Alicja Tchórz. Zawodnicy kontra trenerzy, czyli walka z wiatrakami.

Alicja Tchórz. Zawodnicy kontra trenerzy, czyli walka z wiatrakami.

W ostatnich latach stała się nieformalną przedstawicielką polskich pływaków. Nie boi się płynąć ani iść pod prąd, otwarcie krytykując to, co wymaga krytyki. Wszystko w kierunku scalenia i poprawy stanu swojej dyscypliny. Z dwukrotną medalistką mistrzostw Europy na krótkim basenie Alicją Tchórz, rozmawiamy o sukcesach podczas igrzysk wojskowych, braku sukcesów na mistrzostwach świata, a także… o ratownictwie wodnym.

KACPER MARCINIAK: Dopiero co wróciłaś z Wojskowych Igrzysk Sportowych w Chinach. Planujesz odpocząć czy z powrotem rzucasz się w wir pracy?

ALICJA TCHÓRZ: Niestety, nie ma czasu na odpoczynek. Kontynuujemy przygotowania, czekają nas kwalifikacje na mistrzostwa Europy na krótkim basenie, które odbędą się w grudniu. Stanowią one również kwalifikację na czempionat Starego Kontynentu na długim basenie. Nie można sobie zatem pozwolić choćby na jeden dzień przerwy.

Jak wyglądała ta chińska przygoda z twojej perspektywy? Pod względem organizacyjnym, zakwaterowania, komfortu życia – miałaś powody do narzekań?

Organizacyjnie była to jedna z lepszych imprez w Azji, w których miałam okazję brać udział. Wyżywienie było najlepsze z jakim się kiedykolwiek spotkałam, zakwaterowanie także. Wuhan stanęło na wysokości zadania, nawet dorobili nam linię metra! A przecież od podstaw stworzyli też całą wioskę, która składała się z około trzydziestu dwudziestoośmiopiętrowych budynków. To wszystko na półtora tysiąca mieszkańców. Ogromne przedsięwzięcie. Jedyne niedopatrzenie to niedokręcone słupki na basenie. Sama stałam się ich ofiarą i musiałam powtarzać swój wyścig eliminacyjny.

Na zawody jeździliście metrem?

Transport był zorganizowany, przemieszczaliśmy się busami. Wioska została wybudowana na obrzeżach Wuhan. Do każdego z obiektów mieliśmy naprawdę bardzo daleko. Dojazd na basen zajmował czterdzieści minut, na stadion lekkoatletyczny pięćdziesiąt. Mieliśmy po zawodach trochę czasu na zwiedzanie miasta, wtedy właśnie na własną rękę korzystaliśmy z tej dodatkowej linii metra.

Polska reprezentacja nieźle poszalała, zdobyliście aż 60 medali. Spodziewaliście się tak dobrego wyniku?

To najlepszy wynik w historii naszych startów. Bardzo się cieszę, że mogłam być tego częścią i dołożyć od siebie kilka krążków. Myślę, że nadzieje na dobry wynik były, zawsze zakładamy w końcu pozytywny scenariusz. Sport jest jednak sportem, różne czynniki mają wpływ na końcowy rezultat. Dlatego możemy być dumni z reprezentacji Wojska Polskiego, że tych medali uzbierało się aż tyle.

Równie kolorowo nie było na mistrzostwach świata w Pływaniu w Gwangju. Polska kadra po raz pierwszy od 21 lat nie zdobyła żadnego medalu.

To nie są nasze złote lata. Brakuje nam wybitnych jednostek, choć Radek Kawęcki na mistrzostwach otarł się o podium. Cieszy, że cztery sztafety zakwalifikowały się do Tokio 2020, co można uznać za dobry prognostyk. Teraz te miejsca w sztafetach trzeba jeszcze zdobyć, bo o bezpośrednie kwalifikacje indywidualne będziemy walczyć dopiero od lutego do czerwca 2020 roku. To stanowi spory bodziec do pracy dla młodszych zawodników, którzy w przyszłości mają stanowić o sile naszego pływania, ale nie mają jeszcze szans na indywidualny występ w Tokio.

Kwalifikacje do igrzysk rozpoczynające się już w lutym to spora nowość.

Będziemy odbywać je w okresie od lutego do czerwca, co mnie bardzo cieszy. Wcześniej było to możliwe tylko na majowych mistrzostwach Polski, a wtedy przedział czasowy pomiędzy nimi, a główną imprezą – jaką są mistrzostwa świata albo igrzyska – był na tyle krótki, że nie byliśmy w stanie osiągnąć drugiego szczytu formy.

To był spory problem?

Przez te osiem, czy dziewięć tygodni, nie do końca było wiadomo co należy robić. Czy odpocząć po ciężkich przygotowaniach do krajowych mistrzostw, czy przeciągać formę, a może budować ją na nowo? To był bardzo problematyczny punkt w szkoleniu.

W takim razie jak wygląda horyzont przed Tokio. Co chcielibyście osiągnąć?

Ze względu na aktualny stan polskiego pływania, każdy finał będzie można uznać za sukces. Szansę mają Paweł Juraszek, Radek Kawęcki, Wojciech Wojtak, trzeba za nich trzymać kciuki. W sztafetach natomiast największe perspektywy upatruję u mężczyzn w 4×100 kraulem. Dziewczyny mogą zakręcić się w okolicach 12. miejsca, co byłoby dobrym wynikiem.

Przyczyny kryzysu polskiego pływania leżą w przeszłości. Świat odpłynął, a my zostaliśmy z tyłu?

Zatrzymaliśmy się na metodach szkoleniowych sprzed dziesięciu lat. I to owocuje tym, że osiągamy pewien poziom, ale nie widać progresu. Mam nadzieję, że różne cykle szkoleniowe – Swim 2024 czy ORP, gdzie trenerzy mają okazję pogłębić nowoczesne metody treningowe, spowodują, że będziemy liczyć się również w seniorskim pływaniu, nie tylko w juniorach.

Poziom światowego pływania jest bardzo wysoki. Caeleb Dressel oraz Kristof Milak pobili w tym roku rekordy Michaela Phelpsa, które wydawały się nieosiągalne.

Pływanie jest na tyle szalone, że cały czas idzie do przodu. Nie ma takich rekordów, jak w lekkoatletyce, które od kilkunastu lat są niepobite. Cały czas pojawiają się jakieś nowinki technologiczne i nowe metody treningowe. Żeby za nimi nadążyć trzeba się mocno postarać i dużo pracować – zarówno nad sobą, jak i nad swoją wiedzą. A my nie nadążamy.

Polscy pływacy są bezsilni? Nie brakuje wam chyba chęci czy motywacji, tylko dostępu do rzeczy o których wspominasz.

Na pewno w Polsce sportowcy są bardzo pracowici i zdyscyplinowani, jednak jak widać to nie zawsze wystarcza. Zawodnik powinien wierzyć w metody treningowe trenera i wykonywać jego zadania. Kiedy pływak staje się bardziej świadomy, zaczyna się dokształcać, a kiedy ma dobre relacje z trenerem, może spróbować coś podpowiedzieć. Jednak bardzo często jest to walka z wiatrakami. Jeśli zawodnik przestaje wierzyć w trening, to nie ma opcji aby dał on pozytywny efekt. Dlatego tak ważna jest współpraca na linii trener-zawodnik.

Kilka miesięcy temu, 22 maja, opublikowałaś wpis na Facebooku, który wzbudził sporą burzę w polskich mediach. Skrytykowałaś w nim kuriozalny regulamin Polskiego Związku Pływania, mówiący choćby o 2000 zł kary za spóźnienia, albo za “działania godzące w dobre imię Związku”.

Zdecydowanie w PZP za mną nie przepadają, nie będę tego ukrywać. Jednak dzięki temu, że się wypowiedziałam i pociągnęłam za sobą kilku topowych zawodników, zaczęto bardziej zwracać uwagę na nasze prośby. I na to, że jesteśmy ludźmi, a nie tylko wykonujemy rozkazy. Wcześniej traktowali nas mocno przedmiotowo. Wydaję mi się, że pierwszym owocem tej afery, są właśnie kwalifikacje do igrzysk we wcześniejszych terminach.

Ale regulamin wszedł jednak w życie.

Tak, niestety nie mieliśmy na to wpływu. Dowiedzieliśmy się za późno, a nie mamy żadnego ciała sprawczego, dbającego o prawa zawodników w związku. Mam nadzieję, że nowy zarząd, który zostanie wybrany po igrzyskach, pomyśli o przedstawicielu interesów pływaków.

Będziecie dążyć do powstania czegoś w rodzaju rady zawodniczej?

Będę za tym optować. Notabene taka rada miała powstać już dobre kilka lat temu. Oby wreszcie się udało. Jako zawodnicy powinniśmy posiadać możliwość wypowiadania się podczas zebrań zarządu.

Czujesz się w jakimś stopniu przedstawicielką polskiego pływania, pływaków?

Chcąc nie chcąc, dostałam taką funkcję. Nie będę się z niej wycofywać, pływacy mogą na mnie liczyć!

Scalenie polskiego pływania w jedność może być jednym z głównych kroków do poprawy jego sytuacji.

Musimy zrozumieć, że wszyscy mamy wspólny interes. Zarówno zawodnik, trener, jak i działacz chcą cieszyć się z jak najlepszych wyników na międzynarodowych imprezach. Celem przecież nie jest przeszkadzanie sobie nawzajem. Trzeba działać razem i wtedy te wyniki na pewno poszybują do góry.

Zahaczmy jeszcze o twój kolejny wpis w social mediach. W 2015 roku za wygraną w zawodach otrzymałaś 200 zł. Czy takie sytuacje nadal się zdarzają?

Gdzieś na pewno, ale jest lepiej. Dostałam wtedy bodziec do działania, bo okazało się, że nie tylko pływacy mają problem z finansowaniem i nagrodami. Napisały do mnie setki zawodników – wioślarzy, triathlonistów, windsurferów. Zmotywowało mnie to do stworzenia portalu Nasimistrzowie.pl, który ma za zadanie łączyć przedsiębiorców ze sportowcami. Staramy się budować w naszym kraju odpowiedni rynek sponsorski.

Mówiąc o pieniądzach – czy pływacy w Polsce dają radę wiązać koniec z końcem?

Na pewno nie można liczyć na życie na jakimś wymarzonym poziomie, ale da się. Ważne jest wykorzystywanie swojego potencjału oraz działanie w kierunku zdobycia finansowania.

Pływanie to chyba dość monotonny i wymagający sport. Wstajesz o piątej, przepływasz masę kilometrów, a popołudniu masz kolejny trening. I tak w kółko.

Podobnie trenują kajakarze, wioślarze, czy kolarze. Są takie sporty, w których te kilometry trzeba wybiegać, wyjeździć, wypływać. Trening wykonujemy rano i popołudniu, aby mieć czas na regenerację, a młodsi zawodnicy zdążyli na lekcje.

Widać, że świetnie radzisz sobie w social mediach. Angażujesz fanów w dyskusje, zachęcasz ich do wyrażania opinii…

Tak się składa, że jestem na studiach doktoranckich, a mój kierunek to ekonomia i marketing sportowy. Przykładam do aktywności w “socialach” dużą uwagę. Źle wyglądałoby, jakbym nie radziła sobie w tym temacie.

Uważasz, że wielu polskich sportowców nie wykorzystuje ich potencjału?

Zdecydowanie, ale to nie bierze się znikąd. Nie jesteśmy szkoleni ani z marketingu, ani z rozmowy z mediami, czy z tego jak powinniśmy wykorzystywać swój wizerunek. Dodatkowo treningi bywają tak angażujące, że nie zawsze pozostają siła i ochota na cokolwiek. Nie mamy w kraju takiego rynku sponsorskiego, jak w Niemczech czy we Włoszech, gdzie każdy sportowiec może pozwolić sobie na menadżera, który o ten wizerunek zadba.

Chciałem zapytać o twój występ na World Games w 2017 roku, gdzie startowałaś w nietypowej dyscyplinie, ratownictwie wodnym. Co było twoją motywacją aby wziąć w tym udział?

Podczas World Games dużą motywacją było to, że wszystko odbywało się we Wrocławiu, w którym na co dzień mieszkam i trenuję. Chciałam zaprezentować się przed własną publicznością. Rywalizacja odbywała się w szerokiej gamie dystansów, począwszy od 200 metrów z przeszkodami, gdzie na basenie 50-metrowym pokonuje się pod wodą dwie przeszkody o szerokości siedemdziesięciu centymetrów. Poza tym występuje też pływanie z różnym sprzętem: mega-twardymi płetwami ratowniczymi, węgorzem, albo 60-kilogramowym manekinem. To wszystko bardzo urozmaiciło mój trening, dało fajne efekty jeśli chodzi o standardowe pływanie.

I planujesz jeszcze brać udział w tego typu zawodach?

Jeśli terminy nie będą się pokrywały, to jak najbardziej. W zeszłym roku wyznaczyliśmy sobie z dziewczynami z klubu cel rekord świata na dystansach sztafetowych. Podczas mistrzostw w Adelaide w 2018 roku udało nam się ustawić rekordy na 4×50 z przeszkodami oraz 4×50 z pasem. Myślę, że w Polsce mamy spory potencjał w tej dyscyplinie, a ja nie powiedziałam jeszcze swojego ostatniego słowa.

Niedawno miałaś okazję komentować w roli ekspertki zawody International Swimming League. Widzisz siebie w przyszłości w takiej roli?

To było bardzo ciekawe doświadczenie, a zarazem trudne. To pierwsza edycja tych zawodów, sporo się działo, wszystko przebiegało niezwykle szybko. Chętnie spróbowałabym tego jeszcze raz i zrobiła to z nieco spokojniejszą głową. Mocno się stresowałam.

Pięć lat temu mówiłaś, że jak zdobędziesz medal w Rio to zakończysz karierę. Jakie plany przed Tokio?

Trzymajmy się tego co wtedy powiedziałam – cel jest jeden, medal!

ROZMAWIAŁ KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez