Amerykanie nie zawodzą. US Olympic Trials stoi na niesamowitym poziomie

Amerykanie nie zawodzą. US Olympic Trials stoi na niesamowitym poziomie

Sezon lekkoatletyczny rozkręcił się na dobre. W Polsce zachwycaliśmy się popisami naszych zawodników podczas 67. ORLEN Memoriału Kusocińskiego, w którym Patryk Dobek ustanowił najlepszy wynik sezonu w biegu na 800 metrów, a Paweł Fajdek rzucił młotem aż 82.14. Ale działo się również za oceanem, gdzie trwają amerykańskie próby olimpijskie. Możemy z nich wyciągnąć dwa wnioski. W pierwszym nie odkryjemy – nomen omen – Ameryki. Reprezentacja USA będzie w Tokio mocna jak zwykle. Drugi jest dla nas bardziej niepokojący. Kilku Jankesów o olimpijskie laury powalczy z Polakami. I wcale nie stoją na straconych pozycjach.

Faworyci do złota

Biegi sprinterskie zawsze były mocną stroną Amerykanów, ale teraz w niektórych konkurencjach zapowiada się istna dominacja ichniejszych zawodników. W setce kobiet stawka jest wyrównana, a Jamajki – na czele z doświadczoną Shelly-Ann Fraser-Pryce – stawiają czoła młodej, amerykańskiej generacji biegaczek, której przewodzi Sha’Carri Richardson. Jednak w męskiej odmianie tej konkurencji dominacja sprinterów z USA jest niepodważalna.

Piętnaście najlepszych czasów z obecnego sezonu jest autorstwa Jankesów, spośród których najbardziej imponuje Trayvon Bromell. Wciąż stosunkowo młody, dwudziestopięcioletni biegacz kiedyś był określany następcą Usaina Bolta, ale szereg kontuzji wykluczył go ze startów na długie trzy lata. W tym sezonie Bromell imponuje formą – już 5 czerwca w Miramar wykręcił czas 9.77 – to rekord światowych list i przy okazji jego życiówka na 100 metrów. Wczoraj udowodnił, że to nie był przypadkowy wynik. W bardzo szybkim finale biegu na sto metrów pokonał między innymi Ronniego Bakera i Freda Kerley’a. Czas zwycięscy – 9.80, a dodajmy, że wówczas miał o 0.7 metra na sekundę słabszy wiatr niż w Miramar.

Podobną sytuację mamy w biegu na 400 metrów, który w tym sezonie również jest zdominowany przez jedną nację. Pięciu obecnie najszybszych czterystumetrowców na świecie reprezentuje Stany Zjednoczone, a spośród piętnastu najlepszych rezultatów, trzynaście jest autorstwa Amerykanów. Choć liderem światowych list wciąż pozostaje Randolph Ross, to w finale US Olympic Trials musiał uznać wyższość Michaela Normana, który pokonał ten dystans w czasie 44.07 – drugim najlepszym w sezonie. Dodajmy, że obu biegaczy na podium przedzielił Michael Cherry. Wayde van Niekerk na ten moment nie ma co myśleć o poprawie własnego rekordu świata – w Tokio będzie musiał się solidnie napracować, by obronić olimpijskie złoto.

Panie również nie chcą być gorsze od swoich kolegów z reprezentacji. W skoku wzwyż wciąż najlepsza w sezonie pozostaje Vashti Cunningham, która potrafiła przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2.02. Amerykanka wygrała też zawody w Eugene, choć powiedzmy sobie szczerze, że wynik 1.97 nie robi na nikim specjalnego wrażenia. W każdym razie jej rywalizacja w Tokio z Ukrainką Jarosławą Mahuczich zapowiada się pasjonująco.

W kuli dwa miejsca na podium wydają się zajęte

Ale podczas prób olimpijskich najjaśniejszym blaskiem biła gwiazda Ryana Crousera. Amerykański kulomiot w fenomenalnym stylu pobił trzydziestojednoletni rekord świata swojego rodaka – Randy’ego Barnesa – próbą na 23.37. Przesunął granicę najdalszego pchnięcia w historii aż o 25 centymetrów. Ko-smicz-ny wynik.

Oczywiście to Crouser, rekordzista świata na stadionie, w hali (oba rekordy pobił w tym roku) oraz mistrz olimpijski z Rio de Janeiro jest zdecydowanym faworytem do złotego medalu w Tokio. Ale my po cichu liczymy na dobry występ Michała Haratyka, który udowadniał już, że pchnięcia poza dwudziesty drugi metr nie są mu obce. Polak aktualnie jest czwartym najdalej pchającym zawodnikiem w sezonie. Wyprzedza go wspomniany Crouser oraz Joe Kovacs, który w Eugene uplasował się na drugiej pozycji i to z bardzo dobrym wynikiem – 22.34.

Trzeci na światowych listach jest Darrell Hill który… może nie pojechać do Tokio. Amerykanin zajął w próbach olimpijskich czwarte miejsce, przegrywając podium o zaledwie trzy centymetry z Paytonem Otterdahlem. Jego młodszy kolega posłał kulę na odległość 21.92. Do tej pory nie pchał tak daleko i to jego wolelibyśmy mieć za rywala Haratyka na igrzyskach. Ale nie zmienia to faktu, że tak czy siak Polak ma bardzo trudne zadanie by wywalczyć nawet brąz. A przecież mówimy tu wyłącznie o amerykańskich zawodnikach.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni?

Ciekawiej dla nas wygląda sytuacja w męskim rzucie młotem. Posiadamy w tej konkurencji dwóch zawodników klasy światowej – Pawła Fajdka oraz Wojciecha Nowickiego. I tu powróćmy na moment do 67. ORLEN Memoriału Kusocińskiego. Nasi rodacy stoczyli w nim pasjonującą walkę o zwycięstwo. Nowicki prowadził, rzucał bardziej równo, osiągnął wynik 79.92. Z kolei zawodnik Grupy Sportowej ORLEN był dość chimeryczny, nie wszedł dobrze w zawody i spalił dwie pierwsze próby. Ale kiedy już się rozkręcił, pokazał jaka moc w nim drzemie. Wygrał wczorajszy konkurs ze świetnym wynikiem 82.14. To jest drugi najlepszy rezultat w sezonie. A raczej był.

Bo w Stanach pojawił się Rudy Winkler. Powiemy tak – nie wiemy czy Amerykanin przegląda Twittera Pawła Fajdka. Ale kiedy w kwietniu tego roku rzucił 81.92, Polak nieco prowokacyjnie napisał, że dzisiejsza młodzież jest napalona na niezłe wyniki już na początku sezonu.

Nie wiemy również czy 20 czerwca o poranku, w ramach rozrywki przed własnym startem Winkler oglądał zawody w Polsce. Ale dosłownie parę godzin później odpowiedział Fajdkowi na jego internetowy zarzut i w ten sam dzień wykonał próbę na 82.71. Polak dalej jest liderem światowych list, z wynikiem 82.98. Jednak Amerykanin udowodnił, że nieco żartobliwy wpis naszego zawodnika względem złego momentu formy Rudego można włożyć między bajki.

Nie licząc poprzedniego sezonu który pokrzyżowała pandemia, w ostatnich latach poza Wojtkiem Nowickim tak blisko wyników Pawła Fajdka nie był jeszcze nikt. Obu naszym zawodnikom wyrósł naprawdę poważny konkurent do triumfu na igrzyskach. Pewnym pozytywem jest to, że w amerykańskich próbach olimpijskich przepadł drugi z poważnych rywali – Sean Donnelly, który spalił wszystkie swoje rzuty. Ale najgroźniejszy przeciwnik przekazał wiadomość, że w Tokio interesuje go złoty krążek.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez