Alaphilippe królem Walońskiej Strzały. Niewiadoma blisko wygranej u kobiet

Alaphilippe królem Walońskiej Strzały. Niewiadoma blisko wygranej u kobiet

Pięć razy jechał w tym wyścigu. Nigdy nie był niżej niż na drugim miejscu. Dziś wygrał po raz trzeci, wyprzedzając na finiszu Primoza Roglicia. Julian Alaphilippe zawładnął Walońską Strzałą i króluje niepodzielnie. Michał Kwiatkowski nie był wysoko, bo pracował na kolegów, ale świetny wynik osiągnęła Katarzyna Niewiadoma – w rywalizacji kobiet była druga. 

Magia Muru

W całym ardeńskim tryptyku, to prawdopodobnie najbardziej znany kilometr. Tradycyjnie kończący Walońską Strzałę Mur de Huy jest jednym z legendarnych dla kolarstwa miejsc. Wygrać tam – to marzenie wielu. Jeśli potrafisz odnaleźć się na tej ściance, możesz wygrywać seryjnie. Udowadniał to Alejandro Valverde, który w Strzale triumfował pięć razy i mówił przed tegoroczną edycją, że to “mistrzostwa świata dla eksplozywnych kolarzy”. Traf chciał, że wygrali w tym roku faktycznie aktualni mistrz i mistrzyni świata.

Kolarze mieli dziś do przebrnięcia 193 kilometry. Najpierw z Charleroi do Huy, a potem w okolicach tego drugiego miasteczka jeździli na 30-kilometrowej pętli, którą przejechać mieli zgodnie z planem dwa i pół raza. Tak naprawdę wszystko w tym wyścigu sprowadza się właśnie do tych chwil, gdy kolarze wjadą na pętlę po raz pierwszy, pokonując po drodze trzykrotnie Mur de Huy – ściankę magiczną, ale też piekielnie trudną i wyczerpującą, której nachylenie dochodzi momentami aż do 19% – to najsłynniejszy, stumetrowy odcinek, zlokalizowany jakieś pół kilometra przed metą. Tam często dochodzi do ataków, tam potrafią rozstrzygać się losy wyścigu.

Profil Mur de Huy. To właśnie taką ściankę muszą pokonać kolarze i kolarki

Spodziewaliśmy się, że w tym roku wyścig rozegra się dokładnie tak samo, jak w poprzednich kilku edycjach. Poszarpany już peleton, z którego selekcjonuje się najmocniejsza grupa, podjeżdża pod Mur de Huy i najlepsi kolarze atakują, próbując zgubić rywali. Wygrywa ten, który zaatakuje w najlepszym momencie, ale równocześnie zachowa najwięcej sił, przetrzymując wszelkie trudności, jakie rzuci przeciw niemu Mur de Huy, i na nieco bardziej płaskiej końcówce zostawi rywali z tyłu.

I wiecie co? Dokładnie tak to wyglądało.

Król Julian

Faworytów było wielu. Na Mur de Huy nigdy nie można skreślić Alejandro Valverde, rekordzistę Walońskiej Strzały pod względem zwycięstw. Do tego dochodzili kolarze INEOS Grenadiers, mający wiele kart, którymi mogli grać w osobach Toma Pidcocka, niedawno drugiego na Amstel Gold Race, Michała Kwiatkowskiego, Richarda Carapaza czy nawet Adama Yatesa. Wiadomo było, że groźny będzie Julian Alaphilippe, nawet jeśli nie pokazywał w ostatnim czasie najlepszej formy. Bo akurat on na Mur de Huy podjeżdżać potrafi doskonale. Do tego grona dochodzili kolarze tacy jak debiutujący w tym wyścigu Primoz Roglic czy Marc Hirschi, który bronił triumfu sprzed roku.

Polaków czekało swego rodzaju rozczarowanie – Michał Kwiatkowski w końcówce jechał na kolegów. To jednak nie mogło przesadnie dziwić, w ostatnich latach widać było, że “Kwiato” brakuje nieco tej eksplozywności, o której wspominał Valverde. I choć Polakowi zdarzyło się w Walońskiej Strzale stanąć na podium (w 2014 roku był trzeci), to można było spodziewać się, że INEOS postawi na Pidcocka lub Carapaza. Ten pierwszy jednak na finiszu nieco się zagubił, dość późno znalazł się z przodu grupy i nie nadrobił dystansu. Drugi za to po prostu nie wytrzymał trudów Mur de Huy.

Właściwie cały ten wyścig można skrócić do tego finiszu. Finiszu, który, dodajmy, zawsze ogląda się z zapartym tchem. Bo to naprawdę rywalizacja skrajna, na niesamowicie wymagającym, choć krótkim, podjeździe. Dziś pierwszy ruszył tam Primoz Roglic, tuż za najtrudniejszym odcinkiem. I to ruszył z kopyta. Szybko odjechał rywalom, zyskując sobie kilka, może nawet kilkanaście metrów przewagi. Tyle że zrobił to jednak nieco zbyt wcześnie. Nie starczyło mu sił, albo myślał, że rywale już go nie dogonią. A za plecami miał jednak dwóch gości, którzy ten wyścig znają jak własną kieszeń – Alaphilippe’a i Valverde.

Ten drugi swoje lata już ma i Słoweńca nie dogonił. Ale pierwszy pokazał, że nawet jeśli sam narzeka na swoją formę, to w Walońskiej Strzale potrafi się odnaleźć. Zresztą mówił o tym przed wyścigiem.

– Oczywiście, nie jestem w takiej formie, jak podczas mojego ostatniego startu w Walońskiej Strzale. Startowałem we “Flandrii”, w północnych klasykach – to są kompletnie inne przygotowania. Wielu kolarzy ma za sobą start w Kraju Basków. Spróbuję wyciągnąć z tej formy jak najwięcej. Po Amstel nie jestem zawiedziony, ponieważ dałem z siebie wszystko. Ostatecznie najsilniejsi byli z przodu. Na papierze to jest wyścig, który pasuje mi bardzo dobrze. Startowałem w nim cztery razy i zawsze byłem na podium. Uwielbiam go, a jego końcówka jest dla mnie bardzo dobra. Jednak koniec końców musisz mieć mocne nogi. Być może moja forma nie jest taka, jak powinna być, ale motywacji mi nie brakuje*. 

Trudno orzec, czym wygrał – motywacją czy jednak formą. Ale wygrał. Wyprzedził Roglicia na końcowym wypłaszczeniu i na metę wjechał z kilkumetrową przewagą, odzyskując utraconą rok temu, pod swoją nieobecność, koronę króla tego wyścigu. A Roglic i tak może być zadowolony. W debiucie na Mur de Huy zająć drugie miejsce to naprawdę świetny wynik. Tak przecież zaczynał przygodę z Walońską Strzałą… Julian Alaphilippe.

Niewiadoma była blisko

Wyścig kobiet był krótszy, ale finiszował dokładnie tak, jak mężczyzn – na Mur de Huy. Zresztą podjazd ten zawodniczki pokonywały dwukrotnie – raz na rundzie i drugi raz już wtedy, gdy pełnił rolę mety. Jak to u kobiet – sporo było w trakcie wyścigu ucieczek. Wszystkie jednak zneutralizowano, ostatnią na samym Mur de Huy, mniej więcej w jego połowie. Wtedy zaczęła się prawdziwa rozgrywka, w której znakomicie wypadła Katarzyna Niewiadoma. Polka długo była jedną z osób dyktujących tempo w małej grupce, ale zachowała wystarczająco dużo sił, by na ostatnim podjeździe walczyć o zwycięstwo.

I pewnie by wygrała, gdyby nie jedna przeszkoda.

A przeszkoda ta zwie się Anna van der Breggen. Jeśli Alejandro Valverde czy Julian Alaphilippe są królami Walońskiej Strzały, to Holenderka jest jej niekwestionowaną królową. Dziś wygrała ten wyścig po raz siódmy z rzędu. Nie ma drugiej zawodniczki, która czułaby się tam tak doskonale. Samo to, że Niewiadoma była w stanie nawiązać z nią walkę akurat na Mur de Huy, pokazuje, że Polka była w doskonałej dyspozycji. To ona zresztą zaatakowała, wiedząc, ze van der Breggen musi zgubić.

Ale się nie udało. Holenderka spokojnie poczekała, a potem skontrowała Polkę i na wypłaszczeniu samotnie dojechała do mety. Kasia była jednak jedyną kolarką, która była jej blisko. Trzecia na mecie Elisa Longo Borghini przyjechała kilka sekund za tą dwójką. Co do Polki jeszcze – nawet jeśli dziś nie udało jej się wygrać, to cały wyścig pokazuje, że ten sezon może przynieść nam naprawdę świetne rezultaty Niewiadomej. A mając w perspektywie igrzyska w Tokio, gdzie będzie chciała powalczyć o medal, może to tylko nas cieszyć.

Fot. Newspix

*cytat za naszosie.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez