A Bronek dalej ucieka…

A Bronek dalej ucieka…

Jeżeli o wyjątkowo starych rekordach mówi się, że mają długą brodę, to ten ma ją prawie do samej gleby. 43 i 45 – tyle lat liczą już sobie najstarsze rekordy Polski wśród mężczyzn, które w czasach głębokiego PRL-u wykręcił długodystansowiec Bronisław Malinowski. Jego wyniki krążą po dalekiej orbicie nawet teraz, kiedy nasza lekkoatletyka przeżywa okres prosperity. Czy kiedykolwiek ktoś wymaże te rekordy z tabel?

Zbliżający się sezon letni to dobra okazja żeby zadać to pytanie. A przy okazji przypomnieć historię samego Malinowskiego, który – powiedzmy to sobie szczerze – został przez przeciętnego kibica zapomniany. Kto wie jakby potoczyło się jednak jego życie, gdyby nie zostało przerwane w szczycie kariery. W momencie, kiedy w jego Audi wbił się ciężarowy Kamaz… – zachęcamy do lektury tekstu Rafała Bieńkowskiego.

Moskwa 1980 – bieg na stadionie Łużniki to klasyka gatunku. Od początku było wiadomo, że walka o zwycięstwo rozegra się najprawdopodobniej między Tanzańczykiem Filbertem Bayi, a Polakiem. Obaj mieli jednak kompletne inne strategie na tamten bieg. Zawodnik z Afryki wystrzelił jak szalony narzucając tempo na rekord świata, Malinowski zaś długo trzymał się w środku stawki, bo jego plan był jasny – nawet gdyby na trasie wyczyniały się największe cuda, on ma przebiec dystans w 8 minut i 10 sekund. Po prostu. Liczył, że wygra regularnym tempem.

W pewnym momencie miał do Bayi już około 60 metrów straty, a krzyżyk na złotym medalu stawiali już nawet telewizyjni komentatorzy. Jednak na ostatnim okrążeniu, tuż przed rowem z wodą, Bronek wyprzedził ciągnącego już za sobą nogi rywala i zdobył złoto. Czas był prawie taki, jaki wcześniej sobie wycyrklował – 8:09.70.

Czytaj dalej…

 

 

FOT. NEWSPIX.PL


Aktualności

Kalendarz imprez