Barty najlepsza w Wimbledonie! Pierwsza Australijka od 41 lat, która zdobyła ten tytuł

Barty najlepsza w Wimbledonie! Pierwsza Australijka od 41 lat, która zdobyła ten tytuł

Pierwsze gemy wskazywały na to, że czeka nas krótki finał. Okazało się jednak, że Karolina Pliskova nie pozwoli Ashleigh Barty łatwo zgarnąć zwycięstwa w Wimbledonie. Po nieudanym początku finału na korcie w Londynie przebudziła się i wygrała zaciętego drugiego seta. To jednak nie wystarczyło na 25-letnią Australijkę, która potwierdziła wysoką formę w trzeciej, decydującej partii. I mogła cieszyć się z drugiego tytułu wielkoszlemowego w karierze (6:3, 6:7, 6:3).

Czy finał Wimbledonu kobiet bez Igi Świątek również miał prawo nas interesować? Jak najbardziej. Szczególnie że do decydującego meczu turnieju w Londynie nie dotarły żadne nowicjuszki. Ashleigh Barty to jedynka światowego rankingu i choć nie cieszy się taką renomą jak Naomi Osaka, a w swojej karierze zaskakująco niewiele razy zachodziła daleko w wielkoszlemowych zawodach, to grać w tenisa potrafi. Podobnie jak Karolina Pliskova, która chciała dzisiaj – wreszcie – dopisać do swojego CV najcenniejszy z najcenniejszych triumfów.

Czeszka to naprawdę nieoczywista tenisistka. Z jednej strony – w przeszłości również była na szczycie światowego rankingu. Niedawno stała się nawet 28. zawodniczką w historii, która meldowała się w półfinałach wszystkich turniejów wielkoszlemowych. Ale właśnie – nigdy nie zdołała zgarnąć pełnej puli. Co ciekawe, sezon 2021 dla Pliskovej nie jest jakiś specjalnie rewelacyjny. Była w finale turnieju WTA w Rzymie, ale gładko przegrała wówczas z Igą Świątek, ba, została wręcz zmiażdżona. Dzisiaj oczywiście chciała zrobić wszystko, aby nie doszło do powtórki z rozrywki.

Co do Barty – ona w ciągu ostatnich dwóch lat zmagała się z różnymi problemami. Przede wszystkim – kontuzjami. To właśnie uraz przeszkadzał jej w starciu z Magdą Linette w niedawnym Roland Garros, kiedy Polka pokonała faworyzowaną rywalkę. Australijka ucierpiała też z powodu pandemii. Między innymi ze względu na kwestie bezpieczeństwa zrezygnowała w 2020 roku ze startów we French Open oraz US Open.

Trzeba jednak przyznać, że kiedy Barty już grała, to zazwyczaj robiła to znakomicie. W samym 2021 roku wygrywała turnieje Stuttgarcie, Miami i Melbourne, była też w finale zawodów w Madrycie. Nie dało się ukryć, że dzisiaj to ona musiała uchodzić za faworytkę do zwycięstwa.

Walka, którą trudno było przewidzieć

Początek finału zdawał się potwierdzać te przypuszczenia. Barty czuła się na korcie pewnie, robiła swoje, kiedy Pliskova… miała problemem z wygraniem jakiejkolwiek wymiany. Zanim się obejrzeliśmy, Australijka prowadziła już 3:0 w gemach (wszystkie do zera!). Potem Czeszka nieco się przebudziła, ale nie na tyle, aby nie dać się przełamać. Wszystko zatem wskazywało na to, że jej rywalka błyskawicznie zgarnie pierwszą partię.

Barty jednak niespodziewanie obniżyła poziom swojej gry. Popełniła parę błędów, które pozwoliły Pliskovej wrócić do gry. Miała jednak na tyle potężną przewagę, że seta i tak wygrała. Choć po drodze straciła trzy gemy, w tym dwa przy własnych podaniach.

Było jednak jasne, że Pliskova już zaczyna coś grać. W drugiej partii decydowała się na znacznie agresywniejsze uderzenia, często spychała Australijkę do defensywy, “rzucała” nią po korcie. Nie było już mowy o dominacji ze strony liderki światowego rankingu. Mecz stał się niezwykle wyrównany. Ale nagle doszło do sytuacji, która wydawała się przełomowym punktem finału.

Otóż przy stanie 5:5 Czeszka mogła łatwo wygrać swoje podanie, ale… zepsuła wolej przy pustej siatce. Inaczej mówiąc: zlekceważyła sytuację, w jakiej się znalazła i popełniła prosty błąd. To mogło się na niej zemścić. I zemściło. Bo Barty w kolejnych wymianach wrzuciła wyższy bieg i wywalczyła przełamanie. Prowadziła 6:5 w gemach i do wielkiego sukcesu brakowało jej zatem zaledwie czterech punktów.

Jak się jednak okazało – Australijka nie wytrzymała perspektywy serwowania po tytuł. I sama straciła serwis, niemalże z własnej winy, bo psuła uderzenia, a także popełniła podwójny błąd. To oznaczało, że czekał nas tie-break. W nim szczęście uśmiechnęło się do Pliskovej. Jedna z posłanych przez nią piłek wylądowała na siatce, ale… jakimś cudem przeturlała się na drugą stronę. To rozproszyło Barty i napędziło Czeszkę, która wygrała decydującego gema i doprowadziła do remisu w setach.

Trzecia partia należała już jednak do Barty, która szybko przełamała rywalkę. I po wygraniu także dwóch gemów przy własnym podaniu prowadziła 3:0. Pliskova co prawda się nie posypała, walczyła do końca, ale nie była w stanie odrobić strat. To jedno przełamanie wystarczyło Barty. Wygrała decydującego seta 6:3. I po raz drugi w karierze została mistrzynią wielkoszlemową.

Na koniec ciekawostka. Kiedy miał miejsce ostatni przypadek, w którym singlowy tytuł w Wimbledonie kobiet trafił w ręce zawodniczki z Australii? W 1980 roku, bo wówczas triumfowała Evonne Goolagong. Oj, Ipswich, z którego pochodzi Barty, dzisiaj nie zaśnie.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez