Benjamin Toniutti i jego “veni, vidi, vici”

Benjamin Toniutti i jego “veni, vidi, vici”

Choć wciąż czekamy na oficjalne komunikaty klubów Benjamin Toniutti nie będzie w przyszłym sezonie zawodnikiem Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle. W barwach tego zespołu grał przez sześć lat, odnosząc wiele sukcesów, a w miniony weekend ten najważniejszy triumf w Lidze Mistrzów. Można się kłócić, gdzie stoi w hierarchii czołowych rozgrywających globu, ale jedno jest pewne: to w lwiej części dzięki niemu polska ekipa okazała się najlepsza w Europie.

Z tej okazji przypominamy karierę filigranowego siatkarza, pytamy ekspertów o to, co czyni go wyjątkowym, a także zastanawiamy się czy jest życie po Francuzie w ZAKSIE?

Przez sześć lat na parkietach PlusLigi (w barwach kędzierzynian, bo przejdzie do Jastrzębskiego Węgla) zrobił wszystko, czego można było od niego oczekiwać, a nawet więcej. I to mimo tego, że kiedy w 2015 roku podpisał kontrakt z ZAKSĄ, każdy wiedział, że to siatkarz z wielkim potencjałem. Był w końcu świeżo upieczonym mistrzem Europy oraz triumfatorem Ligi Światowej z reprezentacją. Przy okazji w drugich rozgrywkach został też uznany za najlepszego rozgrywającego turnieju.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że przyjście Toniuttiego do ekipy z Kędzierzyna-Koźla ustawiło ligę na wiele lat. – Myślę, że warto wspomnieć o dwóch transferach. Właśnie Toniutti oraz Paweł Zatorski. To był kręgosłup tej drużyny, który teraz ZAKSA traci – mówi nam Daniel Pliński, wielokrotny reprezentant Polski, który miał okazję grać przeciwko Francuzowi.

*****

Choć zdarza się nam o tym zapomnieć, Toniutti trafił do ZAKSY “w pakiecie” z innym Francuzem – Kevinem Tille. Ten również zrobił w Kędzierzynie niezłą karierę. Wraz z kolegą z reprezentacji znacząco przyczynił się do tego, że klub, który odstawał nieco od najlepszych w Polsce (brak medali w 2014 i 2015 roku), znalazł się na szczycie PlusLigi. I to dwukrotnie – bo ekipa prowadzona przez Ferdinando De Giorgiego kończyła sezon ze złotem w 2016 i 2017 roku.

Co ciekawe – Francuzi generalnie w szeregach kędzierzynian odnajdywali się nieźle. Jeszcze przed Toniuttim i Tille ich barwy reprezentowali Antonin Rouzier, a także postać, nie ma co ukrywać, mocno związana z Polską – czyli Guillaume Samica. To oczywiście siatkarze godni zapamiętania, ale tak naprawdę ze wszystkich Francuzów, ba, ze wszystkich obcokrajowców w niedawnej historii PlusLigi Toniutti błyszczał prawdopodobnie najjaśniej.

W plebiscycie Polskiej Ligi Siatkówki na drużynę 20-lecia więcej głosów od niego – jeśli chodzi o pozycję rozgrywającego – otrzymał tylko Paweł Zagumny, którego przewaga leżała w samej liczbie występów na polskich parkietach. Jeszcze większe uznanie Toniutti miał w oczach CEV (Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej), które wyróżniło go jako najlepszego rozgrywającego ubiegłej dekady.

Takie tytuły oczywiście mówią same za siebie. Rozbijając jednak postać francuskiego rozgrywającego na czynniki pierwsze: co czyni go tak dobrym, w tym co robi? Odpowiada Daniel Pliński: – To bardzo trudny rozgrywający do czytania. Nie ułatwia sobie zadania, gra pod drużynę, szuka najlepszych opcji. Wielu rozgrywających wystawia tam, gdzie im pasuje. A Toniutti tak nie robi – dlatego tak trudno się przeciwko niemu gra. Dlatego jest uważany za najlepszego zawodnika na swojej pozycji w naszej lidze. Na świecie znalazłbym może paru równie kreatywnych rozgrywających co on – Micah Christenson, Bruno Rezende… Toniutti na pewno znalazłby się w najlepszej piątce w tym elemencie.

Nie bez znaczenia jest też to, jak przy Francuzie rozkwitały talenty jego kolegów z zespołu. – Wielu, wielu środkowych, którzy dzielili z nim parkiet, twierdzą, że gra najlepiej w pierwsze tempo w Europie czy nawet na świecie. Pełno zawodników bardzo się przy nim rozwinęło, jak Olek Śliwka, Kamil Semeniuk. Weszli na wyższy poziom. To też zasługa Toniuttiego – dodaje Pliński.

*****

Z racji, że opisujemy Francuza w samych superlatywach, nietrudno odnieść wrażenia, że kariera tego zawodnika to wyłącznie passa sukcesów. To jednak nie do końca prawda. Pierwsze triumfy klubowe Toniuttiego przyszły dopiero wraz z podpisaniem kontraktu z ZAKSĄ. Wcześniej w barwach francuskiego Arago de Sète (2009-2013) kończył sezon najwyżej na trzecim miejscu. Następnie miał epizod we włoskim Robur Rawenna, skąd w 2014 roku “przechwycił” go Zenit Kazań.

Wydawało się, że Toniutti wreszcie będzie miał okazję do kierowania grą naprawdę mocnej ekipy, ba, w tamtym momencie aspirującej do miana najmocniejszej na świecie. Do gry weszły jednak… problemy formalne. Otóż francuski siatkarz został już zgłoszony do europejskich rozgrywek przez swojego poprzedniego pracodawcę, przez co CEV nie chciało dopuścić go do gry w Lidze Mistrzów jako zawodnika Zenitu. Rosyjski mocarz nie mógł pozwolić sobie na trzymanie obcokrajowca w składzie tylko na krajowe zmagania, dlatego kontrakt został rozwiązany.

Miało to miejsce w końcówce 2014 roku. Toniutti pewnie nie mógł wtedy spodziewać się, że za rogiem czekają go wielkie sukcesy. Ale tak faktycznie się stało: reprezentacja Francji zaliczyła niesamowity następny sezon, podczas którego – jak wspominaliśmy – sięgnęła po dwa trofea. A jeśli chodzi o karierę klubową – Benjamin znalazł zatrudnienie w VfB Friedrichshafen, z którym zdobył mistrzostwo Niemiec. Kiedy zatem trafił do ZAKSY, miał pełne prawo, aby czuć się gwiazdą.

I tu dochodzimy do kluczowej sprawy – Toniutti wcale nie odfrunął. Tylko cały czas chciał się rozwijać. – Jego najważniejszym atutem jest pracowitość – zauważa w rozmowie z nami Grzegorz Wagner, trener reprezentacji Polski kadetek, który w czasach zawodniczych też pełnił funkcję rozgrywającego. – W ZAKSIE trafił na dwóch znakomitych trenerów w postaci De Giorgiego i Grbicia, przy których się naprawdę rozwinął. Bardzo ciężko trenował. Kiedy zresztą Włoch objął zespół z Kędzierzyna, aż nudne zaczęło się robić, że Francuz w prawie każdym meczu dostawał nagrodę MVP.

– Jest jedna bardzo ważna rzecz: ten facet przede wszystkim sam się uczy, sam się kształci – kontynuuje Wagner. – Po każdym meczu współpracował ze statystykiem, który opracowywał mu charakterystykę jego występów – tego jak grał na początku meczu, jak grał końcówki. On to wszystko chłonął, trening zaczynał od kompletnie innej kombinacji wystaw. Akurat doskonale o tym wiem, bo mój syn kilka lat pracował w ZAKSIE właśnie jako statystyk.

Nie ma wątpliwości, że duet Toniutti-Grbić rozumiał się doskonale. Według Grzegorza Wagnera to właśnie pod okiem tego szkoleniowca Francuz uzyskał swoją najlepszą formę. – Za czasów, kiedy ZAKSĘ prowadził De Giorgi, czasami go jeszcze ponosiło. Próbował zagrań jedną ręką, grał krótką dołem i tak dalej. Natomiast w tym ostatnim roku z Grbiciem, pokazał już pełną efektywność. Zresztą skąd wziął się ten sukces ZAKSY? Myślę, że tam nie było przypadku – Toniutti podporządkował się zespołowi, świetnie dogadywał się z Semeniukiem, Kaczmarkiem, Śliwką. Oni się wszyscy uzupełniali. 

*****

Jeśli niedzielny fan sportu włączy akurat transmisję meczu siatkarskiego i zwróci uwagę na Toniuttiego, zapewne nie będzie pod wrażeniem. Francuz nie należy do rosłych siatkarzy, ani też specjalnie masywnych – mierzy zaledwie 183 centymetry, nie dysponuje w związku z tym potężnym serwisem, choć jego flot może sprawiać problemy nawet najlepszym zespołom.

Według Daniela Plińskiego, warunki fizyczne francuskiego zawodnika nigdy nie były jednak problemem: – Myślę, że wzrost nie ma większego znaczenia. W wielu klubach występują zawodnicy niewiele wyżsi czy nawet niżsi od niego. Kwestia ustawienia obrony, podwojenia w obronie, szósta strefa delikatnie przesuwa się w prawą stronę – i wtedy można nadrobić jego niedoskonałość w bloku. Trzeba jednak przyznać, że przeciwni rozgrywający starają się grać przez jego strefę. Środkowi dochodzą wtedy do Toniuttiego i idą w ciemno. Ale nie twierdzę, żeby była to jakaś wielka dziura.

W tym wszystkim nietrudno zatem zauważyć, że zespół z Kędzierzyna traci absolutnie wyjątkowego zawodnika. Zawodnika, który rósł w ZAKSIE, a ZAKSA rosła razem z nim. I zawodnika, który – mimo pozorów – wcale nie ma żadnych sporych słabości. Przejdźmy zatem do zasadniczego pytania – jak świeżo upieczony triumfator Ligi Mistrzów poradzi sobie bez niego?

– Na pewno w Kędzierzynie będzie go brakowaćmówił nam Ireneusz Kłos, były rozgrywający i wielokrotny reprezentant Polski. – Przez te parę lat stworzył wokół siebie – powiedzmy – charakterystykę grania. Jego następca będzie miał zagwozdkę. Czy przyjąć reguły rozgrywania Toniuttiego, czy wymyślić nowy styl w ataku zespołu? 

Następcą Francuza ma być Marcin Janusz, z którym Trefl Gdańsk zdążył się już pożegnać. – Na nowym rozgrywającym ZAKSY będą ciążyły sukcesy z zeszłego roku, a przecież nie będzie ich łatwo powtórzyć. Może mieć zatem w głowie to, że jego zespół rok temu był strasznie mocny. Pewne jest, że będzie musiał dostosować się do zawodników, których ma. Śliwka, Semeniuk, Kaczmarek lubią grać szybko. Ten rozgrywający potrafi grać szybko, ale jego najlepszą bronią jest odbicie do tyłu. Być może bardziej obciążony będzie więc atakujący – uważa Pliński.

Grzegorz Wagner z kolei jest zdania, że ZAKSĘ mogą czekać spore zmiany. – Toniutti to jest Toniutti. Każdy rozgrywający jest inny. Wydaje mi się, że ZAKSA musi teraz podążyć nową drogą. Czy Marcin Janusz to wykorzysta? Nie wydaje mi się, żeby naśladowanie kogoś przyniosło jakiś efekt.

Jeszcze na inną rzecz w rozmowie z nami zwracał uwagę Ryszard Bosek, mistrz olimpijski z Montrealu. – Nigdy nie wierzę w mówienie, że jakiś zawodnik jest niezbędny, albo nie da się go zastąpić. Zawodnik jest częścią zespołu i ma dać z siebie więcej w momentach, kiedy może to zrobić. Zawsze jeden przyjmuje, drugi wystawia, trzeci atakuje, niektórzy blokują. Wiadomo, że indywidualności w poszczególnych meczach przeważają. Ale to nie tak, że bez Toniuttiego nie da się wygrywać.

W sytuacji, w której zespół traci rozgrywającego na poziomie Francuza, posypać może się wszystko. Albo i nic, bo przecież skreślanie Janusza, stosunkowo młodego zawodnika, który wciąż robi postępy, też nie powinno mieć miejsca. Tak naprawdę to, jak kędzierzynianie poradzą sobie bez swojej gwiazdy, zweryfikuje dopiero boisko. Choć nie bez znaczenia może być fakt, że w związku z nieobecnością Pawła Zatorskiego, nowy zawodnik ZAKSY będzie miał zwyczajnie trudniejszą robotę niż Toniutti.

*****

Cieszyć może się za to Jastrzębski Węgiel, który pozyskał najlepszego “wystawiacza” w PlusLidze. Władze klubu liczyły oczywiście, iż ten pozwoli im wreszcie sięgnąć po mistrzostwo Polski. Ale cóż, tak się złożyło, że te trafiło w ręce Jastrzębia w minionym sezonie. Benjamin Toniutti nie trafi zatem do żadnego słabeusza, a wręcz przeciwnie. Mimo tego i tak wszyscy będą od niego oczekiwać, że pozwoli wznieść się zespołowi na jeszcze wyższy poziom.

Nie ma wątpliwości, że jego historia nie jest wciąż napisana. W październiku tego roku zostanie 32-latkiem, więc – z racji na rolę na parkiecie – powinien mieć przed sobą jeszcze sporo kariery. – Widzimy po Pawle Woickim czy Michale Masnym, że ci niżsi rozgrywający mogą grają długo. Niewykluczone więc, że Toniutti też pogra do czterdziestki. Choć to będzie zależało od niego, czy siatkówka cały czas będzie mu sprawiała frajdę – podsumowuje Pliński.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Marcin
Marcin
10 dni temu

1,83 m wzrostu to filigranowy? Serio? Ciekawe ile wzrostu ma autor tego tekstu…

Michał
Michał
9 dni temu
Odpowiedz  Marcin

Na standardy siatkarskie tak. Jeden z najniższych rogrywających w lidze (jak nie najniższy) i jeden z nielicznych, którzy z takim wzrostem grają na takim poziomie.

Marcin
Marcin
9 dni temu
Odpowiedz  Michał

Niski – ok ale filigranowy? Filigranowy to był Maradona albo Kaczyński

Jacek
Jacek
9 dni temu

Toniutti mocno przereklamowany

Aktualności

Kalendarz imprez