z całą ekipą, która pracuje z nami na co dzień i też nam pomoże – zauważa pełna optymizmu zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN.

– To są bardzo trudne decyzje i nie chciałabym być na miejscu osób, które muszą je podejmować. Najważniejsze jest bezpieczeństwo i nie będzie to dla mnie szokiem, gdyby igrzyska miałyby odbyć się bez udziału kibiców… Zawsze powtarzałam, że występuje się dla nich, ale musimy jakoś stawić temu wszystkiemu czoła. Jeśli udałoby mi się wywalczyć kwalifikację, myślę że bym wystartowała – stwierdza Alicja Tchórz.

– Mam wrażenie, że kwestia tego, czy ludzie będą na trybunach, jest niestety drugoplanowa. Wiadomo, że dla każdego zawodnika najważniejsze będzie bezpieczeństwo, podczas startów i na co dzień, oraz by na tych igrzyskach wystartować. Przygotowujemy się do nich przez całe cztery lata – komentuje Sofia Ennaoui.

Czasami dobrych rozwiązań po prostu nie ma. Są tylko optymalne.

Nie myśleć o strachu

Mówi się, że grupą najbardziej zagrożoną przez koronawirusa są osoby starsze. Młode i silne organizmy – przynajmniej w teorii – powinny sobie z nim poradzić, czasem niemal bezobjawowo. Sportowcy, szczególnie gdy mówimy o najlepszych z najlepszych, czyli olimpijczykach, nie są więc w złym położeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że wirusem zarazić się może każdy, a potem przekazać go dalej. I to do ludzi, którzy niekoniecznie będą w stanie się z nim zmierzyć. – Bardziej boję się o osoby bliskie, niż siebie. Sama mam silny organizm i jestem zdrowa. Z tego co słyszałam, powikłania po wirusie, są również ciężkie. Można przejść go bez większych problemów, tylko z podwyższoną temperaturą, ale potem w płucach coś zostaje. Musimy o siebie dbać – mówi Alicja Tchórz.

Z drugiej strony, o ile spora liczba ludzi może pozwolić sobie na rzadsze wychodzenie z domu i unikanie zbiorowisk, to sportowcy nieprzerwanie dbają o formę. A to łączy się z regularnymi wyjściami na trening, wyjazdami i po prostu ciągłym byciem w ruchu. Bartnik: – Według mnie w mojej rodzinie najbardziej zagrożony zarażeniem jestem ja. W końcu cały czas się przemieszczam. Co do osób starszych… przyznam, że staram się nie wprowadzać elementu paniki i dodatkowego stresu do swojego życia, ponieważ i tak każdy z nas ma czym się zająć. Nie do końca mamy na to wpływ. Możemy zrobić wszystko prawidłowo, a potem i tak dojdzie do infekcji.

Jeszcze inny problem dotyka Mateusza Rudyka: – Tak naprawdę boję się o wszystkich. Zarówno moją rodzinę, jak i kolegów z kadry, z którymi cały czas przebywam na zgrupowaniu. Ale o siebie też, szczególnie ze względu na to, że jestem akurat cukrzykiem i mam większe ryzyko zachorowania.

Śliwka: – Odwołanie igrzysk byłoby ogromnym dramatem dla całego świata sportu. Zdajemy sobie jednak sprawę, że bezpieczeństwo to sprawa najważniejsza i rozumiemy wszystkie decyzje oraz prewencje przed rozprzestrzenianiem się wirusa. W niektórych państwach jest to już teraz niezwykle poważny temat.

I jak widzimy, również w Polsce wydarzenia nabierają niepokojących rozmiarów. Na igrzyska olimpijskie czekamy długie cztery lata. Być może będziemy musieli poczekać kilka miesięcy dłużej, czy też rok. Nie zabierajmy sobie jednak nadziei. Marzec i lipiec dzieli sporo czasu. Jeśli w kraju, który stanowił pierwotne ognisko problemu, udaje się zapanować nad zagrożeniem, Tokio oraz reszta świata również są w stanie sobie z nim poradzić. Bądźmy optymistami.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez