Bez emocji w hitowym starciu. Polscy siatkarze zdominowali USA!

Bez emocji w hitowym starciu. Polscy siatkarze zdominowali USA!

U polskich siatkarzy po staremu – jeśli akurat po drugiej stronie siatki nie stoją Słoweńcy, to nie ma czego się bać. Reprezentacja Vitala Heynena odprawiła kolejną ekipę z światowego topu. Tym razem padło na Amerykanów. Brązowi medaliści igrzysk w Rio de Janeiro postawili się naszym siatkarzom wyłącznie w drugim secie – ale i tak go nie wygrali. A w pozostałych dostali klasyczny łomot. Po pięciu meczach Ligi Narodów Biało-Czerwoni mają na koncie cztery zwycięstwa. 

Kolejne starcie w Lidze Narodów, kolejna okazja do eksperymentów ze składem – mógłby powiedzieć Vital Heynen. Szkoleniowiec reprezentacji Polski po raz kolejny zaserwował nam mieszankę zawodników podstawowych z drugoplanowymi. W pierwszej szóstce na ataku wyszedł Bartosz Kurek, blok mieli trzymać Jakub Kochanowski oraz Mateusz Bieniek, za rozegranie odpowiadał Grzegorz Łomacz, a przyjęcie zagrywki zostało powierzone Bartoszowi Bednorzowi, Olkowi Śliwce oraz Damianowi Wojtaszkowi.

Tymczasem Amerykanie wytoczyli ciężkie działa. Po raz pierwszy w tegorocznej Lidze Narodów na parkiet wyszedł Matthew Anderson, którego przedstawiać nikomu nie trzeba. Stawka spotkania była zatem stosunkowo wysoka. Stosunkowo, bo obie drużyny mają w głowie igrzyska, i to, że mogą podczas nich na siebie trafić. Zresztą – musimy pamiętać, że amerykańscy siatkarze nigdy nie są tak zmotywowani, jak podczas olimpijskiej imprezy. Świadczą o tym wyniki z ostatnich parunastu lat. No i zauważmy, że w USA trudno mniej popularnym dyscyplinom przebić się do “mainstreamu” w inny sposób, niż osiągając sukces na IO.

Spodziewaliśmy się zatem ostrożnego badania przeciwnika, nie morderczej walki o zwycięstwo – i mówimy tu zarówno o Polsce, jak i Stanach. Choć to nie znaczy, że nikt nie chciał wygrać. Wręcz przeciwnie. W końcu wygrana mogła pomóc zbudować przewagą psychiczną przed kolejnymi starciami, w tym ewentualnym podczas najważniejszej imprezy czterolecia (w tym przypadku raczej pięciolecia).

No dobra, ale przejdźmy do wydarzeń na parkiecie. Polacy – wręcz zaskakująco – łatwo zgarnęli pierwszego seta. Kontrolowali grę od początku do końca. Świetnie grał Kurek, na polu serwisowym błyszczał Bednorz, a Łomacz nie miał problemów ze znajdowaniem punktowych rozwiązań w ataku. Generalnie – Amerykanie nie stanowili dla nas żadnego zagrożenia, dlatego jasne stało się, że będą próbowali coś zmienić. I tak w drugiej partii postawili na mocniejszą zagrywkę.

Żaden festiwal asów nie miał jednak miejsca, bo amerykańskie bomby przeplatały się z piłkami posyłanymi w aut albo siatkę. Nie zmieniało to jednak faktu, że zespół USA faktycznie zaczął grać lepiej – w dużej mierze za sprawą aktywnego, skutecznego bloku. Ale Biało-Czerwoni nie dawali oczywiście za wygraną. Po zaciętej walce wszystko miało rozstrzygnąć się w końcówce. Przy stanie 26:25 trener Heynen wprowadził na boisku nawet Wilfredo Leona, specjalnie na zagrywkę. Niestety polskiemu przyjmującemu nie udało się zakończyć partii – Anderson popisał się świetnym przyjęciem, a po chwili zanotował skuteczny atak.

Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Po chwili Polacy, wykorzystując pewne błędy w szeregach rywali, wygrali seta 28:26. To sprawiło, że z Amerykanów absolutnie zeszło powietrze. Możemy śmiało powiedzieć, że nie wierzyli w cudowne odwrócenie losów spotkania. Kompletnie się rozsypali. Naszym siatkarzom pozostało zatem zamknąć spotkanie. Nie mieli z tym problemów – ostatnią partię wygrali 25:17.

Polska – Stany Zjednoczone (25:17, 28:26, 25:17)

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez