Bez niespodzianek. Świątek gra dalej, Linette odpada z Roland Garros

Bez niespodzianek. Świątek gra dalej, Linette odpada z Roland Garros

Tegoroczny Roland Garros zaskakuje wynikami. Faworytki padają jedna po drugiej. Oglądamy albo objawienia, albo niespodziewane odrodzenia niektórych zawodniczek. Ale dziś w dwóch meczach Polek było w miarę normalnie. Na szczęście dla Igi Świątek, która – choć z małymi problemami – wygrała swój mecz i na nieszczęście dla Magdy Linette, która odpadła z turnieju.

Rywalką Świątek dziś była Anett Kontaveit. Solidna Estonka, ale na pewno nie należąca do tych zawodniczek, których można by się obawiać. Dodatkowo, ona akurat w tym turnieju nie miała żadnego dużego nazwiska na rozkładzie, pokonując w pierwszej rundzie Viktoriję Golubić a w drugiej Kristinę Mladenovic. Siłą rzeczy nasza zawodniczka miała stanowić dla niej najpoważniejszą przeszkodę.

– Na Roland Garros jest prawdziwa masakra wielkich nazwisk. Wszystkie duże postaci typu Muguruza, Kvitova, Osaka, Barty… Moglibyśmy wymieniać i wymieniać. Z dziesięciu największych nazwisk w tenisie kobiet, większość odpadła w I albo II rundzie, kilka się wycofało. Kontaveit może być groźna. Nie wygra się z nią pewnie do zera, będzie walczyć, ruszać się znacznie bardziej niż Pliskova w Rzymie – powiedział przed meczem Wojciech Fibak.

Anett Kontaveit dobrze zaczęła i szybko przełamała Igę, po chwili potwierdzając to we własnym gemie serwisowym. Było 0:2, a to Świątek w tym turnieju na razie się nie zdarzało – w poprzednich dwóch meczach to ona wchodziła z drzwiami, pokazując rywalkom, czemu broni tytułu. Dziś jednak Estonka grała świetnie, w pewnym momencie zaczęliśmy się nawet zastanawiać, jak długo będzie w stanie utrzymać ten poziom. Odpowiedź dostaliśmy szybko – wprawdzie Kontaveit nadal grała dobrze, ale mecz się wyrównał.

Wrócił serwis Polki. Kilka razy popisała się ładnymi, technicznymi uderzeniami. Coraz lepiej czytała grę rywalki. Ale Estonka zajmująca trzydziestą pierwszą pozycję w rankingu WTA również mogła imponować. Grała bardzo agresywnie, odważnie i bynajmniej nie przestraszyła się naszej faworytki. Przez to gra była szybka ale dość szarpana. Pierwsza, długa wymiana miała miejsce dopiero w ósmym gemie, przy stanie 30-15 dla Kontaveit. Ta wymiana była ważna pod względem psychologicznym, a wygrała ją Polka, która następnie przełamała rywalkę. Mimo wszystko był to bardzo ciężki set dla Igi, która wygrała go dopiero 7:4 w tie-breaku.

I kiedy nastawialiśmy się na kolejny zacięty set, Świątek weszła w swój beast-mode. Pewnie, być może doszło również do tego, czego się spodziewaliśmy. Po pierwsze, Estonka drugi raz nie mogła zagrać aż tak dobrze. A po drugie, wyszła wyraźnie podłamana. Skoro dała z siebie wszystko, a i tak nie wystarczyło to na Polkę, to co więcej mogła zrobić?

Iga bezlitośnie to wykorzystywała. Z całym szacunkiem dla Estonki – zwłaszcza za pierwszy set – ale na drugą część spotkania równie dobrze mogłaby nie wyjść i skończyłoby się tak samo. Czyli 6:0 dla naszej zawodniczki. Tym samym Świątek wygrywa trzeci mecz w tegorocznym Roland Garros. Ogółem to jej dziesiąte z rzędu zwycięstwo w tym turnieju. Wszystkie odniosła bez straty choćby seta. Choć dziś było naprawdę blisko.

W jednej ósmej finału czeka na nią Marta Kostiuk – osiemnastoletnia Ukrainka, która w pierwszej rundzie sprawiła niespodziankę pokonując Garbine Muguruzę. Ale – że pozwolimy sobie wybiec dalej w przyszłość – Iga ma naprawdę świetną drabinkę i jest w stanie powtórzyć swój sukces sprzed roku.

Boję się Kostiuk, jest młoda, nie ma nic do stracenia. A tak poza tym Iga ma otwartą drabinkę. To turniej wielkoszlemowy, a Sakkari czy Mertens w ćwierćfinale to wręcz byłoby marzenie. Czuję, że Sakkari będzie tam opcjonalną rywalką Igi. To jest losowanie marzenie! To Roland Garros układa się dla Świątek podobnie jak w zeszłym roku – mówi Wojciech Fibak.

Linette odpada z podniesioną głową

Dzisiaj swój mecz rozgrywała też Magda Linette. Polka w 3. rundzie French Open trafiła na Ons Jabeur, zawodniczkę, która na kortach ceglanych czuje się naprawdę nieźle (rok temu doszła do 1/8 Roland Garros, w kwietniu zameldowała się w finale turnieju WTA w Charleston). Wierzyliśmy jednak w zwycięstwo naszej tenisistki – w poprzednich rundach w końcu potwierdzała wysoką formę, wygrała nawet z Ashleigh Barty, jedynką światowego rankingu. Co prawda tamten mecz zakończył się kreczem, ale Magda zdążyła zaprezentować w nim znakomity tenis.

W pojedynku z Tunezyjką początkowo również nie próżnowała. Grała agresywnie, nie trzymała się linii końcowej, stawiając czasem na wyjątkowo kreatywne rozwiązania. Rywalka co prawda odpowiadała tym samym, ale w połowie seta to Polka przejęła inicjatywę. I choć przy stanie 3:5 Jabeur była bliska przełamania, nie zdołała go uzyskać. To oznaczało jedno – partia trafiła w ręce Magdy.

Tego, co stało się później, nie dało się przewidzieć. Polska tenisistka po prostu… zgasła. Absolutnie nie była w stanie przeciwstawić się rywalce. Doszło nawet do sytuacji, w której z piętnastu kolejnych wymian, czternaście zgarniała Jabeur. Drugiego seta wygrała do zera. W kolejnym było blisko powtórki z rozrywki, ale na szczęście Linette zdołała się przebudzić i przy stanie 0:5 w gemach wygrać własne podanie. Jak się okazało – więcej w tym meczu już nie zawojowała.

Pojedynek zakończył się wynikiem 3:6, 6:0, 6:1 dla Ons Jabeur. Wielka szkoda, bo przecież możliwy (choć trudny do zrealizowania) był scenariusz, w którym zobaczylibyśmy polski półfinał. Drabinka układała się bowiem tak, że Świątek i Linette miały szansę się ze sobą w tej fazie turnieju spotkać. Cóż, Iga gra dalej, Magda niestety nie.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez