Alicja Tchórz: Brak treningów w wodzie przekreśla nasze przygotowania

Alicja Tchórz: Brak treningów w wodzie przekreśla nasze przygotowania

Kadra polskich pływaków 9 marca wyleciała na ponad dwutygodniowe zgrupowanie na Teneryfę. Przyświecało im budowanie formy pod kwalifikacje olimpijskie. Wielu z nich minimum do Tokio 2020 chciało wywalczyć podczas otwartych mistrzostw Szwecji na początku kwietnia. Impreza w Sztokholmie została jednak odwołana. A teraz na domiar złego, w miejscu gdzie przebywają Polacy, zamknięte zostały ośrodki treningowe. Obecnie nie mają gdzie trenować, ani jak wrócić do kraju i czekają na decyzje ministerstwa. O trudnej sytuacji pływaków opowiada Alicja Tchórz.

MARCIN RYSZKA: Można powiedzieć, ze jesteście uwięzieni na zgrupowaniu na Teneryfie. Jak to u was wygląda?

ALICJA TCHÓRZ: Do wczoraj otwarty był jeszcze obiekt T3 na Teneryfie, gdzie trenowaliśmy. Są tam naprawdę świetne warunki, pięćdziesięciometrowy basen, siłownie – pełne olimpijskie standardy. I takie właśnie miały być podczas przygotowań do Tokio. Niestety obiekt został zamknięty. Razem z trenerami nie chcemy się poddać. Rozpisaliśmy treningi na basenie hotelowym: ćwiczyliśmy przy użyciu gum do pływania, które się przypina do ciała, po czym “pływa w miejscu”. O godzinie jedenastej zamknęli nam jednak basen hotelowy, mamy też zakaz opuszczania obiektu. To nie wygląda zbyt kolorowo, a po powrocie do Polski czeka nas jeszcze obowiązkowa dwutygodniowa kwarantanna. Jeśli chodzi o sportowców, to pływacy są w najgorszej sytuacji. Brak treningów w wodzie przekreśla nasze przygotowania. Możemy oczywiście próbować różnych ćwiczeń w domu, ale nie oddadzą one w pełni treningu w basenie.

O ile lekkoatleci po zamknięciu stadionu, wciąż mogą biegać w terenie, wam zdecydowanie trudniej o odpowiednie zastępstwo.

Nie ma dla nas alternatywy. Śmiejemy się, że będziemy pływać w rzekach, ale w momencie kiedy jesteśmy w kwarantannie, to ona obowiązuje i nie możemy się wystawiać na strzał. Jedynym rozwiązaniem w miarę logicznym, które mogłoby dojść do skutku, jest zamknięcie sportowców w Centralnych Ośrodkach Sportu i monitorowanie ich. Ale z tego co wiem, te ośrodki w Polsce które znajdują się w Spale, Wałczu, Zakopanem są zamknięte. Pływacy więc kompletnie nie mają gdzie trenować.

Na Teneryfie jesteście planowo do 25 marca. Czy wcześniej podejrzewałaś, że sytuacja może się tak rozwinąć?

Wszystko jest na tyle dynamiczne, że nikt nie spodziewał się że nastąpi tak szybko. Chiny walczą od kilku miesięcy z koronawirusem, ale było to daleko od nas. Dopiero po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że w ogóle istnieje taki problem. Obserwowaliśmy sytuację we Włoszech i tam wygląda to dramatycznie, ale nie spodziewaliśmy się że prędko pozamykają wszystkie obiekty sportowe.

Jak wygląda u was kwestia atmosfery? Co tu robić? Treningi odwołane…

Dopiero się to u nas zaczęło. Jeszcze rano wykonaliśmy ten trening w basenie hotelowym i staraliśmy się korzystać z tego, co mamy. A teraz czekamy na decyzje ministerstwa i to, kiedy możemy liczyć na samolot. Ale tak naprawdę wrócimy do kraju, potem czeka nas kwarantanna, a następnie baseny będą i tak zamknięte. Staramy się nie tracić dobrego nastroju, ale trudno zachowywać optymizm.

Czy czujesz się bezpiecznie?

Tak. Nie mamy kontaktu z jakąś dużą liczbą osób. Podczas posiłków stoły są rozstawione tak, aby zachowywać bezpieczną odległość. Widujemy się tylko w swoim gronie, ten koronawirus nie wytworzy się sam z siebie, możemy go tylko złapać z zewnątrz. Nie czuję się tutaj zbyt zagrożona, bardziej się obawiam o rodziców.

Porozmawiajmy może w kontekście igrzysk, wiadomo że w teorii trwają teraz kwalifikacje. Jako były pływak nie jestem w stanie wyobrazić sobie miesiąca bez wody, na krótki czas przed imprezą docelową…

W naszym zespole kwalifikacje olimpijską mają tylko cztery osoby, a taką prawdziwą tylko Kasia Wilk, która wykonała to w terminie wyznaczonym przez Polski Związek Pływacki. Ale teraz nie ma nawet zawodów, na których moglibyśmy się o nią starać. Planowałyśmy z dziewczynami z Juvenii Wrocław szczyt formy na mistrzostwa Szwecji, które miały odbyć się na początku kwietnia, ale zostały odwołane. Mistrzostwa Europy również. Tak naprawdę nie wiemy, do czego możemy się przygotowywać. Nie wiemy, czy igrzyska zostaną przesunięte o dwa miesiące, czy może dwa lata – bo takie głosy też do nas dochodziły. Uważam jednak, że teraz najważniejsze jest opanowanie tej sytuacji i zdrowie ludzi, a sport przechodzi na drugi plan.

Z takich bardziej technicznych rzeczy: ilu jest zawodników na zgrupowaniu?

Jest nas osiemnaścioro.

I wciąż nie wiecie co dalej, czekacie na informacje ze strony ministerstwa?

Dokładnie. Czekamy na decyzje odnośnie naszego powrotu. A później to zobaczymy. Większość z nas jest na etatach wojskowych, bardzo szybko mogą nas zapiąć w kamasze i będziemy pilnować granic.

Sytuacja jest oczywiście bardzo rozwojowa… potem wracasz do Wrocławia, gdzie przypadków zarażeń jest sporo.

Z tego co wiem na Teneryfie też jest kilka przypadków, ale biorąc pod uwagę jej wielkość, szansa spotkania kogoś z wirusem jest znacznie mniejsza, niż we Wrocławiu.

ROZMAWIAŁ
MARCIN RYSZKA

 

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez