Ashton Eaton i Brianne Theisen-Eaton. Kariera sportowca przemija, my nie

Ashton Eaton i Brianne Theisen-Eaton. Kariera sportowca przemija, my nie

Wszystko przychodziło mu naturalnie. Wyznaczał cele, przygotowywał się, a potem cieszył ze złotego medalu. Do czasu, kiedy nie trzeba było sięgnąć po kolejny.

Ona mu nieustannie towarzyszyła. Słuchała zresztą poleceń tego samego trenera. Też chciała wygrywać, ale zazwyczaj stawała na niższym stopniu podium.

Wieloboiści i medaliści igrzysk Ashton Eaton oraz Brianne Theisen-Eaton sportowe życie zostawili już za sobą, skończyli kariery w 2017 roku. Drogi, którą pokonali, nikt im jednak nie odbierze. Szczególnie, że przemierzali ją razem. Od samego początku.

*****

Poznali się, jak to już bywa, podczas imprezy. Choć może nie takiej, na której przelewał się alkohol. Było bowiem tak, że uniwersytet Oregon, na którym studiował Eaton, przyjął wycieczkę licealistów-sportowców. I po tradycyjnym oprowadzeniu po kampusie i innych rozgrywkach, przyszła pora na integrację.

Jakoś na siebie wtedy wpadli. Ashton, student pierwszego roku. Brianne, młodsza od niego o jedenaście miesięcy licealistka myśląca powoli o studiach. Rozmowa trwała mniej więcej piętnaście minut, choć wiadomo, że oboje nie patrzyli na zegarek. Mogli już kolejnej nie przeprowadzić, bo wcale nie wymienili się numerami telefonów. On zapewne tego żałował.

Wspominał, że nigdy mu się tak dobrze nie rozmawiało z dziewczyną. Ale cóż – potencjalna sympatia wyparowała, a życie toczyło się dalej. Ashton trenował, uczył się, a w 2007 roku miał wziąć udział w swoich pierwszych mistrzostwach panamerykańskich juniorów w lekkiej atletyce.

Reprezentacja Stanów Zjednoczonych zameldowała się w hotelu, w którym usytuowani byli też zawodnicy z innych krajów. I kiedy jednego dnia Ashton wyszedł ze swojego pokoju z zamiarem pójścia na obiad, nieopodal otworzyły się drzwi. Stanęła w nich ta dziewczyna, której niby wciąż nie znał, ale doskonale pamiętał. Ona go zresztą też.

Od słowa do słowa okazało się, że również będzie studiować na Oregon. Taką podjęła decyzję, jakże dla niego fortunną. Ale na razie nastoletni Amerykanin oraz Kanadyjka przebywali w Sao Paulo. I po każdym dniu zawodów, spotykali się, rozmawiali – wszystko podczas czasu wolnego, jaki wyznaczyli im trenerzy.

Tak, to był rok 2007. Dziesięć lat później Brianne Theisen-Eaton oraz Ashton Eaton wspólnie podjęli decyzję o zakończeniu kariery. Jako medaliści igrzysk olimpijskich.

*****

Kiedy w 1912 roku, podczas igrzysk olimpijskich w Sztokholmie, Jim Thorpe – zwycięzca zawodów dziesięcioboju – odbierał złoty krążek, król Gustaw V powiedział do niego: “To pan jest najlepszym sportowcem na świecie”.

Była to pochwała i docenienie jego osoby, ale też dyscypliny, którą uprawiał. Wielobój lekkoatletyczny nie jest dla każdego. Mówiąc prostym językiem – musisz być silny, zwinny i szybki. Bo jak inaczej będziesz w stanie łączyć – na przykład – skok o tycze z pchnięciem kulą oraz sprintem na 100 metrów?

Wieloboiści mogą szczycić się tym, że niezależnie, czy mówimy o zawodach, czy o treningach, jako pierwsi pojawią się na stadionie i jako ostatni go opuszczają. Ich starty trwają najdłużej, podobnie jak budowanie formy. Jak trochę o tym pomyślimy – nie będą nas dziwić słowa Daleya Thompsona, czołowego wieloboisty lat osiemdziesiątych, który na każdym kroku podkreślał, że jest najlepszym sportowcem globu.

Takim mianem określano też Ashtona Eatona. Choć on sam tego nie robił. Przez całą karierę uchodził bardziej za oazę spokoju, skromnego faceta, skupionego na osiąganiu kolejnych celów. Choć jego talent był naprawdę niezaprzeczalny.

Przede wszystkim: szybko się uczył. I zawsze był szybki. Bardzo szybki. Dość powiedzieć, że wykręcił najlepszy w historii czas na 400 metrów wśród wieloboistów oraz najlepszy wynik w skoku w dal. A przy tym miał na tyle masywną budowę, że nie odstawał od reszty stawki w konkurencjach rzutowych. Ale nie na tyle masywną, aby regularnie zawalać tyczkę.

W skrócie – wieloboista, sportowiec kompletny. Brianne nie mogła tego o sobie powiedzieć. Raczej nie była olbrzymim talentem, na który wszyscy zwracali uwagę, choć nadrabiała to ciężką pracą. A ambicje miała równie wysokie, co jej chłopak, a od 2013 roku mąż. Chciała wystąpić na igrzyskach olimpijskich.

To było ich marzenie, które zamierzali spełnić. Oczywiście wspólnie.

*****

Udało im się jeszcze w 2012 roku. Ashton i Brianne zakwalifikowali się na igrzyska w Londynie. Ona nie miała jeszcze żadnych większych sukcesów na koncie, choć oczywiście świetnie radziła sobie na polu uniwersyteckim. Ale na tym się kończyło. On zaś był już srebrnym medalistą seniorskich mistrzostw świata. I jednym z faworytów do złota w Wielkiej Brytanii.

Faktycznie je zdobył. Kanadyjka zajęła zaś 11. miejsce. To zjawisko powtarzało się w kolejnych latach. Sięgała po srebrne krążki mistrzostw świata na stadionie w 2013 roku oraz halowych w 2014 roku, ale jej partner nie przegrywał z nawet jedną osobą. Nie było co prawda mowy o żadnej zazdrości. Ale ludzie tacy jak Brianne, żyjący rywalizacją, nie lubią uczucia, kiedy są od kogoś gorsi. – Czasami to jest trudne – mówiła. – Ponieważ, kiedy trenujesz z najlepszym sportowcem na świecie, zawsze będziesz tym gorszym.

Sytuacje, w których wybuchał konflikt, pewnie i miały miejsce. Ale generalnie Ashton bywał nad wyraz pomocny. Kiedy wyjeżdżali na zgrupowania, łapał się na tym, że przerywał trening w swojej konkurencji, aby wykrzykiwać porady w kierunku swojej żony. – Widzę energię oraz czas, który w to wszystko wkłada. I wiem, jak wiele kosztuje zdobycie złotego medalu. Dlatego nie jestem gościem, który siedzi przy biurku i rzuca: cóż, jesteś srebrną medalistką, następnym razem pójdzie ci lepiej – podkreślał.

Przyzwyczaił się do tego, jak zawziętą osobą jest Brianne. A do tego znacznie bardziej spontaniczną, wybuchową i mniej metodyczną od niego. Jako jej życiowy partner nieustannie ją motywował, chwalił po zwycięstwach i pocieszał po porażkach. Jak tej w 2015 roku, kiedy dobijała ją wizja… kolejnego srebrnego krążka.

– Kiedy “Bri” obudziła się po pierwszym dniu zawodów i spotkaliśmy się o piątej rano na zbiórce, była cała w łzach – wspominał trener dwójki lekkoatletów Harry Marra. – Powiedziała: co jeśli wyjdę dzisiaj na stadion i się skompromituje? Odpowiedziałem: Brianne, chcesz być mistrzynią olimpijską w przyszłym roku?

Podczas tamtych mistrzostw globu przegrała z Jessicą Ennis-Hill. Już nie po raz pierwszy. Ale słowa trenera ją uspokoiły. Liczyły się kolejne igrzyska.

*****

Ten cały pościg sprawił, że ludzie się od nich oddalali. Trudno o bogate życie towarzyskie, kiedy co chwilę jesteś w rozjazdach, na treningach, a kiedy masz wolny czas, poświęcasz go na odpoczynek. – Wiem, że ludzie w innych zawodach czują się czasem podobnie, ale my naprawdę nigdzie nie wychodzimy. Nie odwiedzamy swoich rodzin. Nasi przyjaciele myślą, że jesteśmy dziwni – mówiła Brianne.

– Mam to szczęście, że jestem z Ashtonem – kontynuowała. – Bo oboje żyjemy życiem, które jest odizolowane od normalnego świata. Zdarza mi się myśleć: okej, nie tylko my jesteśmy dziwni. Utrzymujemy się wzajemnie w dobrym samopoczuciu, bo czasami zastanawiam się, co ja w ogóle ze sobą robię?

Ale tak, dopóki na horyzoncie znajdowała się impreza docelowa, drugie w ich karierze igrzyska, po prostu się do nich przygotowywali. Ashton oglądał się za plecy, bo wiedział, że rywale będą chcieli go wreszcie zdetronizować. A Brianne spoglądała na Ennis-Hill, licząc, że tym razem ją pokona.

Jak się jednak okazało – owszem, w Rio doszło do niespodzianki, ale ona nie była jej autorką. Po złoto olimpijskie sięgnęła 21-letnia Nafissatou Thiam z Belgii. Theisen-Eaton miała zaś rozczarowujący pierwszy dzień zawodów, ale ostatecznie zajęła trzecie miejsce. I – o dziwo – tym razem nie towarzyszyły jej wyłącznie negatywne emocje. Doceniła ten sukces. – Udało mi się zrobić “comeback”. Niepowodzenia nie wpłynęły na moją koncentrację czy pewność siebie. Jestem naprawdę dumna, z tego co zrobiłam. Zdobycie medalu igrzysk nie jest proste.

Ashton tymczasem szedł po swoje. Podczas pierwszego dnia rywalizacji wypracował sobie przewagę 121 punktów nad drugim Kaiem Kazmirekiem z Niemiec oraz 200 punktów nad, stanowiącym dla niego największe zagrożenie, Kevinem Meyerem. Mimo to nie ulegał ekscytacji. – Wszystko na razie poszło dobrze. Choć tak naprawdę nie zrobiłem niczego niezwykłego. Po prostu dobrze rzucałem, i jestem z tego zadowolony – mówił.

Amerykanin powoli witał się z gąską, ale Meyer nie składał broni. Francuz świetnie poradził sobie w rzucie dyskiem oraz zanotował kapitalny występ w skoku o tyczce (5,40!). A potem rzucił oszczepem na odległość 65 metrów i 4 centymetrów (o ponad 5 metrów dalej od Eatona). To oznaczało, że, przed ostatnią konkurencją, przewaga Ashtona stopniała do zaledwie 44 punktów.

Niby mało, ale jednak Amerykanin biegaczem był trochę lepszym. I trudno było się spodziewać, żeby na dystansie 1500 metrów rywal wyprzedził go o 6 sekund (bo tylu potrzebował). Stało się zresztą tak, że Eaton w tym wyścigu zajął czwarte miejsce, a Francuz siódme. I losy złotego medalu zostały oczywiście rozstrzygnięte. Wynikiem 8893 punktów Ashton wyrównał też olimpijski rekord oraz stał się trzecim dziesięcioboistą w historii, który obronił tytuł .

W tamtym momencie kariery był zatem rekordzistą igrzysk, rekordzistą globu oraz mistrzem świata i triumfatorem igrzysk. Nic więc dziwnego, że mimo zaledwie 28 lat na karku, zaczął zadawać sobie pytanie: “co dalej”?

Podobnie zresztą miała jego żona. Tylko, że oboje nie wiedzieli, że czują to samo.

*****

Brianne dała sobie czas na poolimpijski odpoczynek. Do ciężkich treningów wróciła w październiku. I już na pierwszym treningu coś ją uderzyło – To było nagłe. Poczułam w środku, że nie chcę tego dalej robić. Nie czułam odrobiony ekscytacji na myśl, że znowu trenuję – wspominała.

Wiedziała zatem, że będzie chciała odwiesić buty na kołku. Pojawił się jednak jeden problem. Ashton. Co ona mu powie? – Byłoby to przykre zostawiać go w tym sporcie, po tym, jak przez lata uprawialiśmy go razem. Nie wiedziałam, jak to będzie wyglądać. Że ja zacznę nowe życie, a on nie.

Wszystko się rozjaśniło podczas… kolacji tego samego dnia.

Ashton, który zapewne, mając na uwadze jego charakter, długo przygotowywał się do tej rozmowy, oznajmił, że ma dość. Nie chce dłużej trenować lekkiej atletyki. W tamtym momencie Brianne opadła szczęka. Była w szoku. Wiedziała co prawda, że jego emerytura się zbliża, bo wspominał parę razy o coraz mniejszej motywacji i zanikającej miłości do sportu. Ale po prostu – nigdy wcześniej o tym dłużej nie rozmawiali, nigdy wspólnie nie planowali zakończenia kariery.

Ashton po prostu wyłożył kawę na stół. Spodziewał się, że jego decyzja może jakoś wpłynąć na żonę. Ale oczywiście był zaskoczony, kiedy powiedziała mu o swoich przemyśleniach z treningu, o tym, że też nie chce dalej tego robić. Nie mogło być zatem inaczej – postanowili powiedzieć “stop” w tym samym momencie.

Był 3 stycznia 2017 roku. Dzień, który zaczął się spokojnie, ale szybko przestał takim być. W ciągu kilkudziesięciu godzin amerykańsko-kanadyjska para udzieliła… trzydziestu wywiadów w rozmaitych telewizjach, na łamach gazet i radia. Postanowili, że rozwieją wszystkie wątpliwości, przedstawią swoje stanowiska, “usprawiedliwią” się swoim fanom. Stąd – przez krótki czas – wszędzie było ich pełno.

Do czasu, kiedy zniknęli. Ze stadionów, hal, sal konferencyjnych, stref mieszanych, siłowni i hoteli. – To był dosłownie pierwszy raz w naszym życiu, kiedy nikt nie mówił nam, co mamy robić. Pamiętam, że od razu po tym, jak poszłam na sportową emeryturę, wykrzyczałam: możemy robić wszystko! Wyjedźmy jutro na snowboard! Tak to się zaczęło. Potem czułam jednak mały lęk, że nie będę miała co robić na co dzień – opowiadała Brianne.

*****

Teraz jest ich trójka. Do Ashtona i Brianne doszedł Ander, który urodził się tego samego dnia miesiąca, co jego ojciec.  Jakie czeka go dzieciństwo? Być może zaskakująco mało sportowe. Bo nie zapamięta sytuacji, w których jego rodzice wracają zmęczeni z treningu. Nie będzie ich oglądał w telewizji, na kanapie u babci i dziadka. Nie. Są i będą blisko niego, pracując w całkiem zwyczajnych zawodach.

Matka to dietetyczka. Dba o jego wyżywienie, ale też o dietę wielu innych ludzi. Założyła nawet stronę internetową, na której swego czasu zamieszczała przepisy oraz porady dotyczące posiłków. Ojciec jest inżynierem produktu, znalazł posadę w Intelu. Zajmuje się tworzeniem technologii, która oblicza, analizuje i przetwarza występy oraz wyniki sportowców. Zaangażował się też w projekt Athlete365, mający na celu pomaganie olimpijczykom po zakończeniu kariery, szukanie dla nich ścieżek zawodowych.

Ashton oraz Brianne nie zapomnieli całkowicie o dawnej pasji. W 2019 roku zostali zaproszeni na lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Dausze jako ambasadorzy, i z tego zaproszenia skorzystali. Ale na plotki, że – ze względu na młody wiek – mogą jeszcze wrócić do rywalizacji, zdarzało im się wyłącznie uśmiechać.

Sport, wielobój, lekkoatletyka – to już nie jest ich życie. Choć, dopóki Amerykanin i Kanadyjka nie spotkali się po raz pierwszy, pochłaniało ich w pełni. Jak widać – priorytety się zmieniają.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez