15 lat na szczycie. Federica Pellegrini wciąż rozdaje karty

15 lat na szczycie. Federica Pellegrini wciąż rozdaje karty

Dla tej pani niemożliwe naprawdę nie istnieje. Federica Pellegrini podczas mistrzostw świata w pływaniu w Gwangju obroniła tytuł na 200 metrów stylem dowolnym. Przeszła tym samym do historii światowego sportu jako pierwsza osoba, której udało się zdobyć osiem medali MŚ z rzędu na tym samym dystansie! Ostatni rozdział tej długiej i pięknej historii legenda włoskiego pływania zamierza napisać na własnych warunkach podczas Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020.

Takie kariery w zawodowym sporcie nie zdarzają się często. Cały świat po raz pierwszy usłyszał o Pellegrini w 2004 roku, kiedy to nieoczekiwanie sięgnęła po srebro igrzysk olimpijskich w Atenach. Była wówczas zaledwie kilka dni po szesnastych urodzinach, a ten wyczyn był w ogóle jej pierwszym podium w zawodach rangi międzynarodowej. Włosi z miejsca oszaleli na jej punkcie i trudno się dziwić – nastolatka została najmłodszą medalistką olimpijską w historii całego kraju, a niedługo potem zaczęła bić kolejne rekordy.

Od tamtej pory w samym pływaniu zmieniło się wiele. Pellegrini dobrze pamięta poliuretanową rewolucję i zdążyła z niej zresztą skorzystać. W 2009 roku ustanowiła rekordy świata na 200 metrów stylem dowolnym na krótkim i długim basenie – ten drugi przetrwał zresztą do dziś. To właśnie 10 lat temu była największą gwiazdą mistrzostw świata, które akurat odbywały się w Rzymie. Reprezentacja Włoch zdobyła wtedy cztery medale – “Fede” była złota na 200 i 400 metrów stylem dowolnym, trzykrotnie bijąc podczas tej tylko imprezy rekordy świata.

Aby lepiej zrozumieć istotę fenomenu pływaczki, warto zwrócić uwagę na inny epizod z tamtej imprezy. Złoto i brąz na 1500 i 800 metrów – pozostałe dwa medale, które złożyły się na cały dorobek Włochów – zdobyła wtedy starsza od Pellegrini o zaledwie rok Alessia Filippi. Dziś nie spotkacie jej już na basenie, bo cieszy się sportową emeryturą. Nie od wczoraj, ale już od siedmiu lat! Federica widzi już przed sobą metę, ale po nieudanym starcie w Rio długo odwlekała decyzję o zakończeniu kariery. Dziś – rok przed kolejnymi igrzyskami – jest w zupełnie innym nastroju.

Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Jestem strasznie szczęśliwa z powodu tego złota, bo to były moje ostatnie mistrzostwa świata. Łzy, które widzicie, nie są jednak łzami smutku, a radości. Pracowałam na to wszystko przez te wszystkie lata… Wciąż uwielbiam to robić i cieszę się, że przynosi to takie efekty

– zdradziła pływaczka po wywalczeniu złota w Gwangju.

W lipcu w Korei obroniła tytuł sprzed dwóch lat, jednak wtedy okoliczności były o wiele bardziej dramatyczne. Włoszka nie była wówczas faworytką finału – do złota powszechnie typowano niesamowitą Katie Ledecky. W 2015 roku Amerykanka podczas mistrzostw świata w Kazaniu ustrzeliła jedynego w swoim rodzaju wielkiego szlema, zgarniając bezprecedensowe złoto na 200, 400, 800 i 1500 metrów stylem dowolnym, bijąc przy okazji dwa rekordy świata.

Okiełznać Ledecky

W 2017 roku wszystko wskazywało na powtórkę tego scenariusza. W finale Ledecky długo płynęła w czołówce, a Pellegrini nie wyglądała na kogoś, kto w ogóle będzie liczył się w walce o medale. Stawka była w końcu niezwykle mocna – uzupełniały ją między innymi utytułowana Węgierka Katinka Hosszu i Australijka Emma McKeon, która szybko wysunęła się na prowadzenie. Na ostatnim nawrocie nieoczekiwanie zaczęły się dziać cuda. Włoszka finiszowała jak za dawnych lat i zniweczyła plany Amerykanki, która musiała zadowolić się srebrem. Na trzech pozostałych dystansach oczywiście nie miała sobie równych, ale w świat poszedł przekaz, że weteranka z Werony trzyma się naprawdę mocno.

To prestiżowe zwycięstwo było z wielu względów wymarzonym momentem, by zejść ze sceny w glorii i chwale. Nie da się ukryć: w 2017 roku igrzyska olimpijskie w Tokio były jeszcze odległą perspektywą, a trzy lata w zawodowym sporcie to wieczność – zwłaszcza w pływaniu. Poza tym “Fede” właśnie zapisała się w historii jako pierwsza zawodniczka, która pokonała Ledecky na zawodach rangi mistrzowskiej. Po wszystkim unikała jednoznacznych deklaracji. Ogłosiła, że robi sobie długą przerwę i była naprawdę blisko decyzji o zakończeniu kariery.

Serce mówi mi, żeby po tylu rozczarowania poza basenem dać sobie już spokój. Z drugiej strony głowa wciąż chce to robić. Jesienią powiem wam, co będę robić dalej w życiu

– mówiła dziennikarzom latem 2018 roku. “Lwicę z Werony” napędzają jednak wyzwania i kolejne rekordy. Wyjazd do Tokio byłby jej piątym olimpijskim startem – taka sztuka nie udała się nigdy żadnej pływaczce.

Pellegrini biła się z myślami i być może zakończyłaby karierę gdyby nie… Gianluigi Buffon. To właśnie niesłabnący głód rodaka, który trzykrotnie grał w finale Ligi Mistrzów, ale nigdy nie sięgnął po główne trofeum, pozwolił jej przewartościować pewne sprawy. W ojczyźnie oboje cieszą się zresztą podobnym statusem. Federica trzykrotnie zdobywała tytuł sportsmenki roku, przyznawany przez “La Gazzetta dello Sport”. W 2016 roku dostała statuetkę legendy, tworząc ekskluzywne grono między innymi z Francesco Tottim, Valentino Rossim i Paolo Maldinim.

O skali jej popularności świadczy także ponad milion obserwujących na Instagramie. Sama pływaczka już w 2009 roku nazwała się nawet najwybitniejszym sportowcem w historii kraju:

Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że przesądziłam sprawę kilka rekordów świata temu. Przed 21. urodzinami miałam ich na koncie dziesięć. Do tego olimpijskie złoto i dwa złote medale mistrzostw świata. Tak – myślę, że jestem najwybitniejsza.

Można z tym stanowiskiem dyskutować, jednak powtarzalność sukcesów musi robić wrażenie. Tak samo jak ambicja – Pellegrini wygrała już wszystko, co było do wygrania. W przeciwieństwie do Buffona nie ma już żadnej wielkiej sportowej obsesji, bo po olimpijskie złoto sięgnęła przecież w 2008 roku. Występy w Londynie i Rio były jednak pasmem rozczarowań – w obu przypadkach nie załapała się na podium, zajmując odpowiednio piąte i czwarte miejsce.

Treningi z mężczyznami? Czemu nie!

Gdzie była Włoszka w ostatnich miesiącach, kiedy nie startowała w najważniejszych zawodach? Oczywiście wciąż pływała, ale postanowiła znacząco zmienić sposób przygotowań. Zamiast koronnego dystansu długo sprawdzała się na 50 i 100 metrów. Nie tylko za to posunięcie była krytykowana. W ojczyźnie konsternację wzbudziła zwłaszcza jej taktyka polegająca na przylocie do Korei zaledwie trzy dni przed zawodami.

W 2019 roku jej najgroźniejszą rywalką była zaledwie 18-letnia Ariarne Titmus. Do rewanżowego starcia z Ledecky nie doszło – Amerykanka na ostatniej prostej nabawiła się tajemniczej kontuzji i zrezygnowała ze startu na 200 metrów. Włoszka wygrała ze świetnym czasem 1:54.22, który jest tylko o nieco ponad sekundę wolniejszy od jej rekordu świata. W Tokio – podczas ostatniego startu w karierze – chciałaby urwać jeszcze kilka setnych sekundy.

Taki scenariusz jest możliwy, bo Pellegrini jest tytanem pracy. Zaczęło się od najmłodszych lat. Dla rówieśniczek szybko zrobiła się po prostu zbyt dobra, dlatego od czternastego roku życia trenuje niemal wyłącznie z mężczyznami.

Kobiety nie mogą wytrzymać mojego tempa. Na treningach może nie wygrywam z facetami, ale jestem blisko. Moje 1:52 na 200 metrów stylem dowolnym to zresztą już całkiem męski czas

– mówiła w 2009 roku.

Włosi pokochali ją także za to bardziej ludzkie oblicze. O nieudanych związkach pływaczki uwielbiają rozpisywać się tabloidy. Jeden był wyjątkowy – Lukę Marina właściwie odbiła z rąk Laure Manaudou, swojej wielkiej rywalki. Między 2007 a 2008 rokiem obie biły swoje rekordy świata. Francuzka nie wytrzymała tego tempa i w 2009 roku zakończyła karierę mając zaledwie 22 lata. Pellegrini zdobyła rekord i nowego narzeczonego, ale związek z Marinem nie przetrwał próby czasu. Wiele lat później Włoch zdradził, że przyłapał partnerkę w hotelowym pokoju z innym mężczyzną – też zresztą pływakiem.

W karierze genialnej pływaczki były także naprawdę ciężkie chwile. W 2008 roku – właściwie u szczytu swoich możliwości – miała poważny problem z atakami paniki. W listopadzie doznała tej przypadłości już będąc w wodzie. Po tym doświadczeniu zaczęła korzystać z pomocy psychologa sportowego. Źródłem problemu okazała się być nieleczona do tej pory astma. Odkąd Pellegrini zaczęła brać leki, sytuacja wróciła do normy.

W październiku 2009 roku musiała zmierzyć się z osobistą tragedią po śmierci trenera. Alberto Castagnetti nagle zmarł na zawał, a wcześniej prowadził Fede przez całą karierę. Poukładanie życia sportowego na nowo nie było łatwe. Kolejni szkoleniowcy nie potrafili okiełznać temperamentu zawodniczki i dość szybko się poddawali. Niechlubny rekordzista Federico Bonifacenti wytrwał na stanowisku zaledwie dwa tygodnie. W ostatnim czasie Pellegrini stawia jednak głównie na stabilizację. Od lat trenuje ją Matteo Giunta – kuzyn… Filippo Magniniego, jej byłego narzeczonego.

Choć gazety i portale plotkarskie nadal chętnie rozpisują się o życiu osobistym pływaczki, w ostatnich miesiącach było o tym aspekcie trochę ciszej. Dzisiaj wiadomo już, że Federica przed ostatecznym wyzwaniem w karierze zamierza zaplanować wszystko z chirurgiczną precyzją. Forma rywalek będzie w tej układance kluczowa, ale 1:54.22 – zwycięski czas z Gwangju – dałby Włoszce medal zarówno w Londynie, jak i w Rio. W obu przypadkach nie byłoby to jednak złoto, a planując ostatni skok na bank Federica Pellegrini z pewnością kolejny raz spróbuje zgarnąć pełną pulę.

KACPER BARTOSIAK

 

 

fot. newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez