Amerykanie mają dość. Pływacy i lekkoatleci chcą przełożenia igrzysk

Amerykanie mają dość. Pływacy i lekkoatleci chcą przełożenia igrzysk

Na świecie szaleje pandemia koronawirusa. Większość sportowców nie ma gdzie i jak trenować, wielu z nich nie było też w stanie wziąć udziału w turniejach kwalifikacyjnych do igrzysk, bo te po prostu odwołano. Co robi Międzynarodowy Komitet Olimpijski? Przekonuje, że igrzyska odbędą się zgodnie z planem. Dotąd nie miał na tyle poważnych przeciwników, by się nimi przejmować. Teraz jednak o przełożenie apelują związki sportowe w USA. I to może zmienić obraz gry. 

Amerykanie to najpoważniejszy gracz na sportowej mapie świata. Ich firmy wydają masę kasy na sponsoring i reklamę, sportowcy z USA budzą ogromne zainteresowanie, wielki jest rynek medialny, a ponadto to właśnie Stany co cztery lata wygrywają klasyfikację medalową. Na ostatnich sześć igrzysk, nie zrobili tego tylko raz – w 2008 roku, gdy zmobilizowali się, organizujący je, Chińczycy. Jeśli MKOl chce przeprowadzić igrzyska bez przeszkód, nie może ich rozzłościć.

A wydaje się, że w tej chwili właśnie to się dzieje. Komitet swoimi kolejnymi decyzjami i komunikatami długo trącał niedźwiedzia patykiem. Teraz niedźwiedź wreszcie powiedział “dość”. Co prawda na razie machnął tylko łapą, ale kwestią czasu wydaje się być moment, gdy wstanie cały i pokaże zęby. O przełożenie igrzysk zaapelowały bowiem na razie dwa związki – pływacki i, przede wszystkim, lekkoatletyczny. Ten ostatni to prawdziwa potęga. Na ostatnich igrzyskach Amerykanie zdobyli 121 medali. Ponad połowę dała im właśnie lekka atletyka.

Ale po kolei. Jako pierwszy w USA o przełożenie zaapelował Tim Hinchey, przewodniczący pływackiego związku, który zwrócił się do Komitetu Olimpijskiego i Paraolimpijskiego USA (USOPC), żeby ci naciskali na MKOl z prośbą o roczne przesunięcie igrzysk. – Każdy przeżył niewyobrażalne zakłócenia przygotowań na miesiące przed igrzyskami. To podważa możliwość przeprowadzenia równej rywalizacji. Nasi sportowcy są obarczeni wielką presją, stresem i niepewnością. Ich zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie, powinny być na szczycie listy priorytetów – pisał w oficjalnym liście.

Wystosował go, bo kilka godzin wcześniej amerykański komitet olimpijski potwierdził słowa MKOl o tym, że na razie za wcześnie na przekładanie czegokolwiek. Hinchey stwierdził więc, że to czas, by wziąć sprawy we własne ręce. Susanne Lyons, przewodnicząca USOPC odpowiadała, mówiąc: – Decyzja dotycząca igrzysk nie jest zależna od nas. Wpływ na nią mają Światowa Organizacja Zdrowia, japoński rząd i MKOl. W żadnych okolicznościach nie wyślemy jednak sportowców, jeśli nie będziemy pewni, że będą bezpieczni. 

Sęk w tym, że o ile w komitecie wciąż twierdzą, że na ten moment o bezpieczeństwo jeszcze nie ma się co martwić, bo wiele może się wydarzyć, o tyle w samych związkach uznają, że powód do zmartwień jednak jest. Dlaczego? Bo martwią się sami sportowcy, a teoretycznie to oni wiedzą najlepiej, jak zadbać o swoje zdrowie. Wielu, również amerykańskich, twierdzi już, że przełożenie igrzysk zdecydowanie powinno nastąpić (z naszych choćby Piotr Małachowski). I to jak najszybciej. O ile związki ich słuchają, o tyle komitety olimpijskie już nie za bardzo.

Ale w momencie, gdy do gry wszedł amerykański związek lekkoatletyczny, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w USOPC będą musieli zmienić swoje podejście. Max Siegel, przewodniczący związku, wystosował dwustronicowe pismo do komitetu olimpijskiego dosłownie kilka godzin po tym, jak zrobił to związek pływacki. – Zdajemy sobie sprawę, że nie ma tu perfekcyjnej odpowiedzi i to bardzo złożona oraz trudna decyzja. Jednak takie przełożenie dałoby naszym sportowcom komfortową sytuację, w której wiedzieliby, że będą mieli adekwatny czas na właściwe przygotowanie się psychicznie, mentalnie i emocjonalnie, by móc bezpiecznie i z sukcesami rywalizować w igrzyskach olimpijskich – pisał.

Jeśli do tych listów dołączą się kolejne związki, może dojść do starcia dwóch wielkich sił – MKOl i USA. Tyle tylko, że więcej sojuszników będą mieć zapewne Stany. Bo do komitetu swoje listy wysyłała już choćby norweska federacja, która rekomendowała przełożenie igrzysk. Prosił o to też dyrektor UK Athletics, lekkoatletycznego związku Wielkiej Brytanii, Nic Coward. Swoją drogą to gość, który wysokie funkcje pełni też w zarządzie Premier League czy piłkarskiej federacji Anglii. A więc ktoś, z kim trzeba się liczyć.

– Lekkoatleci szykowali się do tego, by na igrzyska pojechać w dobrej formie, przez całe swoje sportowe życia. To ma być dla nich największy test. Ale przy zamykanych obiektach ich możliwości dojścia do najlepszej formy się zmniejszają. To z kolei wywiera wielką presję. […] Priorytetem powinno być teraz zdrowie sportowców. A o to zadbać możemy, informując ich, że igrzyska odbędą się w innym terminie. Potem organizatorzy mogą zdecydować, kiedy można by je zorganizować z całym rozmachem – mówił na łamach Guardiana.

Jakby tego było mało, MKOl oberwał z jeszcze jednej strony. Legendarny już Sebastian Coe, który w swym życiu bywał i mistrzem olimpijskim, i przewodniczącym komitetu organizacyjnego igrzysk, a obecnie szefuje World Athletics, światowej federacji lekkoatletycznej, stwierdził, że przesunięcie igrzysk jest jak najbardziej możliwe, choć będzie to skomplikowana operacja. A skoro ktoś o tej renomie twierdzi, że da się zrobić, to znaczy, że MKOl powinien zacząć poważnie to rozważać. Tym bardziej wobec coraz większych głosów niezadowolenia dobiegających ze Stanów Zjednoczonych.

Fot. Newspix


Aktualności

Kalendarz imprez