Anita Włodarczyk wróciła, Maria Andrejczyk z rekordem Polski!

Anita Włodarczyk wróciła, Maria Andrejczyk z rekordem Polski!

Co prawda jakiś czas temu rzucała w małym mityngu na zgrupowaniu w Turcji, jednak dopiero dziś mogliśmy zobaczyć ją w akcji w poważnych zawodach. Anita Włodarczyk, dwukrotna mistrzyni olimpijska, wróciła do koła. W nieźle obsadzonej imprezie w Splicie zajęła drugie miejsce, rzucając 72.37 m. Wyprzedziła ją tylko inna Polka, Malwina Kopron (72.82).

Nagrodę za rzut dnia zgarnęła jednak nie młociarka, a oszczepniczka – Maria Andrejczyk o niemal cztery metry pobiła własny rekord Polski. Przy okazji oddała jeden z najlepszych rzutów w historii całej dyscypliny. To była demonstracja siły, której… się nie spodziewaliśmy. 

Długa przerwa

Włodarczyk nie startowała w żadnych zawodach – nie licząc wspomnianej Turcji – od 16 czerwca 2019 roku. Prawie dwa lata. To kawał czasu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jak na standardy lekkoatletyczne, to zawodniczka już wiekowa. Równocześnie jednak zawodniczki Grupy Sportowej ORLEN lekceważyć, nawet po tak długiej nieobecności, zdecydowanie nie można.

Co robiła przez te dwa lata? Sporo. Przeszła operację i proces rehabilitacji, treningi, częściowo utrudnione przez pandemię, zmieniła też trenera, rozstając się z Krzysztofem Kaliszewskim, który od 2009 roku prowadził ją do największych sukcesów. Teraz ma już nowego trenera, ale stare nadzieje – na zdobycie trzeciego złota olimpijskiego. Dzisiaj tak naprawdę rozpoczęła ostatni cykl przygotowań, już nie tylko ten związany z treningami, ale i startem na mityngach.

Jej rzuty? Niezłe, jak na maj i powrót po tak długiej nieobecności. Ale nie wybitne, na to na razie nie ma co liczyć, ciężki trening, z którego zapewne będzie powoli schodzić, na pewno nieco blokuje jej możliwości. Do tego dziś w Splicie w dalekich rzutach przeszkadzało koło. Wiemy to z tweeta Malwiny Kopron, która odnalazła się w nim najlepiej. – Koło bardzo ciężkie do wyczucia, śliskie. Cieszę się ze złota, bo wynik, jak na to co rzucałam na treningach… bardzo przeciętny – napisała druga z naszych młociarek.

Kopron osiągnęła 72 metry i 82 centymetry. To najlepsza w jej karierze inauguracja sezonu i zapowiedź tego, że może się liczyć w walce o medale w Tokio, jeśli tylko najbliższe tygodnie przyniosą poprawę jej rezultatów. Włodarczyk rzucała na porównywalnym poziomie – po jej najlepszej próbie młot poszybował na 72,37 m. Co ważniejsze – była regularna. Jedynie w pierwsza (68.58) i szósta (spalona) próby odstawały. Pozostałe zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN rzucała w punkt – mieściły się na przestrzeni metra. To istotne, bo znaczy, że wypracowała sobie już pewną podstawę, poziom, na którym rzuca w miarę daleko.

A jak już pisaliśmy – te najlepsze rzuty mają przyjść na igrzyska.

Poleeeeeeeeeeeeciał!

Rekord Polski w rzucie oszczepem kobiet wynosił do dziś 67.11 m i należał do Marii Andrejczyk. Po konkursie w Splicie aktualne jest tylko jedno z tych stwierdzeń – rekordzistką wciąż jest ta sama osoba. Odległość się jednak zmieniła. Teraz to 71.40 m. To rzut fenomenalny, jeden z najlepszych w historii. Dziesięć lat żadnej zawodniczce nie udało się posłać oszczepu tak daleko. Aż przyszła Polka, która w teorii jeszcze nie powinna być w takiej formie, rzuciła i… sama nie mogła uwierzyć, co właściwie się wydarzyło.

Nikt, nawet ona sama, nie oczekiwał takiego rezultatu. To przecież wynik ledwie o niecały metr gorszy od rekordu świata. Wiadomo, oszczep bywa loteryjny, bo wiatr potrafi ponieść go dalej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Ale to przeskok o całą epokę. Rewolucja. Co najlepsze – wychodzi na to, że nieprzypadkowa. Bo i w innych próbach Polka rzucała naprawdę daleko. Albo służy jej Split i tamtejsze warunki, albo znakomicie przepracowała zimę i w Tokio faktycznie powalczy o medal.

No bo tak: drugą próbę zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN opuściła. Mogła sobie na to pozwolić, bo prowadziła w konkursie o niemal 10 metrów! W trzeciej osiągnęła 65.24 m, a to wciąż świetny rezultat. W czwartej rzuciła 69.68, co byłoby rekordem Polski, gdyby nie jej pierwszy rzut z konkursu. Dopiero w piątej oszczep nie poleciał tak, jakby chciała i próbę celowo spaliła. W ostatniej rzut znów nie wyszedł – 59.73 – ale to i tak konkurs niezapomniany.

Polka w końcu dwukrotnie rzuciła dalej od swojej poprzedniej życiówki. Do tego została trzecią zawodniczką w historii oficjalnych list. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, może w Tokio doda do tego medal olimpijski.

Dzieje się i w Polsce

Lekka atletyka na stadionie budzi się już na całego. Dziś ciekawe rzeczy działy się nie tylko w Splicie. W Kielcach na przykład też oglądaliśmy konkursy rzutu młotem. Wojciech Nowicki rzucił tam 77.80 m, co jest najlepszym w tym sezonie wynikiem na europejskich listach. Na świecie Polak wskoczył na czwarte miejsce i jest blisko większości rywali. Odstaje jedynie Rudy Winkler, który huknął 81.98. Amerykanie jednak od dawna rywalizują na stadionie, lepsze wyniki z ich strony nie mogą dziwić.

Poza Nowickim, dobry wynik w Kielcach zanotowała też Joanna Fiodorow, która  w “polskiej” rywalizacji zmieściłaby się między Włodarczyk a Kopron – rzuciła 72.52 m. Katarzyna Furmanek pokazała za to, że jej zeszłoroczny progres nie był przypadkiem i osiągnęła 71.27. Jak zwykle – Polska młotem stoi. Zresztą gdyby wrócić jeszcze na moment do Splitu można by wspomnieć, że Ewa Różańska w rywalizacji do lat 23 wczoraj wygrała w rzucie młotem, a dziś pobiła życiówkę i wypełniła minimum na mistrzostwa Europy młodzieżowców w pchnięciu kulą. Jest talent.

Minimów na młodzieżowe imprezy Polacy wypełnili zresztą dziś sporo, ale największą uwagę warto zwrócić na Annę Matuszewicz, która pofrunęła 6.47 m w skoku w dal. I teraz uwaga, bo będzie wyliczanka. To po pierwsze życiówka Polki, najlepszy wynik w tym sezonie wśród juniorek w Europie, ale też drugi w historii naszej lekkiej atletyki rezultat w tej kategorii wiekowej. Dalej skakała tylko Irena Szewińska, gdy w Tokio 6.60 m dało jej srebrny medal. Tyle tylko, że Matuszewicz status juniorki będzie mieć jeszcze przez półtora roku! Powtórzmy: jest talent. I to ogromny.

Statusu talentu od dawna nie ma już Michał Haratyk, to po prostu jeden z najlepszych kulomiotów w Europie. Problem jedynie w tym, że Staremu Kontynentowi odjechała reszta świata i trudno nawiązać z nią walkę. Haratyk próbuje i dziś w Kielcach pchnął całkiem nieźle jak na ten momentu sezonu – 20.91 – ale aż cztery jego próby były nieważne.

Poprawić trzeba więc nie tylko odległość, ale i ruch w kole. A potem pchać jak najdalej.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Waffen77
Waffen77
6 miesięcy temu

#nikogo, #grubasy

Aktualności

Kalendarz imprez