Azerki ograne. Siatkarkom zostały dwa kroki do igrzysk

Azerki ograne. Siatkarkom zostały dwa kroki do igrzysk

Że mamy awans do półfinału, wiedzieliśmy jeszcze przed spotkaniem z Azerbejdżanem. Dzisiejszy mecz decydował tylko o układzie w grupie. Polki wygrały go bez problemów 3:0, a to oznacza, że w półfinale zagrają z Turcją. To spotkanie z kolei już jutro. I oby był to rewanż za porażkę z mistrzostw Europy.

Z Azerkami Polki grały też niedawno w trakcie przygotowań w Spale. Tam dwukrotnie wygrały. Dziś dołożyły trzecie zwycięstwo i, jak twierdzi Joanna Wołosz, ten mecz niczym nie różnił się od rozegranych wcześniej sparingów. Zresztą trudno się dziwić. U naszych rywalek w pierwszej szóstce nie wystąpiła nawet najlepsza z ich siatkarek Polina Rahimowa, która zresztą ogłosiła, że to spotkanie będzie ostatnim w jej reprezentacyjnej karierze.

Miło wspominać go nie będzie. Owszem, Azerki miały momenty niezłej gry, ale na przestrzeni całego meczu nie były w stanie poradzić sobie z polskim zespołem. Dodajmy, że polskim zespołem, który zresztą nie grał w najmocniejszym zestawieniu. Już w wyjściowym składzie Jacek Nawrocki dokonał dwóch zmian. Na środku zadebiutowała Anna Stencel, a do szóstki weszła też Natalia Mędrzyk. Ta pierwsza ma sporo powodów do radości, dziś bowiem była jedną z najbardziej chwalonych zawodniczek w naszej ekipie. Zresztą zasłużenie, bo regularnie bombardowała parkiet po drugiej stronie siatki świetnymi atakami, a do tego dokładała bardzo dobry serwis. Gdyby każda debiutantka tak grała, Jackowi Nawrockiemu radzilibyśmy, by we wszystkich meczach wprowadzał na parkiet choć jedną.

Dziś zresztą szansę dostało wiele zawodniczek z drugiego szeregu. Wystąpiła Monika Jagła, pokazała się Zuzanna Górecka, pograła też Monika Fedusio. Bo to był właśnie taki mecz, by przetestować ustawienia i rozwiązania, które mogą zaprocentować w przyszłości. Nawet tej najbliższej, choćby jutro w trakcie meczu z Turcją. O tym mówiła Malwina Smarzek-Godek, że dobrze zawodniczkom z pierwszej szóstki wiedzieć, że w razie czego mają zmienniczki, które są w stanie tę grę pociągnąć, gdy ich koleżankom nie idzie najlepiej.

A skoro o meczu z Turcją, to zostawmy już to starcie z Azerkami i pogadajmy o półfinale. Wiele osób sugerowało, że warto byłoby dzisiejszy mecz odpuścić, by jutro zmierzyć się z nie z Turczynkami, a Niemkami. I faktycznie, takie zdanie da się zrozumieć. Bilans meczów z tymi pierwszymi za Jacka Nawrockiego u sterów kadry to 1:5. Z Niemkami? 5:0. Zresztą nawet na mistrzostwach Europy milej możemy wspominać mecz z kadrą naszych sąsiadów. To właśnie Niemcy stanęły nam na drodze w ćwierćfinale i po tie-breaku udało się to spotkanie wygrać. Z Turcją za to polegliśmy w półfinale. Ale kiedy pokonywać takie rywalki, jak nie na turnieju, na którym ewidentnie jest się w formie?

– Kalkulacje w takich turniejach nie mają znaczenia. Historia pokazała już, że coś takiego potrafi się mścić, same tego doświadczałyśmy – mówiła na antenie TVP już po meczu rozgrywająca naszej kadry Joanna Wołosz. – Wiedziałyśmy, że wychodzimy dziś po wygraną. Tego meczu się tak naprawdę nie dało przegrać. Musiałybyśmy chyba zagrywać lewą ręką i specjalnie psuć piłki. A tak nie można. Uważam, że bardzo dobrze podeszłyśmy do tego spotkania. Jutro wychodzimy na Turczynki, będziemy się bić o zwycięstwo. Mam nadzieję, że to okaże się skuteczne. Niemki? Grają rewelacyjny turniej. Są stabilne, to wszystko u nich “chodzi”. Mogłybyśmy z nimi przegrać. Nie ma znaczenia z kim gramy w półfinale, po prostu powalczymy o zwycięstwo. Mam nadzieję, że jutro wszystko zatrybi tak, że będziemy się cieszyły.

Sponsorem polskiej siatkówki jest PKN ORLEN.

Zresztą nadzieję daje sama forma Turcji. Ekipa, którą przed turniejem wielu uważało za faworytki do awansu do Tokio 2020, dziś w meczu z Belgią zapewniła sobie awans do półfinału dopiero w tie-breaku. Co prawda w pierwszych dwóch setach Turczynki zagrały świetnie, ale potem Belgia znalazła na nie sposób. Zresztą Belgijki trochę wskazały nam drogę. Świetnie potrafiły naruszyć swe rywalki dobrym serwisem i to tak naprawdę przyniosło im dwa wygrane sety. Uważać za to trzeba na blok Turczynek. Reprezentantki Belgii wielokrotnie się dziś na niego nadziały.

Co jeszcze będzie ważne? Sama mentalność, nastawienie naszych zawodniczek. W Ankarze Polki po prostu “padły”, nie ukrywajmy tego. Przygniotła je stawka, ale też tamtejsza atmosfera. Kilkanaście tysięcy kibiców, tumult, hałas, w którym nie słyszało się własnych myśli. W Apeldoornie mecze Turcji co prawda śledzi ponoć nawet tysiąc fanów, ale to jednak nie ten sam poziom. A, jak podkreślają same zawodniczki, Turczynki na wyjeździe nie są już tak groźne.

– Myślę, że przed takim meczem jak z Turcją ważne jest to, by dzień wcześniej zagrać mecz, wygrać 3:0 i nabrać pewności siebie. […] To bardzo istotne, że Turcja nie gra u siebie. Ma jakichś swoich kibiców, ale my też przecież swoich mamy. Na pewno nie będzie to taka turecka atmosfera jak w Ankarze. Dziś pokazały próbkę swoich możliwości, ale potem było gorzej i wydaje się, że to nie ta Turcja co na mistrzostwach Europy. Wydaje mi się, że jest bardziej do ogrania tu niż w Ankarze – mówiła TVP Malwina Smarzek-Godek.

Optymistycznie nastawiony do jutrzejszego spotkania był też Jacek Nawrocki, który podkreślał, że wszystko jest tu sprawą otwartą. Więc i my liczymy, że Polki wykonają w sobotę o 20:45 przedostatni krok na drodze do upragnionych igrzysk olimpijskich. Że je na to stać, doskonale wiemy. Mamy przecież tak znakomite zawodniczki jak Joanna Wołosz, Malwina Smarzek-Godek czy Magda Stysiak. Pora, by udowodniły, że polska kobieca siatkówka wróciła do europejskiej czołówki.

Polska – Azerbejdżan 3:0
(25:19, 25:19, 25:23)

Fot. Newspix 


Aktualności

Kalendarz imprez